wtorek, 23 czerwca 2009

Zmiany...

Długi weekend spędziliśmy wszyscy razem na wsi u teściów, zrobiliśmy sobie przy okazji kilka wypadów nad jezioro Białe. Spokój, cisza i dużo czasu tylko dla naszej trójcy...Było minęło. Ostatni tydzień był dla mnie wyjątkowo ciężki. Skumulowało mi się sporo spraw ważnych do załatwienia i wiecznie odkładanych na później, a jak wiadomo same z siebie się nie zrobią:-)Do tego doszły rzeczy, które już wcześniej były w planach na zeszły tydzień i powstał niezły bałagan. W trzecim dniu takiego kołowrotka straciłam zupełnie rozeznanie dokąd akurat i w którą stronę mam jechać samochodem, toteż nie raz byłam zmuszona zawracać. Najważniejsze z tego wszystkiego były dwie sprawy: jedna to moja przyszła praca a druga to zapoznanie się Czarka z "nowym" przedszkolem.
Jak to już z wegerką bywa, mam więcej szczęścia niż rozumu. Postawiłam sobie za cel znalezienie pracy w moim zawodzie w tydzień i udało się-dostałam propozycję pracy w dwóch placówkach. Wybór nie był łatwy, tu bliżej, tu lepsze godziny pracy, tu coś tam innego... ale zdecydowałam. Tak więc od września będę pracować w przedszkolu jako nauczycielka w grupie 3-latków. Mam co prawda spory kawałek do pracy, ale dogodny dojazd samochodem i przede wszystkim dobre godziny pracy, co pozwoli mi wcześnie odbierać Czarka z jego przedszkola.
Jeśli chodzi o przedszkole Cezarego to nie dostał się on do przedszkola tzw. pierwszego wyboru, ani żadnego blisko domu, tylko do takiego w sąsiedniej dzielnicy. Odległość jest na tyle duża, że spacer z 3-latkiem wchodzi w grę tylko przy super pogodzie, bo zajmuje ok. godziny. Dojazd autobusem okropny, bo albo od połowy drogi albo z przesiadkami. Pozostaje samochód. Dla mnie i mężyka to nie problem, ale nie wiem jak niezmotoryzowany dziadek będzie go odbierał z przedszkola, gdy ja będę kończyła pracę po południu...Po cichutku liczę jeszcze na to, że może jakieś miejsce gdzieś bliżej się zwolni w ciągu roku i wtedy przeniosę pierworodnego.
Czarek jak to Czarek, perspektywą stania się pełnoprawnym przedszkolakiem jest zachwycony. Wszystko mu się podoba. "Stare" przedszkole, jak to je zwykł nazywać, bardzo mu się podobało, lubił uczestniczyć w zajęciach i mówił, że "Pani Mirka jest fajna"... Niestety zajęcia na które uczęszczaliśmy od lutego dobiegły już końca. Rozdano dyplomy, zdjęcia grupowe i prezenciki od pani (zresztą po każdych zajęciach dzieci coś tam w nagrodę dostawały, także prezent na dzień dziecka). "Nowe" przedszkole, czyli to, do którego Czaro będzie od września chodził również przypadło mu do gustu. W czasie dni otwartych pierworodny miał okazję poznać sale i dzieci, z którymi będzie w grupie (26 osób) - dwoje z nich już zna z zajęć w "starym" przedszkolu. Czaro wie, że będzie w grupie krasnoludków, wie też jak nazywa się jego pani. Nie wiem tylko czy kojarzy dobrze swoją salę, gdyż w czasie dni otwartych przebywał głównie w sali 5-latków z której to nie mogłam go wyciągnąć. "Mamo ja tu zostaję i się bawię zwierzątkami w koszyczku!" No cóż w jego grupie takich zwierzątek nie ma. Nie stanowi to dla Czarka żadnego problemu. Jemu wszystko jedno jaka grupa i gdzie, byleby zwierzątka do zabawy były :-). Czaruś był też na zajęciach adaptacyjnych w przedszkolu, w którym będę pracować i tam też mu się podobało. Mam nadzieję, że we wrześniu pierworodny zaadoptuje się do nowej sytuacji i pomimo ewentualnych łez przy rozstaniu będzie chciał chodzić do przedszkola i dalej będę od niego słyszeć, że "w przedszkolu jest fajnie!" Czaro ostatnio jakiś taki sentymentalny się zrobił...
A tak swoją drogą...gdy ja będę pracowała z grupą maluszków...w tym samym czasie w innej części miasta inna nauczycielka będzie pracowała z grupą w której będzie mój syn. To bardzo dziwne uczucie, niemiłe, "zostawiać" swoje dziecko by zajmować się cudzymi... Wiem jednak, że zarówno dla mnie, jak i dla Czarka lepiej będzie, jeśli nie będziemy w tej samej placówce. Wtedy to żadne samodzielne przedszkole dla niego ani praca dla mnie. A prace mam jaką mam. Mimo wszystko w tej chwili, gdy o tym pomyślę to jakoś tak mi smutno...

poniedziałek, 8 czerwca 2009

Radość z bycia dzieckiem...

Gdzie i kiedy nie wyjdę to moknę, bo parasol zawsze nie tam gdzie ja, czyli w domu. Czarkowi za to nic nie przeszkadza, nawet aura na dworze, a deszcz zdaniem pierworodnego nie pada na niego, bo "on ma przecież czapeczkę..."
W poprzedni weekend z okazji Dnia Dziecka organizowanych było wiele pikników i festynów. Zdecydowałam się pojechać z Czarkiem na Zamek Królewski do Arkad Kubickiego. Przy okazji przeszliśmy się Nowym Światem i Krakowskim Przedmieściem, tzn. ja się przeszłam, bo Czaro wygodnicki zasiadał w swojej czterokołowej gablocie. Gdy zaś znaleźliśmy się w pobliżu pomniku Kopernika, Czarek westchnął po czym ze wzruszeniem powiedział " Mamo, jak tu jest pięknie..." Prawdę mówiąc zaskoczył mnie tym wyznaniem, bo nie sądziłam, że on na architekturę taki uwrażliwiony...
Na Zamku Królewskim atrakcji dla dzieci było bez liku. Czaruś m.in. malował jakiegoś glinianego robota, poznawał prawa fizyki - oczywiście na swój sposób:-), prowadził prace wykopaliskowe - szukał w piaskownicy kości i próbował złożyć szkielet jakiegoś dinozaura, budował nie wiadomo co z klocków, oglądał bajeczki, występy taneczne... Ogółem był w swoim żywiole. Bo poznawać, odkrywać i jeździć w różne ciekawe miejsca to on uwielbia:-)


Kit: "School Days" by Sara - Sweet Blossom Designs
http://sweetblossomdesigns.blogspot.com/

and "Bollywood" by Stacey - Stacey’s Scraps
http://sjtowers.blogspot.com



Kits: "Sweet Dreams" by Vicki - A work in progress
http://vicki20.blogspot.com/



Kit: "Comfort" by Stacey - Stacey’s Scraps
http://sjtowers.blogspot.com


Kilka dni potem był czas na rodzinny wypad na basen, z tatusiem oczywiście:-). Nie będę pisać o tym, że Czarkowi się podobało, bo to akurat jest oczywiste:-). Najbardziej podobała mu się jednak zjeżdżalnia ze słonikiem i skoki do wody. Raz nawet zjechał z tatusiem z wielkiej zjeżdżalni - więcej nie - mówił, że "tam w rurze było ciemno i bałem się troszkę". Najbardziej zaskoczył mnie jednak fakt, że Czaro świetnie unosi się na wodzie potrafi popłynąć tam gdzie chce - wszystko to oczywiście z pływakami :-), ale ja jestem dumna z postępów jakie zrobił od ostatniej wizyty na basenie :-)


Kit: "Bohemia" by Sara - Sweet Blossom Designs
http://sweetblossomdesigns.blogspot.com/