sobota, 29 listopada 2008

Pasje i zabawy...

Najpierw były muminki, potem bardzo długo krówki a za nimi świnki. Teraz prym wiodą pociągi i lokomotywy. Co prawda od czasu do czasu przewozi nimi krówki i dalej widzi wszędzie krowy, ale to już nie to samo. Czaro wie, które produkty spożywcze są z mleka i te są oczywiście najchętniej zjadane, zwłaszcza mleko. Zawsze mi pomaga robić naleśniki dodając wszystkie potrzebne produkty do garnka (wie już co i jak). I ostatnio chyba epoka krówek na tym się kończy. Jedyna bajką jaką pierworodny chce oglądać na dobranoc jest "Tomek i przyjaciele" i ciągle bawi się pociągami, ma taką małą ciuchcię z klocków oraz małą lokomotywkę i wagoniki wadera, buduje do nich drogę a ja pomagam zrobić jakis tunel. I tak pcha je przez cały dzień, robiąc przerwy na jedzenie, spanie, spacery itp.Ostatnio robię zdjęcia tylko telefonem i ich jakość pozostawia wiele do życzenia. Muszę w końcu kupić nowe akmulatorki do aparatu. Będziemy też w grudniu więcej w domu, bedę miała w przyszłym miesiącu mniej pracy i wiecej czasu tylko dla nas:-). No to teraz trochę do oglądania. Gdyby ktoś się zastanawiał nad kolorem ścian na zdjęciach to uspokajam,Czaro nie ma pokoju pomalowanego na różowo, to jest pokój dziewczynek,którymi się opiekuję. Napiszę jeszcze tylko, że synek już zdrów jak ryba, buzia mu się ładnie wygoiła i po krostkach nie ma już śladu:-)(tylko na djęciach są, bo były robione głównie w zeszłym tygodniu).

Na początek jak Cezary zupę gotował i nie chciał nikomu dać spróbować. Tak mu się pomysł pichcenia spodobał, że ważył różne owocowo-warzywne mieszanki przez kilka dni.



Następnie Cezary w wyjątkowo męskiej roli- mam nadzieję, że kiedyś nie będzie się za te fotki gniewał:-)



Pierworodny koniecznie chciał spróbować na owym sprzęcie jeździć. No cóż, przerosło go to trochę i na szczęście sam zrezygnował.



Gdy trochę śniegu spadło, ulubioną zabawą stało się dla Cezarego szukanie i niszczenie cudzych bałwanów. Gdy zaś zniszczenie śniegowej postaci przerastało możliwości mojego synka, po prostu rzucał w niego śniegiem. Miał z tego nieziemską wprost radość i nieraz ze śmiechu aż się zapluwał.



Na koniec będzie o sprycie i woli przetrwania małych rudych zwierzątek w miejskiej dżungli. Nie wiem jaka jest wysokość tego bloku, ale mogę napisać, że to ósme piętro...

piątek, 21 listopada 2008

Ryby i mrożonki

Najpierw o rybach i wędkowaniu słów kilka. Jakiś czas temu, gdy byliśmy nad dużym jeziorkiem (całkiem od domu niedaleko), Cezary zainteresował się wielkimi patykami, co to nad wodą sie znajdowały i jeszcze miały w niej zanurzone sznurki. Więc ja mu tłumaczę, że panowie tu rybki łowią, że to są wędki i mają na końcu tych żyłek haczyki a na nich robaczki itd. Rezolutni panowie, bardzo uradowani z okazanego przez pierworodnego zainteresowania wędkarstwem, szybko podchwycili wątek robaczków i zanim zaczęłam protestować, że nie trzeba, już pokazywali Cezaremu jakie to ruszające się skarby ukryte w tych swoich pudełeczkach mają. Mój kochany syn na widok owych małych paskudztw uśmiech miał jak banan i pewnie gdyby nie uszy miałby go dookoła głowy. Oczywiście chiał robaczki dotykać, czemu się sprzeciwiłam, a gdy zaczął mlaskać zdecydowanie postanowiłam wyruszyć dalej...
A wracając jeszcze do ryb, to Cezary rybki lubił do czasu...do czasu gdy jego ulubioną bajką, czyli obecnie jedyną jaką ciągle chce oglądać, jest "Tomek i przyjaciele" . Teraz rybki są "be" i brzydko pachą "fu", bo Tomek w bajce przewoził wagony z rybami, których to zapachu bardzo nie lubił i które w dodatku całego go pobrudziły, bo za szybko i za dużo na raz tych wagonów przewoził. Normalnie ręce opadają...
Ulubioną bajką Cezarego z cyklu o pociągach jest ta, w której lokomotywa Emilka zawozi drewno do naprawy dachu stodoły, w której mieszkają...no właśnie krówki...Tak na marginesie dodam, że Czaro krówki widzi wszędzie, dosłownie...na logo banku jest krówka a nie żubr, sanie Św.Mikołaja również ciągą krówki (jeszcze się przy tym szelma wykłóca!), każdy łoś to też krowa a w byle sklepie zawsze! znajdzie się coś z wizerunkiem krowy, co pierworodny zauważy, zawsze!
A tak jeszcze a propo tego Św.Mikołaja i świąt to wspomnę drogim czytelnikom, że wszelakie dekoracje, tudzież świąteczne gadżety od prawie dwóch tygodni już w sklepach są i osobiście mnie ten fakt irytuje. Bo nie ma to jak zepsuć magię świąt marketingiem. Znając uroki stolicy za kolejne dwa tygodnie cudowni Mikołaje i urocze Aniołki będą mi dziecko "straszyć" podczas przysłowiowego wypadu po pieluchy. W takich chwilach zawsze zazdroszczę wszystkim mieszkającym na wsi i w małych miasteczkach...
No dobra, było o już o rybach, to teraz będzie o mrożonkach. Ale od początku. W zeszły poniedziałek pierworodny dostał wysokiej gorączki, prawie 40 st.C, dosłownie przelewał się przez ręce i na nogach ustać nie mógł. W przychodni po południu nikt nie odbierał, bo na drugi dzień święto było, więc po co. Jak tylko mężyk z pracy wrócił pojechaliśmy do szpitala dziecięcego na ostry dyżur (mamy tam bardzo blisko, bo niecałe 4 km.). Ktoś może uznać, że niepotrzebie spanikowałam, ale jak moje dziecko ma taką wysoką gorączkę (w dodatku syropek na zbicie temperatury Cezary raczył zwrócić wraz z podwieczorkiem), to mam to w d.... i nie zamierzam bezczynnie czekać co bedzie dalej...W końcu nie jestem lekarzem...Ku mojemu zdziwieniu oddział ratunkowy, ze względu na dolegliwośći oczekujących z rodzicami małych pacjentów, bardzo przypominał zwykłą przychodnię. Dziecko ze zwichniętą czy zbitą ręką, które wydawało z siebie dzwięki przypominające zapewne te wydawane przez człowieka palonego na stosie rozumiem, ale dziecko z zaczerwienionym gardełkeim?...
Cezary dostał porządnego czopka na goraczkę i po niecałej godzinie oczekiwania został zbadany. Poza gorączką, nie wiadomo od czego, nic mu nie dolegało. A skąd gorączka? Ano nie wiadomo, (trzydniówka wykluczona bo już ją miał w wieku 7 mies.), czopki podawać jak będzie wysoka temperatura i tyle. No to na drugi dzień czopki, na trzeci dzień czopki (temp. już na szczęście ok. 38,5 st.C) no i się wykluło. Normalnie jako z niespodzianką. Czaro miał całe czerwone dziąsła, porobiły mu sie krostki i ranki w buzi i na języku, a jak gorączka spadła całkowicie to nawet na buzi wokół ust wyskoczyły i między mleczakami na dziąsłach zrobiły się krwiaki, które później zaczęły pękać. Oczywiście poszłam z Czaro do przychodni. Lekarka poleciła psikać Tantum Verde i dostaliśmy receptę na specyfik, który gówno pomagał a smarowanie nim dziąseł 5 razy dziennie było dla Czaro prawdziwą torturą. Zdumiewa mnie coraz bardziej skuteczność lekarskich diagnoz i wyboru lekarstw, ale cóż począć, widocznie lepiej nie potrafią...
Pierworodny stał się kłębkiem nerwów, z bólu ciągle wył, miejsca nie mógł sobie znależć, w nocy nie spał i co najgorsze zaczął odmawiać przyjmowania jakiegokolwiek jedzenia czy picia. Owszem, Czaro mały łasuszek chodził w koło lodówki...i wył. Jak się czytelniku domyślasz, widok głodnego dziecka wyjącego na widok jedzenia którego nie jest w stanie zjeść jest nie do zniesienia...Gdy cały dzień nic nie jadł i nie pił (nic!), mężyk wpadł na wspaniały pomysł, żeby spróbować z lodami. Zadziałało:-) I tak przez dwa dni Czaro był na diecie złożonej z mlecznych lodów na patyku i mrożonych danonków. Ja kupiłam specjalną maść (bez recepty), którą podaje się w stanach zapalnych dziąseł (dobrze mieć stomatologa w rodzinie:-) i wszystko zaczęło powoli wracać do normy. Czaro najpierw znowu zaczął pić mleko i picie, a po dwóch nastepnych dniach jeść zupki i powoli przegryzać co nieco. Teraz jeszcze ma trochę zaczerwienione dziąsełka, zaś krostki na buzi się goją i jest dużo lepiej. Mam nadzieję, że niedługo wrócimy do mycia ząbków bo Czaro ma oddech jak u starego trola. Nie wiem co to za cholerne choróbsko było ale nigdy więcej!...

niedziela, 9 listopada 2008

Nieprzewidywalne...

Dopiero dzisiaj mam czas i możliwość dodać post, który napisałam tydzień temu. Dobre i to…
Za nami bilans dwulatka. Czaro ma 88cm. wzrostu i waży 13,5 kg. Według tego, co zapisała mu pani doktor w książeczce zdrowia, Czaruś znajduje się między 50 a 75 centylem, czyli wszystko w normie:-). Jeśli chodzi o zachowanie pierworodnego, to w czasie wizyty, jak i podczas czekania na nią, było on wzorem grzeczności, aż byłam w lekkim szoku, bo przecież wiem, że potrafi pokazać różki. Gdy był szczepiony na grypę nawet się nie rozpłakał tylko troszkę pomarudził. Nie ukrywam, że byłam z niego dumna:-). Zresztą bycie zuchem opłaciło mu się, bo wyszedł obładowany naklejkami, kolorowankami itp.Eh...
Weekend spędziliśmy u teściów na wsi, jak można się domyślić odwiedzaliśmy groby. (Wcześniej w stolicy odwiedzałam groby najblizszych i znajomych - na szczęście dużo ich tam nie ma...). Pomysł zabrania Czarka na cmentarz nie był do końca trafiony. Z jednej strony powinien się młody edukować co i jak, że są takie miejsca i co się na nich robi, z drugiej strony jego zachowanie pozostawiało wiele do życzenia- próbował wszędzie gasić znicze chuchając na nie, prababcię świętej pamięci nawoływał na pół cmentarza wołając"babaaaa" (chyba liczył na to, że wstanie), zaś grób ziemny chciał potraktować jak piaskownicę. Na szczęście ludzie dookoła byli wyrozumiali wobec usiłowanych psot Cezarego i tylko się uśmiechali. W końcu to tylko dziecko,jeszcze nie rozumie....
W czasie wizyty u teściów Czaro oczywiście jak najwiecej czasu chciał spędzać z ukochanymi krówkami i świnkami, bo jego zamiłowanie do tych zwierząt stale rośnie, choć myślałam, że już bardziej się nie da. (Zdjęcia ze świnkami i krówkami dodam następnym razem.).


Ostatnio rysunki Czarusia zaskakują. Mały artysta zamiast mazać po całej kartce, z zamiłowaniem rysuje kropki, kreski i próbuje rysować kółka. Wygląda to trochę dziwnie, gdyż tak się na tym skupia, jakby od położenia kolejnej kreski miały zależeć losy świata i wszystko trzeba było dokładnie przemyśleć. Poniżej zdjęcie rysunku krówki, tzn Czaro stwierdził, że to, co narysował to „Gu” czyli krowa, i jakby się tak dokładnie przyjrzeć to nawet podobna.


Mój kochany synek, choć bardzo rozumny, nadal mało mówi. Jejku, jak ja się nie mogę doczekać, gdy będzie nawijał, nawijał, i nawijał….Obecnie ulubionymi słowami jest „mle” (mleko) i „baja” (bajka). Gdyby mu pozwolić, to by pół dnia oglądał bajki. Od tygodnia co prawda ciągle tą samą o pociągach („Tomek i przyjaciele”), ale widocznie przypadła mu go gustu…
Czaruś rozróżnia podstawowe kolory: żółty, czerwony, zielony, niebieski i różowy. Ten ostatni jest dla pieroworodnego oczywiście kolorem świnki i gdy tylko widzi coś różowego to chrumka:-)