Psy w domu nie mają tyle szczęścia do pierworodnego, co owe kaczki. Dzisiaj rano skomlały za Czaro po całym domu, gdy ten dumnie paradował z kabanosem w ręku i co chwila odgryzał smakowity kąsek ani myśląc się z nimi podzielić. Jeszcze chochlik mały ostentacyjnie masował swój brzuszek mówiąc "mniaaam", a psom wydając komendy "nie!" i "a sio!". Czasami wydaje mi się, że On psów po prostu, tak zwyczajnie, nie lubi...
Czaro odkrył niedawno moc magicznego słowa NIE oraz bezskutecznie próbuje zrobić użytek z umiejętności błyskawicznego położenia się plackiem na podłogę, tudzież ziemię. Dzisiaj na spacerze, gdy byliśmy juz w połowie drogi powrotnej do domu, Cezary się zbuntował i położył na chodniku. Co z tego, że go podniosłam do góry, skoro on podkulił nogi pod siebie i nie dało się diablika na nogach postawić. Z braku innego wyjścia (nie bedę z nim przecież walczyć, nosić też mi się nie chce) położyłam Go z powrotem na chodniku i oświadczyłam, że wobec tego ja idę do domu i sama zjem jego pyszną zupkę ogórkową z kurczaczkiem i ziemniaczkami!!! Powiem Wam szczerze, że nie przypuszczałam, że Czaro tak błyskawicznie odklei się od chodnika i sprintem, z bojowym okrzykiem "Jaaaa" przybiegnie i poda mi rękę. Z dziećmi to nigdy nic nie wiadomo...
Czaro robi się coraz bardziej samodzielny i całkiem niezły z niego pomocnik. Sam potrafi już zdejmować buty, kapcie, skarpetki, spodenki, pampersiocha, śpiochy zapinane na suwak i te na zapinki, bluzę na suwak. Problemem właściwie jest tylko zdjęcie koszulki czy swetra. Ubieranie jak wiadomo to wyższa szkoła jazdy, więc jak na razie to podciąga sobie spodnie na pupę, czasem udaje mu się założyc koślawo skarpetki czy buty ale wszystko w swoim czasie...
Jeśli chodzi o nocnikowanie to ruchem jednostajnie leniwym posuwamy się do przodu. Generalnie to ja muszę pierworodnego na nocniczek posadzić, na którym on nawet chętnie siedzi. Przy takiej współpracy jak wiadomo nie zawsze są efekty w postaci siusiu czy kupki, bo póki co wróżką nie jestem i raczej już nie zostanę. Czaro nie potrafi jeszcze sam zawołać ani wyczuć kiedy mu się chce coś zrobić, ale kuma już o co z nocnikiem chodzi. Gdy siedzi na swoim tronie pokazuje na siusiaczka i mówi że "si, si", a jak już ten siusiaczek to si zrobi to Czaro dumnie wstaje z nocnika i sam sobie brawo bije. Ja oczywiście też mu brawo bije...Trochę stresujący jest w tym wszystkim dla mnie fakt, że Czaro czuje się "odpowiedzialny" za zawartość swojego nocnika i chce koniecznie sam! zanieść tron do kibelka i wylać, tudzież wyrzucić zawartość. Gdy wyrzuca swojego zurzytego pampersiocha zawiniętego w malusią torebkę do kosza to jestem z niego dumna. Zaś gdy trzyma w rękach nocnik z zawartością i idzie przez korytarz do ubikacji, to przyznam się, że krocząc za nim odczuwam lekki niepokój...

