sobota, 29 grudnia 2007

Po Świętach....

Wigilię spędziliśmy z moimi rodzicami i dziadkami. Była też moja siostra i jej chłopak. Ogólnie bardzo miło i przyjemnie:-) Pierworodny zajadał się czerwonym barszczykiem z talerza mamy (maczając przy okazji w nim swój chlebek), pierożkami domowej roboty z kapustą i grzybami oraz rybą po grecku. Pradziadkowie nie mogli się nadziwić, że Czaruś tak długo i grzecznie siedzi przy stole i je ze swojego talerzyka, aż mu się uszy trzęsą. No cóż...w jedzeniu to on jest naprawdę niezły:-). Synek dostał mnóstwo prezentów, więc po uroczystej kolacji zajął się nowymi zabawkami. Jak to się dzieje, że zabawki dziecięce cieszą nie tylko dziecko, ale także dorosłych? Resztę świąt spędziliśmy u teściów. Wróciliśmy dopiero przedwczoraj.
Dzisiaj notka bardzo krótka, bo czasu brak. Od jutra zabieram się za odwiedzanie Waszych blogów. Poniżej kilka zdjęć z Wigilii:-),
a jako że wielkimi krokami zbliża się Sylwester życzę Wam:

12 miesięcy zdrowia
53 tygodnie szczęscia
8760 godzin wytrwałości
525600 minut pogody ducha
i 31536000 sekund miłości
w nadchodzącym NOWYM ROKU !!!










czwartek, 20 grudnia 2007

Życzenia Świąteczne



Życzę Wam z całego serca cudownych Świąt Bożego Narodzenia!!!
Świąt białych, pachnących choinką,
skrzypiących śniegiem pod butami,
spędzonych w ciepłej, rodzinnej atmosferze,
pełnych niespodziewanych prezentów:-)
Świąt dających radość i odpoczynek,
oraz nadzieję na Nowy Rok,
żeby był jeszcze lepszy niż ten, co właśnie mija!!!

Laura i Czaruś

wtorek, 18 grudnia 2007

Przedświąteczna łobuzerka:-)))

Świąteczny szał w rodzinie nie wystąpił. Raczej spokojnie, powolutku się przygotowujemy:-) Kilka prezentów już kupionych, zakupy częściowo też zrobione. Czaruś na pewno dostanie od Mikołaja gigantyczną śmieciarkę!!!, bo takowa w wielkim pudle została w mieszkaniu zakamuflowana tak, by pierworodny nie wywęszył:-)
Czaruś w swojej "łobuzerce" osiąga coraz to lepsze wyniki. Dzisiaj gdy rozmawiałam z mężem przez telefon synek jak zwykle próbował zabrać mi słuchawkę. Normą powoli się staje, że przez telefon rozmawiamy we dwoje: ja po dorosłemu, a Czaruś po czarusiowemu, co chwila zabierając sobie telefon. Rozmówca raczej jest zdezorientowany:-) Ale do rzeczy. Kiedy po skończonej rozmowie z mężem odłożyłam telefon, pierworodny postanowił, że nie koniec z rozmową. Zdjął słuchawkę telefonu, przyłożył do ucha, a gdy zamiast głosu kochanego tatusia usłyszał bip bip bip bardzo się zdenerwował. Nie zdążyłam podbiec, gdy Czaro z szybkością błyskawicy odwrócił się na pięcie i z prawdziwie koszykarskim zamachem wrzucił słuchawkę do zlewu! Naczynia przeżyły, za to telefon się trochę zbuntował - 0 i 7 postanowiły z zemsty działać jak chcą. Ehhh....
Dawno nie zamieszczałam żadnych zdjęć pierworodnego. Ale nadrabiam:-) Te z kotem zostały zrobione ostatnio u teściów, zaś te z "kradzieży" chleba z kuchni w naszym domku. Pozdrawiam czytajacych i komentujących w tym, jakże przemiłym, przedświątecznym czasie!!!Buziole
Piosenka na dziś to: Dean Martin "Sway"





piątek, 14 grudnia 2007

Trochę katarkowo ale nie gorączkowo:-)

Katarek Czarusia pomimo wszelakich, odprawianych nań uroków trzyma się nadal:-( Co prawda wyglada na to, że powoli słabnie zaś pokasływanie dało za wygraną i poszło straszyć gdzie indziej. Gorączki nie ma i nie było na szczęście:-) Wszystko wyglada na to, że prawdopodobnie była to reakcja na szczepionkę. Do pediatry mielśmy iść dzisiaj ale odpuściłam. Po co zabierać pierworodnego do przychodni pełnej chorych dzieci, skoro wszystko wskazuje na to, że już prawie po wszystkim? Na spacerki zaczniemy wychodzić jak katarek ustanie całkowicie, tak bez kuszenia losu, bo pogoda za oknem paskudna. Bardzo pomocny w kuracji synka okazał się sok domowej roboty z żurawiny- kto by pomyślał:-)
A tak a propo gorączki - Czy poza mną znajdzie się jeszcze ktoś, kogo jak do tej pory szał świątecznych zakupów, prezentów i tym podobnych choinek jeszcze nie dotknął lub omija szerokim łukiem?
Ja dla odmiany korzystam z nadarzajacych się okazji "świętego spokoju" i czytam książkę. Po przeczytaniu 6 i 7 tomu słynnej sagi o H.Potterze (nie śmiejcie się:-)) przyszła pora na "Tańczącego Trumniarza" Jeffrey'a Deaver'a. Swoją drogą bardzo lubię powieści tego autora, wiec zmykam do czytania. Jak ktoś jest chętny do lekturki, to mogę przesłać ebooka. Pozdrawiam Was gorąco i dziekuję za komentarze:-)))
Piosenka na dziś to: Gabrielle"Rise"

wtorek, 11 grudnia 2007

Katarek :-(

Od niedzieli jesteśmy u teściów na wsi. Do stolicy będziemy wracać jutro popołudniu:-). Niestety od niedzielnego wieczorka Czaruś ma katar:-( Cieknie mu z nosa jak z kranu, ledwo z chusteczkami za nim nadążam. Podaję mu kropelki do noska. Wczoraj katar był żółty a dzisiaj jest już przeźroczysty. Nie wiem tylko, czy to reakcja na szczepionkę czy też pierworodny zamierza się rozchorować na święta:-( Pamiętam, że mój tata, który się szczepi co roku we wrześniu, w tym roku po szczepionce dostał prawie 40 stopniowej gorączki.Od wczoraj nie wychodzimy na spacerki, żeby go dodatkowo nie zawiało:-( Poza katarkiem Czaruś czuje się dobrze, nie ma żadnej gorączki ani kaszlu,więc może nam się upiecze:-)Jedynie trudniej mu się w nocy oddycha przez ten zatkany nos, przez co śpi niespokojnie a my w nocy wstajemy i wycieramy mu te smarki:-)Ehhh....
Wracając do tematu teściów-no cóż.....Teść jest do rany przyłóż facet, bardzo go lubię, zaś teściowa...szkoda gadać. Zresztą temat synowych narzekających na swoje teściowe jest chyba stary jak świat i nie czuję się tutaj wyjątkiem:-). W teściowej cenię jej pracowitość, to, że ma jakieś własne zasady życiowe, których w większośći kompletnie nie rozumiem, ale przecież nie muszę. Co mnie zatem w Jej osobie drażni? Ano ciągłe wrzaski na domowników-jakby nie można było tak normalnie powiedzieć o co chodzi, wiecznie zły chumor-wygląda najczęściej jak chmura gradowa a uśmiecha się głównie do sąsiadów-chyba po to,żeby na wsi dobre wrażenie robić. Ja to sobie już dawno odpuściłam jakieś bliższe relacje między nami, bo dla niej już chyba na zawsze pozostałam "paniusią ze stolicy"- a znamy się już ponad 6lat! Pytanie w czym zatem problem? Ano w tym, że jest babcią maszego kochanego Czarusia i chciałbym, żeby ze swoim jedynym wnukiem miała jak najlepsze relacje i żeby Czaruś jak podrośnie z radością jechał do kochanej babci na wieś. Jak narazie pozostaje to tylko w sferze moich dobrych chęci. Nigdy nie nastawiałam synka przeciwko teściowej i nigdy nie zamierzam tego robić! Wręcz przeciwnie-staram się zachęcić Czarusia do kontaktów i zabaw z babcią. Efekt-żaden. Czaruś za babcią nie przepada. a mówiąć dosadniej-wyrywa się i ucieka od niej,gdy ta chce go przytulić lub choćby zbliża się do niego. Zastanawiałam się skąd ta niechęć u pierworodnego?Przecież do teścia i brata męża biegnie, przytula się, bawi, przynosi swoje książeczki do czytania...No cóż, wywnioskowałam swoim rozumkiem, że to musi być wina charakteru teściowej a jak wszyscy wiemy małe dzieci "wyczuwają ludzi".. U nas w domu nikt nie krzyczy, a jak teściowa wpada w furii do pokoju i daje głos to Czaruś aż się kuli w sobie i przytula do mnie, jakbym go miała przed babcią obronić. A jak teściowa póżniej woła Czarusia dziecinnym głosem to synek nie chce podejść, zupełnie jakby wyczuwał sztuczość w głosie. Pierworodny jest jeszcze za mały, żebym mogła mu wytłumaczyć, że babcia Go bardzo kocha, że te wrzaski nie są wcale do Niego, że babci jest przykro, gdy od niej ucieka. Pozostaje tylko czekać, w końcu nic na siłę. Oczywiście nie muszę dodawać, że dostrzegam w oczach teściowej pretensję, że to "paniusia z warszawy" winna jest temu wszystkiemu. Ehh.... wygadałam się i zrobiło mi się lepiej:-) Pozdrawiam i dziękuję za Wasze komentarze!!!

sobota, 8 grudnia 2007

Szczepienie

Wczoraj byłam z Czarusiem na szczepieniu przeciw grypie. A dokładniej na drugiej dawce tego szczepienia, bo za pierwszym razem podaje się dwie w odstępie miesięcznym. W przychodni Czaruś okazał się być najbardziej ruchliwym, gadatliwym i ciekawskim spośród małych pacjentów. Musiał wszystkiego dotknąć, wszędzie wsadzić paluszki, zobaczyć wszystkie zabawki, ulotki, obrazki i po swojemu skomentować. Nadreptałam się za nim, nie ma co. Jeden chłopiec chciał się pobawić samochodzikiem, który Czaro trzymał w ręku. Pierworodny tylko spojżał na śmiałka, zawinął się na pięcie i podszedł do 4letniej dziewczynki,po czym z uśmiechem wręczył jej pojazd. Oczywiście tylko na chwilkę, bo zaraz zaczął domagać się zwrotu.Na koniec tym samym samochodzikiem, po swojemu kręcąc młynki, uderzył się lekko w buźkę. Mimo tego nie wypuszczał go z rąk ehhh... Szczepienie na szczęście przebiegało bezproblemowo i Czaruś prawie w ogóle nie płakał. W przychodni spędziliśmy w sumie ponad godzinę, a wracając do domu synuś zasnął w wózku.
Aha nie pochwaliłam się Wam. Mam wreszcie tę kartę do bankomatu:-)))

czwartek, 6 grudnia 2007

Mikołajkowo

Dzisiaj jak wiadomo MIKOŁAJKI. Czaruś część prezentów dostał wczoraj, więc mikołajkowo było w sumie przez 2 dni:-). Babia Jolcia kupiła wnusiowi super wielki worek klocków. Gdy pierworodny wstał rano i zobaczył te klocki to aż buźkę otworzył, przysiadł z wrażenia i złożył rączki. Zamroczyło go na dobre kilka sekund....a później to już szaleństwo!!!
Pojechaliśmy po południu z Czarusiem do IKEI i pierworodny dostał kolejne dwie zabawki. O dziwo jest to jedyny duży sklep, w którym Czaruś jest nieziemsko grzeczny i zadziwia tym wszystkich w koło, włącznie z rodzicami:-). No a dzisiaj "kumple Mikołaja" częstowali go ciasteczkami korzennymi, więc jak tu narzekać...
Wracając do tematu smoczka to....Czaruś już nie używa takiego sprzętu!!!!:-))))) Definitywne rozstanie nastąpiło w dniu, w którym pierworodny skończył 15 miesięcy. Nowego nie kupiłam, a tego kauczukowego schowałam do szuflady. Pierwszej nocy bez moniusia usypianie trwało aż 45 nim. Czarusiowi wyraźnie go brakowało, wiercił się, próbował gryźć moje palce, które delikatnie zabierałam z jego buzi i trzymałam go, jak co noc, dzielnie za rączkę. Udało się. Następna noc - zasypiał 30 min, mało się wiercił i nie wkładał mojej ręki do buzi. A dzisiaj? Usypianie trwało 20 nim i w przebiegu nie różniło się niczym od tego wcześniejszego ze smoczkiem. Jeszcze kilka dni i mam nadzieję, że znowu zacznie zasypiać w 10-15nim. Dumna jestem z pierworodnego! Rany, gdybym wiedziała, że tak gładko to pójdzie, to bym się zdecydowała na ten krok wcześniej. Dziękuję Wam dziewczyny za rady.Buziole!!!










poniedziałek, 3 grudnia 2007

Moniuś

Dawno nie pisałam na blogu bo.....się zaczytałam:-). Pochłonęłam jedną pokaźną książkę, potem drugą i tak minął tydzień. Wczoraj wróciliśmy do stolicy po weekendowym pobycie u teściów. Gdy po powrocie kąpaliśmy Czarusia okazało się, że jego moniuś-smoczek nie przyjechał razem z nami. Został u teściów. Jak to się stało? Nie mam pojęcia. Czarus "używa" smoczka tylko do zasypiania, więc widocznie zapomniałam go wyjąć z jego łóżeczka turystycznego.Trudno. Zastanawiałam się, jak synek zaśnie bez silikonowego przyjaciela. Mieliśmy w domu smoczek kauczukowy, który kiedyś kupiła przez pomyłkę moja mama a którego Czaruś nie chciał ssać. Postanowiliśmy się nim poratować.Synek oczywiście nie był najszczęśliwszy z tej zamiany, żuł smoczek, na przemian z wypluwaniem i ponowynym wkładaniem do buźki ale w końcu zasnął. Zajęło to o wiele wiecej czasu niż zazwyczaj. Teraz zastanawiam się co zrobić. Czaruś jutro skończy 15 miesięcy, więc może to już czas na pozbycie się smoka na dobre? Z drugiej strony zasypia bez niego tylko na spacerze i w samochodzie, a w domu nie ma mowy. Sama już nie wiem, czy kupić dzisiaj nowy smoczek czy sie wstrzymać. Ehhhh...Pozdrawiam wszystkich i dziękuję za Wasze komentarze:-))))