poniedziałek, 4 stycznia 2010

Z archiwum C

Na wstępie witam wszystkich w Nowym Roku! i oczywiście życzę Wam spełnienia marzeń wszelakich!!! Nadrabiając zaległości -znowu- napiszę co u nas słychać. A musicie wiedzieć, że od strony technicznej pisanie idzie ciężko. Czaro musiał w swoim mniemaniu sprawdzić, co też pod spacją w laptopie się znajduje, a że jego sprawność manualna pozostawia wiele do życzenia, owy klawisz buntując się działa jak chce.
Tak więc chronologicznie:
18 listopada u Czarka w przedszkolu miało miejce uroczyste pasowanie maluchów na przedszkolaków:-) Czaruś dzielnie wystepował, śpiewał i mówił wierszyki. Bardzo był z siebie zadowolony a jego wyczyny oglądałam razem z mężykiem i moją mamą, czyli babcią Jolcią:-).

(Czaruś: pierwszy chłopiec od lewej.)

Po pasowaniu w sali czekał na dzieci mały poczęstunek z którego najlepsze okazały się lizaki:-). Na pamiątkę uroczystości każde z dzieci dostało misia.

16 grudnia w przedszkolu grupa Czarusia zaprezentowała świąteczny program artystyczny. Wiadomo: piosenki, kolędy, wierszyki i pląsy. Ile radości sprawia rodzicom oglądanie przedstawień z udziałem własnego dziecka wiedzą Ci, którzy tego doświadczyli. Innymi słowy: radość, wzruszenie i duma z pociechy:).

(Czaruś: na środku w krawacie)
Po zakończeniu występów, w sali grupy Pani nauczycielka odczytała dzieciom list od św. Mikołaja. Dzieci miały wykonać wspólnie z rodzicami kartkę świąteczną, co tez uczyniliśmy :-).

Były też słodkości do przegryzienia i oczywiście prezent od św. Mikołaja-gra edukacyjna.

Ostatnie trzy dni przed świętami B.N. byłam na zwolnieniu lekarskim- przeziębienie. Czarek też przez dwa dni gorączkował, więc do przedszkola nie poszedł i nie spotkał się z Mikołajem osobiście....trudno się mówi. Zresztą do przedszkola poszedł dopiero dzisiaj, bo ja dni między świętami a sylwestrem miałam wolne więc spędzaliśmy ten czas razem:-). Niedawno Czaro pierwszy raz poszedł do fryzjera. Miał juz na tyle długie włosy, że suszenie ich po kąpieli robiło się męczące. Strzyżenie maszynką w moim wykonaniu było wykluczone. Nie chciałam, żeby Czaro miał aż tak krótkie włosy. Na szczęście Czaruś dzielnie zniósł swój debiut w salonie fryzjerskim. Potem długo w domu patrzył w lustro i się podziwiał-wygląda zupełnie innaczej :-).
Święta Bożego Narodzenia spędzaliśmy jak co roku - Wigilia z moimi rodzicami i siostrą u dziadków a na resztę Świąt pojechaliśmy z mężykiem i Czaro do teściów. Św. Mikołaj obdarował Czarka: toną słodyczy, strażą pożarną: małą i wielką, zestawem torów i mostów dla pociągów z serii Tomek i przyjaciele oraz wymarzonym przez pierworodnego Hangarem Tomka o którym to pisał św.Mikołajowi w liście:-).
Jeśli chodzi o moją pracę to na nudę i brak zajęć nie mogę narzekać. Monotonia to coś, czego nie mam nawet szansy doświadczyć:-). Na atmosferę w pracy nie narzekam. Właściwie to na nic nie mogę narzekać:-) Dobrze mi się pracuje i dobrze zarabia, choć czasem to prawdziwe wariatkowo:-).
Jeszcze raz wszystkiego dobrego w Nowym Roku!

poniedziałek, 9 listopada 2009

Wracając do blogowego świata...

Dawno mnie nie było i co tu dużo pisać zakurzyło mi się tu troszkę:-). Tak więc strzepując kurz powracam i już piszę co u nas słychać. Na szczęście żadna katastrofa życiowa, mała ani duża, nas nie spotkała i nasza trójca ma się dobrze. No może tylko Czarek zaczął dzisiaj pokasływać, więc jutro zamiast iść do przedszkola zostanie w domu, tak dla pewności żeby się nie rozchorował, a jak mu nie minie to nawet do końca tygodnia. Ale najpierw postaram się w skrócie napisać, co się działo u nas przez ostatnie 3 miesiące. Kto śledzi nasze dzieje, ten może pamięta, że od września wegerka wróciła do pracy w zawodzie, zaś mój pierworodny od września został przedszkolakiem. Jak się zatem domyślacie musieliśmy się z Czarem odnaleźć w nowych sytuacjach. Poza tym obydwoje wystartowaliśmy od 1 września, co nie jest najlepszym rozwiązaniem, lecz jedynym możliwym. O wiele lepiej by było, gdyby Czaro mógł dołączyć do grona przedszkolaków np. dopiero w połowie września. Jak wiadomo, w pierwszych dniach większość dzieci płacze i ciężko się "wchodzi" w taką grupę. My rodzice mówimy swoim pociechom, że przedszkole jest super, że będzie się dobrze bawić, a tu większość dzieci płacze, po prostu rewelacja. Ale napiszę jak to było z Cezarym i jego debiutem. 1 września Czaro z wielką radością poszedł z tatusiem do przedszkola, bo ja do pracy mam zwykle na rano,więc zaprowadzanie to domena tatusia, zaś odbieranie moja:-). Czaro pierwszego i drugiego dnia wszedł do grupy jak do siebie, tatusiowi pa pa i już był na drugim końcu sali bawiąc się w najlepsze. Mężyk trochę zszokowany widokiem płaczących dzieci i wychodził z budynku z mieszanymi uczuciami, czy aby postępuje słusznie. Potem było gorzej, ja mam dni, gdy kończę pracę wcześnie, ale za późno, żeby Czaro odebrać po obiedzie i już trzeciego dnia pierworodny musiał leżakować i być odbierany po podwieczorku. Przez kilka kolejnych dni był płacz rano w domu, że nie chce leżakować, ale gdy już wchodził do przedszkola było ok i nie płakał w przedszkolu. Tatuś ciężko to przeżywał, gdy go rano zawoził i przez pół dnia był potem w psychicznej rozsypce. Po tygodniu Czaro zyskał w swoim mniemamiu pewność, że "mama NA PEWNO po niego przyjdzie" , skończyły się poranne lamenty i od tego czasu mam radosnego przedszkolaka, który uwielbia swoje panie i z uśmiechem codziennie chodzi do przedszkola:-). Zawsze Czarkowi mówię, czy będzie danego dnia leżakował czy też nie. Obie wersje przyjmuje bez żadnych problemów:-). Czaruś przychodzi do przedszkola tuż przed śniadaniem i odbierany jest od razu po podwieczorku lub po obiedzie w zależności o której kończę pracę. Chyba, że mam na popołudnie, czyli 3 razy w ciągu dwóch tygodni, i wtedy po podwieczorku odbiera go dziadek, zaś ja mam okazję w tych dniach zawieźć go do przedszkola. Niestety samego przedszkola nie udało nam się zmienić i dowozimy Czarka samochodem, zaś dziadkowi zostawiam w przedszkolu wózek i wracają sobie piechotką jakieś 2km. Zimą z pewnością będzie ciekawie :-/
Jak Czaro sobie radzi w przedszkolu? No właśnie, gdy się go pytam, czy był grzeczny, zwykle odpowiada mi, że "byłem grzeczny, ale byłem też trochę niegrzeczny". Gdy pytam jego Panie, jak mam rozumieć takie stwierdzenia swojego syna, to zwykle słyszę, że Czaruś jest taki czarujący i tak je zawsze zagada i zaczaruje, że one mu wszystko wybaczają:-/. Że Czaro jest sprytny i wie jak zaczarować i co powiedzieć, by wyszło na jego to ja wiem, ale, że nie tylko ja się potrafię na to nabrać to dla mnie zawsze coś nowego:-). Raz zdarzyła się sytuacja, że Pani nauczycielka powiedziała, iż Czaro kopnął kolegę, co przekazał dziadek, gdyż on go tego dnia odbierał. Gdy zapytałam się Czarka czy kopnął kolegę, potwierdził, zaś gdy zapytałam dlaczego to zrobił, to odpowiedział, że "on mnie uderzył i ja go kopnąłem, bo on był niegrzeczny". Ręce opadają...
Jak przystało na debiutującego przedszkolaka Czaro musiał się w końcu rozchorować. I tak jest nieźle, bo swoje pierwsze nieobecności przedszkolne z powodu choroby odbył dopiero w drugiej połowie października:-). Przeziębienie z goraczką skończyło się na tygodniowym przyjmowaniu antybiotyku i kolejnym tygodniu w domu w celu nabrania odporności. Kończąc temat Czarusiewego przedszkola napiszę tylko, że Czaro 18 listopada ma mieć pasowanie na przedszkolaka. Nie chcę, żeby na ten dzień się rozchorował i pierwsze przedszkolne wystepy go ominęły, więc wolę, żeby ten nieduży kaszelek który ma teraz nie przerodził się w jakieś wielkie przeziębienie. Zresztą jak wiadomo los potrafi płatać różne figle, więc kto tam wie...
Jeśli chodzi o moją pracę to wrzesień był dla mnie trudnym miesiącem. Wiadomo - nowa praca to nowi ludzie i środowisko, różne nowe przepisy, które musiałam poznać - chociażby nowa podstawa programowa, w dodatku każda placówka rządzi się swoimi wewnętrznymi prawami, szkolenia, kursy, niektóre już za mną inne dopiero przede mną. Dzieci w grupie, które dopiero debiutują w przedszkolu (3latki) i z którymi nawzajem się poznajemy, ich rodzice, nieraz dziadkowie,pierwsze zebrania no i pasowanie na przedszkolaka już za nami...dużo tego. W dodatku miałam trzyletnią przerwę w zawodzie. Jak jest teraz? Ja jestem bardzo zadowolona, choć wiadomo zdażają się dni lepsze i gorsze. Na szczęście tych drugich było niewiele:-). Zresztą ostatnio jak wiadomo psychoza ptasiej grypy, więc ja się czuję, jakbym pracowała w przedszkolu prywatnym, bowiem już drugi tydzień mam nie więcej niż 1/3 całej grupy. Na dzisiaj to wszystko, to czego nie napisałam a po głowie chodzi napiszę innym razem. Chcę podziękować wszystkim blogowiczkom, które stale mnie odwiedzają i czekały tak dzielnie na nowy post. W szczególności Panistępelek, Nadia_Laurka, LightBblue&Karolcia, Justynce z Adriankeim (nadal nie mogę pozostawić u was komentarza :-/) oraz Uli z Michasiem. Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i obiecuję odwiedzić wszystkich w najbliższym czasie. Mam nadzieję, że już takich dłuuugich przerw w blogowaniu nie będzie:-). Buziole!

środa, 29 lipca 2009

Zamki na piasku...

Już nawet nie pamiętam kiedy ostatnio miałam okazję pobyć w sieci, chyba kilka tygodni temu... Wyjazdy do teściów, wypady nad jezioro Białe, pobyty na basenach, na działce. Wieczorami byłam zwykle tak zmęczona, że nawet nie myslałam o włączeniu komputera.
Od dwóch tygodni jesteśmy nad morzem. Tak pozostanie jeszcze przez kolejne dwa, aż do połowy sierpnia. Mężyk w pracy, ale jak tylko może to do nas przyjezdża. Robimy sobie wtedy wypady do trójmiasta... Najbardziej chyba lubię Gdynię, choć na dłużej zatrzymujemy się zwylke w Sopocie- tam najwięcej się dzieje - miasto z tych, co to w sezonie letnim nigdy nie zasypia. Muszę jednak przyznać, że dla mnie ma też swoje irytujące strony - to tutaj okreśnienia "lans" i "szpan" nabierają pełnego znaczenia, do tego dochodzi tłok. Ale taki jest widac "urok" tego miejsca.
Czarek jest przeszczęśliwy. Jemu to chyba zresztą wszędzie jest dobrze:-). Całe dnie spędza na dworze: skacze przez fale, bawi sie w piachu, na placu zabaw, biega po lesie, zbiera jagody i całymi garściami pcha do buzi, zajada gofry, chodzi na lody, ogląda teatrzyki, obserwuje jak rybacy wracają z połowów i wyładowuja ryby a także zdążył już wzbogacić swoja kolekcję wzierząt o gatunki morskie. Apetyt mu dopisuje i co najwazniejsze jest zdrowy. Pogoda jest w kratkę, jak to nad polskim morzem. Na szczęście w tym roku nasz podróż przebiegła bez żadnych przygód:-) Pozdrawiam wszyskich bardzo serdecznie. Z racji drogiego dostepu do sieci zaprzyjaźnione blogi odwiedzę dopiero po powrocie z wakacji.
Na basenie:




Na wsi:


Nad morzem:



















wtorek, 23 czerwca 2009

Zmiany...

Długi weekend spędziliśmy wszyscy razem na wsi u teściów, zrobiliśmy sobie przy okazji kilka wypadów nad jezioro Białe. Spokój, cisza i dużo czasu tylko dla naszej trójcy...Było minęło. Ostatni tydzień był dla mnie wyjątkowo ciężki. Skumulowało mi się sporo spraw ważnych do załatwienia i wiecznie odkładanych na później, a jak wiadomo same z siebie się nie zrobią:-)Do tego doszły rzeczy, które już wcześniej były w planach na zeszły tydzień i powstał niezły bałagan. W trzecim dniu takiego kołowrotka straciłam zupełnie rozeznanie dokąd akurat i w którą stronę mam jechać samochodem, toteż nie raz byłam zmuszona zawracać. Najważniejsze z tego wszystkiego były dwie sprawy: jedna to moja przyszła praca a druga to zapoznanie się Czarka z "nowym" przedszkolem.
Jak to już z wegerką bywa, mam więcej szczęścia niż rozumu. Postawiłam sobie za cel znalezienie pracy w moim zawodzie w tydzień i udało się-dostałam propozycję pracy w dwóch placówkach. Wybór nie był łatwy, tu bliżej, tu lepsze godziny pracy, tu coś tam innego... ale zdecydowałam. Tak więc od września będę pracować w przedszkolu jako nauczycielka w grupie 3-latków. Mam co prawda spory kawałek do pracy, ale dogodny dojazd samochodem i przede wszystkim dobre godziny pracy, co pozwoli mi wcześnie odbierać Czarka z jego przedszkola.
Jeśli chodzi o przedszkole Cezarego to nie dostał się on do przedszkola tzw. pierwszego wyboru, ani żadnego blisko domu, tylko do takiego w sąsiedniej dzielnicy. Odległość jest na tyle duża, że spacer z 3-latkiem wchodzi w grę tylko przy super pogodzie, bo zajmuje ok. godziny. Dojazd autobusem okropny, bo albo od połowy drogi albo z przesiadkami. Pozostaje samochód. Dla mnie i mężyka to nie problem, ale nie wiem jak niezmotoryzowany dziadek będzie go odbierał z przedszkola, gdy ja będę kończyła pracę po południu...Po cichutku liczę jeszcze na to, że może jakieś miejsce gdzieś bliżej się zwolni w ciągu roku i wtedy przeniosę pierworodnego.
Czarek jak to Czarek, perspektywą stania się pełnoprawnym przedszkolakiem jest zachwycony. Wszystko mu się podoba. "Stare" przedszkole, jak to je zwykł nazywać, bardzo mu się podobało, lubił uczestniczyć w zajęciach i mówił, że "Pani Mirka jest fajna"... Niestety zajęcia na które uczęszczaliśmy od lutego dobiegły już końca. Rozdano dyplomy, zdjęcia grupowe i prezenciki od pani (zresztą po każdych zajęciach dzieci coś tam w nagrodę dostawały, także prezent na dzień dziecka). "Nowe" przedszkole, czyli to, do którego Czaro będzie od września chodził również przypadło mu do gustu. W czasie dni otwartych pierworodny miał okazję poznać sale i dzieci, z którymi będzie w grupie (26 osób) - dwoje z nich już zna z zajęć w "starym" przedszkolu. Czaro wie, że będzie w grupie krasnoludków, wie też jak nazywa się jego pani. Nie wiem tylko czy kojarzy dobrze swoją salę, gdyż w czasie dni otwartych przebywał głównie w sali 5-latków z której to nie mogłam go wyciągnąć. "Mamo ja tu zostaję i się bawię zwierzątkami w koszyczku!" No cóż w jego grupie takich zwierzątek nie ma. Nie stanowi to dla Czarka żadnego problemu. Jemu wszystko jedno jaka grupa i gdzie, byleby zwierzątka do zabawy były :-). Czaruś był też na zajęciach adaptacyjnych w przedszkolu, w którym będę pracować i tam też mu się podobało. Mam nadzieję, że we wrześniu pierworodny zaadoptuje się do nowej sytuacji i pomimo ewentualnych łez przy rozstaniu będzie chciał chodzić do przedszkola i dalej będę od niego słyszeć, że "w przedszkolu jest fajnie!" Czaro ostatnio jakiś taki sentymentalny się zrobił...
A tak swoją drogą...gdy ja będę pracowała z grupą maluszków...w tym samym czasie w innej części miasta inna nauczycielka będzie pracowała z grupą w której będzie mój syn. To bardzo dziwne uczucie, niemiłe, "zostawiać" swoje dziecko by zajmować się cudzymi... Wiem jednak, że zarówno dla mnie, jak i dla Czarka lepiej będzie, jeśli nie będziemy w tej samej placówce. Wtedy to żadne samodzielne przedszkole dla niego ani praca dla mnie. A prace mam jaką mam. Mimo wszystko w tej chwili, gdy o tym pomyślę to jakoś tak mi smutno...

poniedziałek, 8 czerwca 2009

Radość z bycia dzieckiem...

Gdzie i kiedy nie wyjdę to moknę, bo parasol zawsze nie tam gdzie ja, czyli w domu. Czarkowi za to nic nie przeszkadza, nawet aura na dworze, a deszcz zdaniem pierworodnego nie pada na niego, bo "on ma przecież czapeczkę..."
W poprzedni weekend z okazji Dnia Dziecka organizowanych było wiele pikników i festynów. Zdecydowałam się pojechać z Czarkiem na Zamek Królewski do Arkad Kubickiego. Przy okazji przeszliśmy się Nowym Światem i Krakowskim Przedmieściem, tzn. ja się przeszłam, bo Czaro wygodnicki zasiadał w swojej czterokołowej gablocie. Gdy zaś znaleźliśmy się w pobliżu pomniku Kopernika, Czarek westchnął po czym ze wzruszeniem powiedział " Mamo, jak tu jest pięknie..." Prawdę mówiąc zaskoczył mnie tym wyznaniem, bo nie sądziłam, że on na architekturę taki uwrażliwiony...
Na Zamku Królewskim atrakcji dla dzieci było bez liku. Czaruś m.in. malował jakiegoś glinianego robota, poznawał prawa fizyki - oczywiście na swój sposób:-), prowadził prace wykopaliskowe - szukał w piaskownicy kości i próbował złożyć szkielet jakiegoś dinozaura, budował nie wiadomo co z klocków, oglądał bajeczki, występy taneczne... Ogółem był w swoim żywiole. Bo poznawać, odkrywać i jeździć w różne ciekawe miejsca to on uwielbia:-)


Kit: "School Days" by Sara - Sweet Blossom Designs
http://sweetblossomdesigns.blogspot.com/

and "Bollywood" by Stacey - Stacey’s Scraps
http://sjtowers.blogspot.com



Kits: "Sweet Dreams" by Vicki - A work in progress
http://vicki20.blogspot.com/



Kit: "Comfort" by Stacey - Stacey’s Scraps
http://sjtowers.blogspot.com


Kilka dni potem był czas na rodzinny wypad na basen, z tatusiem oczywiście:-). Nie będę pisać o tym, że Czarkowi się podobało, bo to akurat jest oczywiste:-). Najbardziej podobała mu się jednak zjeżdżalnia ze słonikiem i skoki do wody. Raz nawet zjechał z tatusiem z wielkiej zjeżdżalni - więcej nie - mówił, że "tam w rurze było ciemno i bałem się troszkę". Najbardziej zaskoczył mnie jednak fakt, że Czaro świetnie unosi się na wodzie potrafi popłynąć tam gdzie chce - wszystko to oczywiście z pływakami :-), ale ja jestem dumna z postępów jakie zrobił od ostatniej wizyty na basenie :-)


Kit: "Bohemia" by Sara - Sweet Blossom Designs
http://sweetblossomdesigns.blogspot.com/