Dawno mnie nie było i co tu dużo pisać zakurzyło mi się tu troszkę:-). Tak więc strzepując kurz powracam i już piszę co u nas słychać. Na szczęście żadna katastrofa życiowa, mała ani duża, nas nie spotkała i nasza trójca ma się dobrze. No może tylko Czarek zaczął dzisiaj pokasływać, więc jutro zamiast iść do przedszkola zostanie w domu, tak dla pewności żeby się nie rozchorował, a jak mu nie minie to nawet do końca tygodnia. Ale najpierw postaram się w skrócie napisać, co się działo u nas przez ostatnie 3 miesiące. Kto śledzi nasze dzieje, ten może pamięta, że od września wegerka wróciła do pracy w zawodzie, zaś mój pierworodny od września został przedszkolakiem. Jak się zatem domyślacie musieliśmy się z Czarem odnaleźć w nowych sytuacjach. Poza tym obydwoje wystartowaliśmy od 1 września, co nie jest najlepszym rozwiązaniem, lecz jedynym możliwym. O wiele lepiej by było, gdyby Czaro mógł dołączyć do grona przedszkolaków np. dopiero w połowie września. Jak wiadomo, w pierwszych dniach większość dzieci płacze i ciężko się "wchodzi" w taką grupę. My rodzice mówimy swoim pociechom, że przedszkole jest super, że będzie się dobrze bawić, a tu większość dzieci płacze, po prostu rewelacja. Ale napiszę jak to było z Cezarym i jego debiutem. 1 września Czaro z wielką radością poszedł z tatusiem do przedszkola, bo ja do pracy mam zwykle na rano,więc zaprowadzanie to domena tatusia, zaś odbieranie moja:-). Czaro pierwszego i drugiego dnia wszedł do grupy jak do siebie, tatusiowi pa pa i już był na drugim końcu sali bawiąc się w najlepsze. Mężyk trochę zszokowany widokiem płaczących dzieci i wychodził z budynku z mieszanymi uczuciami, czy aby postępuje słusznie. Potem było gorzej, ja mam dni, gdy kończę pracę wcześnie, ale za późno, żeby Czaro odebrać po obiedzie i już trzeciego dnia pierworodny musiał leżakować i być odbierany po podwieczorku. Przez kilka kolejnych dni był płacz rano w domu, że nie chce leżakować, ale gdy już wchodził do przedszkola było ok i nie płakał w przedszkolu. Tatuś ciężko to przeżywał, gdy go rano zawoził i przez pół dnia był potem w psychicznej rozsypce. Po tygodniu Czaro zyskał w swoim mniemamiu pewność, że "mama NA PEWNO po niego przyjdzie" , skończyły się poranne lamenty i od tego czasu mam radosnego przedszkolaka, który uwielbia swoje panie i z uśmiechem codziennie chodzi do przedszkola:-). Zawsze Czarkowi mówię, czy będzie danego dnia leżakował czy też nie. Obie wersje przyjmuje bez żadnych problemów:-). Czaruś przychodzi do przedszkola tuż przed śniadaniem i odbierany jest od razu po podwieczorku lub po obiedzie w zależności o której kończę pracę. Chyba, że mam na popołudnie, czyli 3 razy w ciągu dwóch tygodni, i wtedy po podwieczorku odbiera go dziadek, zaś ja mam okazję w tych dniach zawieźć go do przedszkola. Niestety samego przedszkola nie udało nam się zmienić i dowozimy Czarka samochodem, zaś dziadkowi zostawiam w przedszkolu wózek i wracają sobie piechotką jakieś 2km. Zimą z pewnością będzie ciekawie :-/
Jak Czaro sobie radzi w przedszkolu? No właśnie, gdy się go pytam, czy był grzeczny, zwykle odpowiada mi, że "byłem grzeczny, ale byłem też trochę niegrzeczny". Gdy pytam jego Panie, jak mam rozumieć takie stwierdzenia swojego syna, to zwykle słyszę, że Czaruś jest taki czarujący i tak je zawsze zagada i zaczaruje, że one mu wszystko wybaczają:-/. Że Czaro jest sprytny i wie jak zaczarować i co powiedzieć, by wyszło na jego to ja wiem, ale, że nie tylko ja się potrafię na to nabrać to dla mnie zawsze coś nowego:-). Raz zdarzyła się sytuacja, że Pani nauczycielka powiedziała, iż Czaro kopnął kolegę, co przekazał dziadek, gdyż on go tego dnia odbierał. Gdy zapytałam się Czarka czy kopnął kolegę, potwierdził, zaś gdy zapytałam dlaczego to zrobił, to odpowiedział, że "on mnie uderzył i ja go kopnąłem, bo on był niegrzeczny". Ręce opadają...
Jak przystało na debiutującego przedszkolaka Czaro musiał się w końcu rozchorować. I tak jest nieźle, bo swoje pierwsze nieobecności przedszkolne z powodu choroby odbył dopiero w drugiej połowie października:-). Przeziębienie z goraczką skończyło się na tygodniowym przyjmowaniu antybiotyku i kolejnym tygodniu w domu w celu nabrania odporności. Kończąc temat Czarusiewego przedszkola napiszę tylko, że Czaro 18 listopada ma mieć pasowanie na przedszkolaka. Nie chcę, żeby na ten dzień się rozchorował i pierwsze przedszkolne wystepy go ominęły, więc wolę, żeby ten nieduży kaszelek który ma teraz nie przerodził się w jakieś wielkie przeziębienie. Zresztą jak wiadomo los potrafi płatać różne figle, więc kto tam wie...
Jeśli chodzi o moją pracę to wrzesień był dla mnie trudnym miesiącem. Wiadomo - nowa praca to nowi ludzie i środowisko, różne nowe przepisy, które musiałam poznać - chociażby nowa podstawa programowa, w dodatku każda placówka rządzi się swoimi wewnętrznymi prawami, szkolenia, kursy, niektóre już za mną inne dopiero przede mną. Dzieci w grupie, które dopiero debiutują w przedszkolu (3latki) i z którymi nawzajem się poznajemy, ich rodzice, nieraz dziadkowie,pierwsze zebrania no i pasowanie na przedszkolaka już za nami...dużo tego. W dodatku miałam trzyletnią przerwę w zawodzie. Jak jest teraz? Ja jestem bardzo zadowolona, choć wiadomo zdażają się dni lepsze i gorsze. Na szczęście tych drugich było niewiele:-). Zresztą ostatnio jak wiadomo psychoza ptasiej grypy, więc ja się czuję, jakbym pracowała w przedszkolu prywatnym, bowiem już drugi tydzień mam nie więcej niż 1/3 całej grupy. Na dzisiaj to wszystko, to czego nie napisałam a po głowie chodzi napiszę innym razem. Chcę podziękować wszystkim blogowiczkom, które stale mnie odwiedzają i czekały tak dzielnie na nowy post. W szczególności Panistępelek, Nadia_Laurka, LightBblue&Karolcia, Justynce z Adriankeim (nadal nie mogę pozostawić u was komentarza :-/) oraz Uli z Michasiem. Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i obiecuję odwiedzić wszystkich w najbliższym czasie. Mam nadzieję, że już takich dłuuugich przerw w blogowaniu nie będzie:-). Buziole!





















