piątek, 28 marca 2008

W końcu jest KRÓLOWCEM !

Czy temperatura powyżej 10stopni i cudnie przygrzewająces łoneczko to znak, że już będzie wiosna? Mam nadzieję, że tak…

Pierworodny w pampersie ma chyba robaki, bo usiedzieć natyłku nigdzie nie może. Tak więc pomimo błota, wody i roztapiającego się śnieguna podwórzu postanowiłam, że wyruszymy w teren. Czaruś jeździł na quadzie,rowerku ale najwięcej chodził…a zaglądał wszędzie. Oglądaliśmy wszystko, nawet płot zdaniem Czarka był wart uwagi. Nic nie mogło się jednak równać z widokiem krówek jedzących siano, a i świnki miały swoje 5 minut. Ja byłam już pewna, że przy oborze zapuszczę korzenie i zostanę tam na zawsze. Zainteresowanie zwierzętami u pierworodnego dotyczy również kotów, choć nie wydają się one byćt ym faktem uszczęśliwione. Bo kto by chciał być wbrew własnej woli przenoszony,rzucany i gnieciony? Trudno jest opisać jak wyglądał pierworodny z kotem w rękach, wdrapujący się po schodach, by następnie przetestować, czy rzeczywiście ów zwierze rzucone z samego szczytu schodów spadnie na czteryłapy...Zastanawiałam się czy kot przeżyje, bo kilka razy wydawało mi się, że Czaro wgniecie go w te schody i podepcze, ale najbardziej zdziwił mnie chyba sam kot, który nie wiedzieć czemu nie próbował uciekać. (Tak dla wiadomości czytających kot spadł na cztery łapy, przeżył eksperyment i ma się dobrze:-). Poniżej na zdjęciach zabawy domowe-nie wiem czy kot ten sam, bo jest ich w sumie 5 i jak dla mnie to wszystkie wyglądają tak samo.




Pierworodny znalazł dzisiaj u wujka szachy. Wątpię, czy ktokolwiek w nie kiedykolwiek grał, ale Czaruś postanowił spróbować. Największym zainteresowaniem zostały obdarzone dwie królowe- w końcu Czaruś jest KRÓLOWCEM !!!


wtorek, 25 marca 2008

Poświątecznie...

Na Święta, które minęły szybko i w wesołej atmosferze, wyjechaliśmy do teściów. Trudno powiedzieć czy dla Czarusia był to jakiś szczególny i wyjątkowy czas. O pisankach w wykonaniu pierworodnego nie było mowy, chyba , że skorupki miałyby być dołączone oddzielnie...Do kościoła ze święconką też z Czarusiem nie poszliśmy, bo bylo strasznie zimno i wiało na potegę. Czarus zadowolił się jednak niedzielnym śniadankiem wielkanocnym. Gdy zobaczył tyle pysznośći na stole przystapił ochoczo do działania i dalej widelcem dziubać i wkładać do buźki wszystko w zasięgu wzroku. Pierworodny również potrafi się dzielić - tak więc wpychał barankowi z cukru do buzi kawałki czekoladowego jajeczka. Gdy baranek stanowczo odmawiał, Czaruś w barbarzyński sposób próbował odgryżć mu głowę. I jak tu pierworodnego nie kochać?
Czaruś dawno u swoich dziadków od strony taty nie był, a to za sprawą choróbska, które tak długo się go trzymało. Tak więc, gdy po tak długiej przerwie zobaczył swoją huśtawkę, postanowił na niej spędzać pół dnia. Bawił sie na niej, jadł, pił, oglądał bajkę a nawet zasypiał. Co chwila tylko wołał, żeby mu inna zabawkę do rączki podać.Nie było siły, żeby go z niej wyciągnąć bo od razu wrzeszczał. Jak nie to nie...:-)







W poniedziałek mieliśmy cudowną zimową pogodę. Co prawda kojarzy się ona z innymi świętami, ale kto by tam zwracał uwage na szczegóły:-) To pierwszy taki śniegowy spacer w życiu pierworodnego (w stolicy takie widoki to rzadkość), tak więc z początku był trochę zmieszany i nie wiedział "czym to się je", ale tylko przez chwilkę...





Wczoraj wieczorkiem wróciliśmy do stolicy a dzisiaj na wieczór znowu jedziemy do teściów i zostajemy na wsi do końca weekendu, czyli prawie do końca miesiąca.
Chciałam wrzucić na bloga jakieś filmiki, ale nie wiem za bardzo jak mam to zrobić, gdyż jeden zajmuje co najmniej 7mb, co zajmie mi polowę pojemności całego bloga, tak więc proszę o radę Drogie Koleżanki, jak Wy to robicie? Buziole!

środa, 19 marca 2008

O wszyskim i o niczym....

Wspinanie i wchodzenie Cezarego na co tylko się da i po czym się tylko da już dawno przestało byc zabawne. Jest wręcz przerażające. Moje dziecko fabrycznie nie zostało zaopatrzone w coś takiego jak instynkt samozachowawczy, podobnie zresztą jak jego tatuś. Może to dziedziczne? O wyczynach mężyka w tym temacie nie będę nawet próbować się rozpisywać, bo to materiał na niejedną książkę...
Czarusia nie zraża się żaden upadek, choćby bolesny po którym łezki polecą, po prostu nic...po 5 nimutach czarna dziura. Zaznaczam, że z jego pamiecią jest wszystko ok., bo jak przyłapuje go na brojeniu to udaje niwiniątko, zchodzi z jakiejś mizernie układanej konstrukcji i nastawia tego swojego słodkiego ryjka i chce buziaka...mnie to rozbraja, nie wiem czy się śmiać czy udawać zagniewaną i pogrozić paluszkiem. Zresztą Czaruś często potem sam sobie grozi paluszkiem... Fak faktem muszę przyznać, że jest pomysłowy... Dzięki wspinaczkom czynności takie jak otwieranie drzwi zamkniętych na klamkę czy lodówki, gaszenie i zapalnanie światła, odkręcanie wody w kranie to dla pierworodnego przysłowiowa bułka z masłem i do tego świetna zabawa, żadnych barier...Nie wszystko da się zabezpieczyć, wynieść i gdzieś schować, po prostu się nie da, więc teraz nie można na dłuższą chwilkę zostawić pierworodnego samego. Kilka razy złapałam go dosłownie w ostatnim momencie a guz byłby niezły bo to po czym Czarusiowi przyjdzie ochota się wspiąć nie zawsze jest stabilne.
Na szczęście nie przez cały dzień tak jest:-) Czaruś ostatnio bardzo lubi budować z klocków a w szczególności rozkładać taka małą lokomotywę. Ze złożeniem gorzej, daje mi wszystkie elementy i czeka aż ja to zrobię, po to tylko, by mieć znowu co rozlożyć.
Cezary ma nowe dziwactwo dotyczące jedzenia- gdy je zupę nakłada sobie czubatą łyżkę, następnie drugą rączką szuka w zupie mięska i kładzie je na samym czubku tej łyżki a potem zamaszystym ruchem ręki wpycha wszystko do buzi.
Ostatnio podjęte zostały próby oswojenia i nauczenia pierworodnego korzystania z nocnika. Ale o tym innym razem...
Z okazji zbliżających się Świąt Wielkanocnych życzę wszystkim:
Pisanych jajeczek,
wierzbowych bazieczek,
kiełbasy święconej,
dużo chrzanu do niej,
baby polukrzonej,
kukiełki plecionej,
Zmartwychwstania w duszy
i wiosny po uszy!

niedziela, 16 marca 2008

Zdrów jak rybka:-)

Czaruś zdrów jak rybka. Wczoraj po raz pierwszy od tygodnia wyszedł z domu- pojechaliśmy do moich dziadków. Pierworodny był niepocieszony, że na świeżym powietrzu czekała go tylko przysłowiowa droga do samochodu. No cóż...u dziadków odzyskał pełne prawa do "łobuzerki":-). Ku radości pradziaków Cezarego wszędzie go było pełno. Nie lada atrakcją stało się naprawianie przez mężyka pralki, która dziadkom odmówiła posłuszeństwa. Pierworodny musiał oczywiście wszystko obserwować, zaglądać, zabierać narzędzia i próbować po swojemu wtykać je w co ciekawsze miejsca.
Dzisiaj zaś zaliczyśliśmy porządny rodzinny spacerek. Nie obyło się też bez wizyty na placu zabaw, skromnym bo skromnym ale zawsze.
W domu zaś Czaruś zaskakujących pomysłów ma bez liku i końca dziecięcych eksperymentów nie widać. M.in. przyciąga pod szafkę zgrzewkę z półtoralitrowymi kartonami mleka (a ciężkie to przecież), staje na niej i włącza kuchenkę mikrofalową. Pierworodny eksperymentuje też z jedzeniem, wszystko we wszystkim macza, topi, nasącza i smakuje- chleb w zupie,chleb w twarożku, chleb w soku, chleb w jogurcie, szynka w jogurcie, paluszki w soku itd. Nie wiem czy wszystkie te połączenia naprawdę są takie smaczne ale fakt faktem wszystko w buźce znika.
Oglądałam dzisiaj prognozę pogody i coś kiepsko zapowiada się pogoda na tydzień przedświąteczny, jak i same święta. Mam nadzieję, że nie utkwimy znowu w domu i wyjść da się chociaż na troszkę. Buziole!







wtorek, 11 marca 2008

Więźniowie czterech ścian...

Pogoda za oknem od kilku dni przepiękna, cieplutko, słoneczko mocno świeci, a Czaruś niestety musi siedzieć w domu conajmniej do soboty, bo dopiero wtedy skończy brać antybiotyk...Tak więc kisimy się oboje w domu i wymyślamy dla siebie nawzajem coraz to nowe zajęcia. Kto ma małe dziecko w domu ten wie, że przy małym odkrywcy nie da się nudzić ani popaść w rutynę, bo dziecko ma tysiąc nowych pomysłów na minutę, jednak naszych codziennych spacerów bardzo nam brakuje...
Nowy antybiotyk okazał się skuteczny. Czaruś juz z piątku na sobotę zaczął przesypiać spokojnie noce a gorączka już się więcej nie pojawiła. Katar i kaszel też pomalutku ustępuje...
Czaruś pomysłowy jest, więc zabranie krzesełka nie powstrzymało jego chęci zaglądania wszędzie i zawsze. Przecież nie przykręcę stolika do podłogi:-( , tak więc postanowiłam, że krzesełko wraca do pokoju a pierworodnego trzeba będzie systematycznie edukować, aby sobie zbyt wielu guzów nie nabił i nie obrócił wszystkiego w pył...
Ostatnio Czaro zajęty był tworzeniem świątecznego witrażyka z żelowych elementów. Co prawda kilka ozdób w celach eksperymentalnych zostało przez pierworodnego rozdartych na strzępy, ale kto by się tym przejmował:-)
Od dzisiaj zabieramy się z Czaro za świąteczne porządki. Jak już siedzimy w domu to chociaż z jakimś pożytkiem...



piątek, 7 marca 2008

Antybiotyk numer 2 i początkujący alpinista..

Antybiotyk, który Czaruś zaczął dostawać okazał się nieskuteczny, bo zaczęło się robić jeszcze gorzej- mega katar, gorączka i ten okropny kaszel. Dzisiaj byliśmy u lekarki i okazało się, że Czaruś musiał złapać dodatkowo jakiegoś innego wirusa więc dostał inny antybiotyk. Mam nadzieje, że teraz już będzie tylko lepiej. Czaruś nie lubi jak sie go osłuchuje i ciągle zabierał stetoskop, więc pani doktor dała mu pudełeczko z takimi maleńkimi cukierkami w papierkach. Pierworodny nie skumał, że to do jedzenia i po kolei wszystkie te cukierki porozrzucał po podłodze. Jednak największym zdziwieniem dla lekarki był fakt, że Czaruś później sam z siebie wszystkie te cuksy z podłogi pozbierał i oddał jej z pudełkiem do ręki:-) Porządnicki z niego taki że ho ho. Ostatnio jak robiłam zupę i wyjełam z szafki tarkę do warzyw, to synek przyszedł do kuchni wziął tę tarkę, schował do szafy, i tyle go było, bo zadowolony z siebie poszedł się bawić...
Przez te wszystkie choróbska nie wspomniałam, że Czaruś został w sobotę ostrzyrzony przez tatusia maszynką:-) Wcale nie protestował. Właściwie to był tak zajęty odkręcaniem i zakręcaniem wody w umywalce i topieniem swoich zabawek do kąpieli, że było mu wszystko jedno...
Od jakiegoś czasu mamy w domu mały problem. Czarkowi nie wystarczy juz wejść na "dorosłe" krzesło i na nim siedzieć. Teraz wszystkie możliwe siedziska, które pierworodny jest w stanie unieść przenosi i podstawia sobie w miejsca, których zwiedzanie i penetrowanie uważa za stosowne. No cóż widok półtorarocznego dziecka, które po swoim małym krzesełku wdrapało się na biurko i stamtąd próbuje dalej na telewizor już nie jest taki zabawny. Nawet gdy zabiorę krzesła z zasięgu Czarkowych możliwości to pozostają jeszcze duże samochody, pojemniki na zabawki, wieże budowane z klocków i kto wie co synek jeszcze uzna za godne użycia do swoich wspinaczek. Przecież nie mogę pozabierać wszystkiego:-( Najlepsze jest to, że rozumie iż tak robić nie wolno, ale jak widac jest to siła wyższa. Pozostaje tylko uważać na niego i przeczekać. W końcu go to znudzi, mam nadzieję.








wtorek, 4 marca 2008

Antybiotyk i osiemnastka...

W piątek po wizycie u pani doktor Czaruś zamiast Eurespalu dostał inny syropek-wykrztuśny. Kataru już nie ma, za to od dwóch nocy nie śpimy:-( Czaruś, bidulek nie może po kapieli spokojnie zasnąć, wierci się, kręci, nie może sobie miejsca znaleźć i pokasłuje suchym kaszlem. w nocy zaś budzą go napady suchego ślinego kaszlu, które trwają nawet dwie godziny. Bardzo się męczy a my nie śpimy razem z nim. Kombinujemy jak mu tu pomóc ale nic nie pomaga, pierwszej z nocy dalam mu pić ale wszystko w atakach kaszlu zwrócił. Dzisiejszej nocy mężyk pojechał do całonocnej apteki i przywiózł jakis syropek na kaszel ale i on nie pomógł. W końcu gdy atak sie skończył Czaro wycieńczony zasnął. Dzisiaj byłam z Czaro u pediatry. Osłuchany, opukany i wszystko ok, tylko ten kaszel nie wiadomo skąd. W rezultacie mam teraz odstawić syrop wykrztuśny a podawać dwa syropki przeciwkaszlowe (w tym jeden to ten który meżyk w nocy zakupił) oraz antybiotyk. Antybiotyk na kaszel- eh....ale może on pomoże i synuś nie będzie się dziś w nocy męczył a ja choć troszkę pośpię. Dziś śpimy z Czarusiem sami, bo mężyk wyjechał na delegację i wraca jutro wieczorkiem.
Poza tym Czaruś ma dzisiaj osiemnastkę:-)!!! Od narodzin pierworodnego minęło osiemnaście miesięcy a ja czuję, jakby od zawsze był z nami. Dzisiaj oglądałam albumy ze zdjęciami Czaro. Sama nie mogę uwierzyć, jak on wyszedł z mojego brzuszka, w ogóle jak on się tam zmieścił, wszystko wydaje mi się teraz takie nierealne. Patrząc po zdjęciach przypominam sobie jak Cezary z maleńkiej bezbronnej istotki przeobrażał się w małego mężczyznę, o żywiołowym charakterze i pogodnym usposobieniu, którym jest teraz. Niesamowite...