Zacznę od tego, co oczywiste. Zrobiło się zimno. Jeszcze kilka dni i będę się zastanawiać gdzie bardziej marznę, na dworze czy w domu (apelując do administracji: nie da się jakoś wcześniej włączyć tego ogrzewania?, no i te nieszczęsne nieszczelne okna, które pewnie dopiero w przyszłym roku wymienimy). Zresztą, na co ja narzekam. Grunt,że mi na głowę nie pada, no nie?...
Czaruś co jakiś czas próbuje„buntu dwulatka”. Przekonał się przy tym, że posiadanie wyjątkowo upartej matki utrudnia owe bunty, właściwie to skutecznie podważa ich jakikolwiek sens.
W zeszłym tygodniu byłam z pierworodnym u logopedy w poradni psychologiczno-pedagogicznej. Pani logopeda założyła Cezarkowi specjalną kartę (dane dotyczące dziecka, przebieg ciąży,porodu, rozwoju dziecka, rozwoju mowy itp.), przyglądała mu się, nawiązywała z nim kontakt, oglądała jego języczek. Dziwiła się, że jest taki śmiały i niczego się nie boi. Właściwie powinnam napisać, że Czaro czuł się jak u siebie i najbardziej spodobało mu się skakanie do całkiem sporego basenu z piłeczkami (prawdopodobnie na tej samej sali odbywały się również innego rodzaju zajęcia).Efekt końcowy: Czarusiowy języczek do najsprawniejszych nie należy (będziemy ćwiczyć w domu), lecz nie utrudnia mu mówienia. Po prostu w główce pierworodnego jeszcze nie zaskoczyło, że komunikacja werbalna jest mu do czegoś potrzebna. Do Czarka trzeba mówić wolno i jak najwięcej do prawego ucha (co jest związane z ośrodkiem mowy w prawej półkuli mózgowej czyli po drugiej stronie głowy). Dowiedziałam się też, że pierworodny ma wadę zgryzu tzw. tyłozgryz, czyli żuchwę ma za bardzo oddaloną do tyłu w stosunku do górnej szczęki. Jak wyjdą ostatnie mleczaki pewnie się wybierzemy na rozmowę do ortodonty dziecięcego co dalej z tym zrobić. Następna wizyta u logopedy za pół roku…Aha do poradni zgłosiłam się z Czarkiem sama i nikt mi tego nie sugerował.
Po raz pierwszy odwiedziliśmy niedawno z Czaro i mężykiem salę zabaw dla dzieci (kilka minut jazdy samochodem). Przyznam się szczerze, że byłam mile zaskoczona jej wyglądem i wielkością. Naprawdę sala z prawdziwego zdarzenia. Zdjęć mam tylko kilka (znacie to uczucie, gdy baterie rozładowują się w najmniej oczekiwanym momencie?). Pierworodny z mężykiem zawarli porozumienie i uznali, że w męskich zabawach mama nie musi uczestniczyć, co z chęcią zaakceptowałam i zajęłam się obserwowaniem i słodkim nicnierobieniem. Czaro całkiem nieźle radzi sobie wśród starszych dzieci i szybko znalazł sobie na sali ulubione miejsca i nowe zabawy.Nie obyło się też bez małej konfrontacji. Starszy, na oko 5 letni, chłopiec widząc, jak Czaro stara się wspiąć na wyższy poziom konstrukcyjnej plątaniny,złapał go za rękę i chciał wciągnąć na górę. Według tego starszego Czaro powinien zrozumieć. Nie zrozumiał. Wydając z siebie okrzyk niezadowolenia zaczął się wyrywać, co dla odmiany w starszym wzbudziło jeszcze większą chęć pomocy. Z reguły staram się nie ingerować w dziecięce sprzeczki, chyba, że bezpośrednio zagrażają życiu i zdrowiu. Jednak w tym przypadku obaj byli tak samo uparci, co nie wróżyło pozytywnego zakończenia. Właściwie to nie wróżyło żadnego zakończenia. Pozostało tylko wydać starszemu komunikat, żeby zostawił młodego, bo on nie rozumie, co zostało zresztą wykonane i przyjęte pozytywnie przez starszego, z racji podkreślenia wyższości jego rozwoju umysłowego nad młodszym…

Od dłuższego czasu starałam się delikatnie zasugerować Cezaremu, że jest już za duży na picie z butelki przez smoczek. Trafiałam jedynie na opór, bo przecież, choć potrafi już pić przez słomkę, niekapek, a nawet z kubkiem nieźle sobie radzi,wszystko oprócz smoka było be i sam tylko widok wywoływał histerię. Postanowiłam jednak zadziałać stanowczo (chociażby ze względu na tę wadę zgryzu) i od kilku już dni smoczków nie ma. Na początku była wielka syrena alarmowa na sam widok butelki z niekapkiem, na drugi dzień już lepiej, w ciągu dnia ok., ale wieczory i poranki, gdy pił mleko określam łagodnie jako koszmarne. Mówi się podobno dzieciom, że ktoś zabrał smoczka (np. wróżka),albo razem z dzieckiem wyrzuca do kosza czy oddaje komuś itp. W naszym przypadku skuteczne okazało się powiedzenie, że nowego niekapka przyniosła krówka. Teraz, gdy Czaro pije mleko lub picie z uśmiechem patrzy na butelkę i pokazuje na niekapka mówiąc „gu” (krowa). W końcu skoro daje mleko, może też dawać niekapki…..


