Czy takie trudne jest dostanie nowej kraty do bankomatu, gdy stara straci ważność? Tak naprawdę to bardzo proste, bo przecież wysyłają je automatycznie. Jak się jednak okazuje w moim przypaku to się nie sprawdziło:-( Ale zacznę od początku. Moja nowa karta nie przyszła. Czekam, czekam, w skrzynce na listy tylko kurz,więc dzwonię. Dowiaduję się telefonicznie, że karta została wysłana, odpowiadam, że raczej nie bo jej nie mam.Sprawdzanie danych itp. Po kilku chwilach okazało się, że i owszem wysłali - na adres który zmieniałam w banku 1,5 roku temu(!), bo z wynajmowanego mieszkania się wyprowadzaliśmy. Po sprawdzeniu stanu konta, spokojna,że wszystko na swoim miejscu, zastrzegam wydaną kartę - tu znowu czekanie, sprawdzanie danych itp. Ok. Pytam, co z nową mogą wysłać? NIE. Żeby to zrobić muszę się udać do najbliższego oddziału swojego banku i wydać dyspozycję. No więc idę, do najbliższego 1km. Miłej pani za biurkiem przedstawiam swoją sytuację i pytam, czy wydadzą mi nowa kartę do bankomatu. Po kilku minutach wklepywań tipsami słyszę, że NIE! Dlaczego? Ano przez telefon zastrzegłam karte, oni tych danych nie mają, proszę przyjść jutro. Dla pewności przyszłam po tygodniu czyli dzisiaj. Znowu jakaś miła pani za biurkiem, wklepywańsko w klawiaturę i co słyszę? ZNOWU NIE! Jak zastrzegłam kartę to powinnam przyjśc po dwóch tygoniach. Tłumaczę, że jestem po tygodniu, choć kazali przyjśc na drugi dzień i nigdzie się nie ruszam. Konsternacja. Pani z zza biurka z usmiechem wstaje i idzie się poradzić. No więc czekam. Po powrocie znowu czary mary przy komputerze i stwierdzenie, że powinnam iść w tej sprawie do oddziału, w którym zakładałam konto (na drugim końcu stolicy), bo TYLKO oni mogą mi ja wydać. ŻE CO? Tłumaczę, że po raz kolejny TU przychodzę i o czymś takim nie było nawet mowy. Z akcie desperacji, choć nadal ze spokojem ( aż dziwne!) mówię miłej pani, że wobec tego chcę zlikwidować konto.Słyszę po chwili zastanowienia, że to też jest niemożliwe! O MASZ...! Po czym wyrecytowała mi jak z książki całą procedurę, co muszę zrobić, żeby zlikwidować, ale oczywiście nie u nich. W międzyczasie powiedziała coś o zastrzeganiu karty płatniczej, co w przypadku likwidacji konta jest konieczne....obudziłam się: JAKIEJ KARTY, PRZECIEż JA NIE MAM KARTY?!!! Tak w ogóle to o co chodzi?!!!! Miła pani odpowiada, że w oddziale, w którym zakładałam kiedyś konto wydali nową kartę i tam musze się po nią udać. ZGŁUPIAŁAM....Tym razem to ja z uśmiechem na ustach zapytałam, że skoro jednak mam jakąś kartę(!) to czy mogą mi ją przysłać, żebym nie musiała po nią jeździć na drugi koniec Warszawy? NIE! Czy jest jakikolwiek sposób, żebym mogła ją odebrać tutaj?! Znowu konsultacja. Czekam....TAK!-Musi pani napisać podanie. NO NARESZCIE!!!!!!!!!!!!! Tak więc po godzinie spędzonej w banku, napisaniu podania, zostawieniu swojego telefonu, żeby powiadomili, kiedy mam ich znowu,tym razem ostatecznie nawiedzić, poszłam na zakupy w stylu ser, masło, bułki. Ehhhh..... Dobrze, że przynajmniej Czaruś bez problemów. Od jakiegoś czasu wychodzą mu dwa zęby trzonowe naraz, co dopiero dzisiaj zauważyłam:-)