Z nadmiaru zajęć i obowiązków na pisanie po prostu brakowało czasu. A dużo się działo, więc wszystkiego po trochu...
Ostatnimi czasy Wegerka we własnej osobie ćwiczyła na jazdach doszkalajacych trudną sztukę poruszania się yariską, zgodnie z przepisami ruchu drogowego po uroczej, wiecznie zakorkowanej stolicy. Sam kurs na prawo jazdy robiłam 7 lat temu, więc jak się można domyśleć, niewiele w pamięci pozostało. Przedwczoraj miałam egzamin praktyczny, który niestety oblałam. Egzaminator super, wszystkie zadania na placu zaliczone spiewająco, a gdy wyjechaliśmy na miasto dałam plamę. Po nieco ponad 20 min. bezbłędnej jazdy wymusiłam pierwszeństwo na skrzyzowaniu równorzędnym. Złapałam gapę, bo najpierw z lewej strony wymusiła na mne pierwszeństwo pędząca grupa kolaży, a ja ruszając nie upewniłam się ponownie, czy z prawej strony nikt nie nadjeżdża a niestety zdążyła z prawej jednokierunkowej nadjechać inna elka egzaminacyjna i mój egzamin dobiegł końca. Drugie podejście za 2 miesiące dopiero, bo wcześniejszych terminów brak. Cholera...
Poza tym praca dodatkowa. Relacje pomiędzy Czarusiem a dziewczynką, którą się opiekuję bardzo dobrze sie układają. Na szczęście bez scen zazdrości i rękoczynów. Cezary spryciarz, znalazł swój własny sposób, gdy dziewczynka chce mu zabrać z rąk super zabawkę. Oddala się wtedy, odwraca do niej plecami tak by nie widziała czym sie bawi. Wzruszają mnie natomiast sceny, gdy dziewczynce upadnie np. kawałek biszkopta a pierworodny podnosi go i chodzi za nią próbując jej go wożyć do buzi lub dać do rączki. Często też zdaża się, że oboje bawią się jedną zabawką przekazując ją sobie z rąk do rąk bądź oglądają razem jedną książeczkę. Słodki widok...
Przeziębienia. Obecnie zaziębieni jesteśmy wszyscy, łącznie z moją mamą. Czaro pomimo leczenia już ponad miesiąc ma katar i mokry kaszel. Nie gorączkuje, energi ma za dwoje. Nie wiem czemu wszystkie infekcje u pierworodnego mają łagodny przebieg za to trwają strasznie długo. Dostaliśmy więc skierowanie do alergologa. Dzisiaj, podczas wizyty, pani doktor nie mogła się Czarusia nachwalić jaki z niego mądry i dzielny chłopczyk. Sam pięknie pokazywał gardełko, bez żadnych protestów dał się też osłuchać nie próbując zabierać stetoskopu, właściwie to zamarł jak posąg wstrzymując nawet oddech:-).Coś cudownego usłyszeć tyle pochwał na temat własnego dziecka.
Na spacerach synek dalej z zamiłowaniem zbiera kwiatki, aż dziw bierze, że jeszcze jakieś na osiedlu pozostały. Mrówki i inne robactwo również intensywnie śledzi. Któregoś dnia nawet ślimaczka chciał nakarmić kamyczkiem, a gdy ten schował się do skorupy Czaro był bardzo zawiedziony. Tak sobie tego ślimaczka zapamiętał, że jeszcze przez kilka dni na spacerach szukał go dokładnie w tym samym miejscu. Dla zwierzątka jednak lepiej, że sie już tam nie pojawiło.
Pierworodny znalazł sobie nową ulubioną zabawę w piaskownicy. Chodzi po jej obrzeżach, tam gdzie zwykle wszyscy babki stawiają. Kiedyś chciałam policzyć ile takich kółek zrobi, ale po dziesiątym okrążeniu się poddałam. Gdy jakaś mama siedzi akurat na drodze tego dziwnego Czarusiowego spaceru, pierworodny kładzie jej rękę na plecach i delikatnie spycha wgłąb piaskownicy by wstała i nie tarasowała przejścia. Na początku trochę mi głupio było, że Cezary rządzi się jak u siebie, ale na szczęście inne mamy podchodzą do całej sytuacji z humorem i wyrozumiałością. Aha, gdy jakieś dziecko bawi się na obrzeżu piaskownicy to Cezary po prostu się zatrzymuje i po chwili dziecko ustepuje przejścia, zupełnie jakby między nimi miał miejsce jakiś telepatyczny przekaz.
************************************************************
Zanotowano:
Wegerka i Cezary idą do osiedlowego sklepu po chlebek. Przed przejściem przez uliczkę parkingową jak zawsze Wegerka prosi Cezarego by się zatrzymał co też ten robi.Ostatnimi czasy Wegerka we własnej osobie ćwiczyła na jazdach doszkalajacych trudną sztukę poruszania się yariską, zgodnie z przepisami ruchu drogowego po uroczej, wiecznie zakorkowanej stolicy. Sam kurs na prawo jazdy robiłam 7 lat temu, więc jak się można domyśleć, niewiele w pamięci pozostało. Przedwczoraj miałam egzamin praktyczny, który niestety oblałam. Egzaminator super, wszystkie zadania na placu zaliczone spiewająco, a gdy wyjechaliśmy na miasto dałam plamę. Po nieco ponad 20 min. bezbłędnej jazdy wymusiłam pierwszeństwo na skrzyzowaniu równorzędnym. Złapałam gapę, bo najpierw z lewej strony wymusiła na mne pierwszeństwo pędząca grupa kolaży, a ja ruszając nie upewniłam się ponownie, czy z prawej strony nikt nie nadjeżdża a niestety zdążyła z prawej jednokierunkowej nadjechać inna elka egzaminacyjna i mój egzamin dobiegł końca. Drugie podejście za 2 miesiące dopiero, bo wcześniejszych terminów brak. Cholera...
Poza tym praca dodatkowa. Relacje pomiędzy Czarusiem a dziewczynką, którą się opiekuję bardzo dobrze sie układają. Na szczęście bez scen zazdrości i rękoczynów. Cezary spryciarz, znalazł swój własny sposób, gdy dziewczynka chce mu zabrać z rąk super zabawkę. Oddala się wtedy, odwraca do niej plecami tak by nie widziała czym sie bawi. Wzruszają mnie natomiast sceny, gdy dziewczynce upadnie np. kawałek biszkopta a pierworodny podnosi go i chodzi za nią próbując jej go wożyć do buzi lub dać do rączki. Często też zdaża się, że oboje bawią się jedną zabawką przekazując ją sobie z rąk do rąk bądź oglądają razem jedną książeczkę. Słodki widok...
Przeziębienia. Obecnie zaziębieni jesteśmy wszyscy, łącznie z moją mamą. Czaro pomimo leczenia już ponad miesiąc ma katar i mokry kaszel. Nie gorączkuje, energi ma za dwoje. Nie wiem czemu wszystkie infekcje u pierworodnego mają łagodny przebieg za to trwają strasznie długo. Dostaliśmy więc skierowanie do alergologa. Dzisiaj, podczas wizyty, pani doktor nie mogła się Czarusia nachwalić jaki z niego mądry i dzielny chłopczyk. Sam pięknie pokazywał gardełko, bez żadnych protestów dał się też osłuchać nie próbując zabierać stetoskopu, właściwie to zamarł jak posąg wstrzymując nawet oddech:-).Coś cudownego usłyszeć tyle pochwał na temat własnego dziecka.
Na spacerach synek dalej z zamiłowaniem zbiera kwiatki, aż dziw bierze, że jeszcze jakieś na osiedlu pozostały. Mrówki i inne robactwo również intensywnie śledzi. Któregoś dnia nawet ślimaczka chciał nakarmić kamyczkiem, a gdy ten schował się do skorupy Czaro był bardzo zawiedziony. Tak sobie tego ślimaczka zapamiętał, że jeszcze przez kilka dni na spacerach szukał go dokładnie w tym samym miejscu. Dla zwierzątka jednak lepiej, że sie już tam nie pojawiło.
Pierworodny znalazł sobie nową ulubioną zabawę w piaskownicy. Chodzi po jej obrzeżach, tam gdzie zwykle wszyscy babki stawiają. Kiedyś chciałam policzyć ile takich kółek zrobi, ale po dziesiątym okrążeniu się poddałam. Gdy jakaś mama siedzi akurat na drodze tego dziwnego Czarusiowego spaceru, pierworodny kładzie jej rękę na plecach i delikatnie spycha wgłąb piaskownicy by wstała i nie tarasowała przejścia. Na początku trochę mi głupio było, że Cezary rządzi się jak u siebie, ale na szczęście inne mamy podchodzą do całej sytuacji z humorem i wyrozumiałością. Aha, gdy jakieś dziecko bawi się na obrzeżu piaskownicy to Cezary po prostu się zatrzymuje i po chwili dziecko ustepuje przejścia, zupełnie jakby między nimi miał miejsce jakiś telepatyczny przekaz.
************************************************************
Zanotowano:
Wegerka: Czaruś popatrz, czy jedzie samochód?
Czaruś: Tak
Wegerka patrzy lecz owy samochód to jakiś niewidzialny chyba, ale co się będzie z dzieckiem wykłucać.
Wegerka: Dobrze, więc czekamy, aż przejedzie.
Po chwili.
Wegerka: Czy samochód juz przejechał?
Cezary: Tak
Wegerka: Czy teraz jedzie jakiś samochód?
Cezary: Nie
Wegerka: Możemy teraz przejść?
Cezary: Tiak
No więc Cezary Wegerkę za rękę i ruszyli. Tylko świadkowie owej sceny dalej się za nimi uśmiechali.
**************************************************************








