Otóż płyta główna w moim cud laptopie skończyła swój żywot, prawdopodobnie w wyniku podeptania kompa przez pierworodnego. Cóż, Czaro nie zawsze uważa za stosowne ominąć przeszkody na swojej drodze, a ja nie zawsze pamiętam by je usunąć.
Wracając do wydarzeń mijającego tygodnia, postaram się w możliwym skrócie opisać, co też się działo. A działo się dużo...
Jak sprawnie działa służba zdrowia w naszym kochanym kraju pewnie nie raz każdy miał sposobność sie przekonać. Tak więc mocz Cezarego, który zaniosłam w celu zbadania do przychodni w poniedziałek, zdaniem przemiłej pani w okienku nigdy tam nie dotarł. Pani jednak wspaniałomyślnie kazała przynieść na następny dzień, juz bez skierowania. Nie zrobiłam jednak tego, gdyż już nastepnego dnia wyjasniło się, skąd u Czarusia ta lekka biegunka - zapalenie dziąsła. Nie pozostało nic innego jak zaprowadzić pierworodnego po raz pierwszy do dentysty. Mały gabinet stomatologiczny, całkiem blisko i tylko dla dzieci. W środku kolorowo, zabawki, telewizorek z bajeczkami w poczekalni, a wszyscy pracownicy przesympatyczni i uśmiechnięci. Czaro od razu poczuł się swojsko i wyjęty z wózka pobiegł, nie czekając na mnie, wprost do gabinetu. Lekarz był w lekkim szoku, ale usprawiedliwiłam synka, że on dopiero pierwszy raz.... Pierworodny pięknie pokazał doktorkowi, gdzie ma buzię, ząbki, gdzie go boli, podobała mu się podróż fotelem na moich kolanach do góry. Schody zaczęły się dopiero w chwili, gdy lekarz miał zajrzeć do małej buźki. Z doświadczenia wiem, że to nie lada wyczyn, więc nie dało się tego zrobić innaczej, niż w barbarzyński sposób. Ja trzymałam na kolanach i za ręce, pani asystentka za głowę a lekarz robił swoje. Nie trwało to jednak dłużej niż kilka sekund. Czaruś postawiony z powrotem na podłodze od razu odzyskał swój wyśmienity humor i zanim otrzymałam do ręki receptę na maść i ustną instrukcję postępowania w przypadku owego niegroźnego zapalenia, pierworodny był już rozeznany w zawartości wszystkich szafek w gabinecie. Na koniec oczywiście pomachał wszystkim pa pa i tyle. Maść okazała się skuteczna, biegunki juz dawno nie ma, a dziąsełko już prawie w normie.
Co do jazdy samochodem - wegerka jadąca autem mężyka jest pełnoprawnym uczestnikiem grogi, z którym należy sie liczyć, zaś wegerka jadąca "L"-ką stanowi dla pozostałych uczestników drogi kategorię podrzędną. Znaczy to tyle, że z racji przepisowej prędkości jadącej elki, wegerce można zajechać drogę, wyjechać jej wprost pod koła a najlepiej to zepchnąć ją do rowu. Cóż...Egzamin teoretyczny na prawko zdany w czwartek bezbłędnie. Praktyczny za dwa miesiące dopiero. Wszyscy chyba wiedzą jak sie w stolicy zdaje, więc złudzeń zbytnich nie mam. Trzeba się będzie jeszcze poduczyć i kilka godzin wykupić, by szanse na zdanie wzrosły...









