piątek, 27 marca 2009

Interaktywny plac zabaw w "Zachęcie"

Narodowa Galeria Sztuki "Zachęta" w Warszawie przygotowała bardzo ciekawą wystawę realizowaną w ramach projeku "Przedszkole mediów" na którą wybraliśmy się niedawno. Na stronie galerii (http://www.zacheta.art.pl) możemy przeczytać, że jest to: "...wystawa całkiem wyjątkowa, podczas której pozwolimy dotknąćwszystkich „eksponatów”, a nawet pobawić się zabawkami-instalacjami.
Tennietypowy plac zabaw będzie trochę jak laboratorium, w którym możnaeksperymentować i obserwować, co zdarzy się, gdy postąpimy w ten lubinny sposób. Zabawki podziałają na zmysły: wzroku, słuchu, dotyku iwęchu (np. będzie można poczuć zapach kory i trawy). Niektóreinstalacje powstały dzięki różnym technicznym sztuczkom: czujnikomruchu, komputerom i kamerom, które zostały skrzętnie ukryte ;-)
Przyokazji zabawy stworzymy też szansę zapoznania się z różnymi dziwnymi pojęciami. Opowiemy i pokażemy, czym jest: faktura, perspektywa,mieszanie barw, i przekonamy, że tak naprawdę ich znaczenia wcale niesą trudne."

Czaruś był wniebowzięty. Pierworodny uwielbia jeździć w różne nowe miejsca i jak każde dziecko jest ciekawy otaczajacego go świata. Najbardziej podobała mu się instalacja GRB, która to dawała możliwość zapoznania się z barwami, ich mieszaniem oraz pozwalała spożytkować nadmiary energi fizycznej;-). Udało mu się również po wystawie naciągnąć mamę na nową kolorowankę ze zwierzątkami. Ku mojemu zdziwieniu Czaro odróżnia ćmę od motyla...

RGB (Red, Green, Blue):







Instalacja faktury:

Zabawa graficzna perspektywą:




niedziela, 22 marca 2009

Nareszcie!

Nareszcie się doczekałam! I nie chodzi mi tu bynajmniej o kalendarzową zmianę pory roku, choc ta również cieszy. Otóż mój kochany pierworodny nauczył się załatwiać swoje potrzeby na nocnik! Oj długo to trwało... Choć sadzany był od dawna, to tak naprawdę moim sukcesem było, że trafiłam w dobry moment i coś tam się w tym nocniku pojawiło. Cezary cieszył się, gdy załatwił się na nocnik, ale nie miał zamiaru wołać, że odczuwa taką potrzebę. Postanowiłam, że rezygnuję w domu z pieluch i trudno, niech robi w majtki, może dzięki temu się nauczy. Oglądaliśmy zdjęcia Czarusia gdy był mały i tłumaczyłam, że pieluszki są dla małych dzidziusiów, a on jest już chłopczyk i nie potrzebuje pampersów tylko majteczki. Po tygodniu takiego eksperymentu byłam przekonana, że wyjdę z siebie i stanę obok. Pierworodny zaakceptował brak pieluch, robił w majtki a potem zdejmował ubranka z siebie i radośnie wołał "umyć!". Ja myślałam, że to jakiś większy dyskomfort dla niego będzie, ale jak widać nie doceniłam zdolności przystosowawczych mojego syna do nowych warunków. Drugi tydzień nie przyniósł żadnych zmian, poza przeniesieniem środków finansowych przeznaczonych na zakup pieluch na rzecz proszku do prania. Nie poddając się, czekałam dalej cierpliwie na jakiekolwiek efekty, tym bardziej, że jak jeździmy opiekować się młodszą dziewczynką, to Czaro ma pieluchę, więc ma prawo wszysto mu się mieszać. W połowie trzeciego tygodnia nauki samodzielnego załatwiania potrzeb na nocnik doczekałam się efektów. Co prawda Czaro nie uważa za konieczne informować mamę, że chce siusiu albo kupkę. On po prostu zdejmuje spodnie, majtki, siada na nocnik, robi swoje, po czym schodzi z nocnika i nie zakładając majtek z powrotem idzie się bawić. Jak na razie trzeba pierworodnego podcierać, pomagać zakładać spodnie i przebierać, gdy przydarzy się wpadka, ale najważniejsze, że Czaro zrobił wielki krok do przodu, by stać się dużym chłopczykiem. Ze względu na obecną pogodę, na spacery Czaro ma zakładaną pieluchę. Na noc również, choć dość często się zdarza, że po nocy jest sucha.
Zmieniając temat, Czaro coraz lepiej mówi, pojawia się coraz wiecej nowych słów, ładnie odmienia wyrazy, rzadko jednak buduje zdania, choćby te dwuwyrazowe.
Obecnie pierworodny jest etapie rozwoju, który najlepiej charakteryzują zdania: "Ja sam", "Ja Ci pomogę", "To musi być właśnie tu" czy też "To się robi właśnie tak".
Poza tym Czaruś lubi spędzać czas na: zabawie pociągami, krówkami, klockami (lubi układać je kolorystycznie), układaniu puzzli, domina, zabawie z grami planszowymi typu lotto czy memo dla dzieci, lepieniu z plasteliny, malowaniu farbami- najlepiej palcami, kolorowaniu flamastrami, słuchaniu czytanych bajeczek i ogladaniu obrazków, pomaganiu w kuchni - szczególnie lubi myć warzywa, ogladaniu bajek - obecnie ulubiona to "Pani Pajączkowa i jej wesoła gromadka".


................
Złapane:

M: Dalam Ci pokrywki od słoika. Gdzie one są?
Cz: Daleko...
................


(Materiały do scrapów:"Spring Zest" by Vicki Parker and Sara for Scrap N'Art)

poniedziałek, 16 marca 2009

Tak mało czasu dla NAS....

Zobaczyć naszą trójcę na wspólnym spędzaniu wolnego czasu to praktycznie rzecz niemożliwa. Po prostu takiego czasu nie ma, a raczej nie często się zdarza. Mężyk pracuje praktycznie no stop, nie ma dnia w tygodniu, w którym by nie pracował. Czaruś widzi tatusia rano, gdy ten szykuje się i wychodzi do pracy. Wieczorem, gdy mężyk wraca to Czaro zwykle już śpi. Wywnioskować więc można łatwo, że chwile wspólnych męskich zabaw są albo bardzo krótkie albo też nie ma ich wcale. Taka sytuacja trwa od kilku miesięcy i już widać jej efekty. Pierworodny tęskni za tatusiem, nie lubi jak tatuś wychodzi do pracy, a gdy wieczorem wraca, to Czaro od razu przybiega i już podczas tulenia rozbiera mężyka z kurtki, żeby przypadkiem znowu nie wyszedł. Chce brykać z ukochanym tatusiem jak najdłużej, przez co idzie wtedy później spać. Na spacerach ze mną, gdy pierworodny widzi innych tatusiów bawiących się ze swoimi dziećmi często się zdarza, że podbiega do takiego tatusia i też chce się z nim bawić. Czaro wie, że to jest tato innego dziecka a nie jego ale mimo to chce się z "panem" bawić...
No cóż, taka jest sytuacja a nie inna. Ja nie pracuję (dorabiam tylko) i to mężyk utrzymuje naszą trójcę. Czaruś jest za mały, żeby mimo moich tłumaczeń mógł wszystko zrozumieć. Że tatuś go bardzo kocha i też za nami tęskni, ale nie może poświęcać nam tyle czasu co wcześniej, że teraz ma inną pracę, która wymaga więcej czasu poza domem. Ale dość już tych smętów i rzadkie wspólne chwile czas doceniać i uwieczniać:-)
Dwa tygodnie temu wybraliśmy się razem do Łazienek Królewskich. Czaruś był wniebowzięty i przeszczęsliwy a i pogoda nam dopisała. Czaro zajadał sie gofrem. Osatnio takie cudo degustował na wakacjach, więc już nie pamiętał co to takiego i jak to smakuje...



Czaro jest ekspertem od wynajdowania różnych dziwnych zakamarków. Gdy schował się za drzewem byłam przekonana, że zaraz się pokaże i zrobi swoje "A kuku!". Tymczasem, gdy podeszłam okazało się, że pierworodny znalazł dośc niezwykłe drzewo i po prostu się w nim schował:-)



Z mamusią Czaruś jest szczęśliwy ale...



...najlepiej jak jest z nami ukochany tatuś:-)



Po spacerze w Łazienkach pojechaliśmy do Pałacu Kultury i Nauki na Taras Widokowy (zdaniem Czaro jechaliśmy na dach). Wjazdowi na "Trzydziestkę" towarzyszy też zawsze jakaś wystawa. Tym razem była to wystawa edukacyna "Żyj Zdrowo! Sport i Szpinak".
Czaruś do wysokości jest po części przyzwyczajony, bo mieszkamy na 15stym piętrze, ale muszę przyznać, że widok z 30stego piętra PKiN zrobił na pierworodnym ogromne wrażenie. W ramionach tatusia czuł się bezpiecznie i podziwiał panoramę stolicy. Dopiero po jakimś czasie zaczął się troszkę bać i nie chciał już dalej oglądać, chyba zdał sobie sprawę, że jestesmy naprawdę wysoko.


Wystawa, choć przeznaczona dla dorosłych i starszych dzieci zawierała tak wiele ciekawych rzeczy, że nawet Czaro znalazł coś interesującego dla siebie. Razem z tatusiem "karmili" robota specjalnymi hamburgerami i colą aż mu poziom cukru skoczył do stanu alarmowego i zaczęło mu sie odbijać, a śmiali się przy tym niesamowicie. Wątpię, żeby któryś z moich mężczyzn pojął przy okazji jaki wpływ na zdrowie ma taka dieta... Poza tym Czaro poznawał smaki. Próbował specjalnych pastylek w różnych smakach: słodkim, słonym, gorzkim...tylko tych ostrych nie chiał próbować. Ciekawe czy wiedział jak mogły smakować?...Na specjalnych interaktywnych tablicach zaznaczał potrawy o odpowiednich smakach, wąchał różne przyprawy, robił sobie z tatusiem specjalna kartę zdrowia, skakał po podświetlanych żabkach, wspinał się na pochyłą ściankę (wdrapał się nawet do połowy), chodził po linie trzymany za rączkę i wiele innych ciekawych rzeczy.
Szkoda, że tak rzadko mamy okazję, gdzieś się RAZEM wybrać...

(Materiały do wszystkich scrapów: Zestaw "My guy" by Stacey Towers http://sjtowers.blogspot.com/)

poniedziałek, 2 marca 2009

Ach śpij kochanie:-)

Na wstępie - dziękuję Wszystkim za życzenia zdrowia- przydały się:-). W drugim dniu brania antybiotyków mój głos powoli zaczął wracać do normy. Mnie się wydaje, że teraz już mówię normalnie, zaś mężyk jest zdania, że czasem trochę "skrzeczę"... Czaro szczęśliwy, bo znów chodzimy na spacerki, na których ulubionym zajęciem pierworodnego jest robienie babek z piasku, "hutyka" czyli bujanie się na huśtawce i skakanie po drewnianym mostku na placu zabaw. Ogólnie to wędrujemy po osiedlu po różnych placach, w zależności na co Czaro ma ochotę, bo wszystkie atrakcje w jednym miejscu być nie mogą... Pewne jest jedynie to, że najdłużej pozostajemy na placu, gdzie są inne dzieci. Czaruś jakiś taki towarzyski się ostatnio zrobił, nawet z nastolatkami chce się bawić...
Teraz słów kilka o spaniu kochanego pierworodnego. Od kiedy Czaro pojawił się na świecie królestwem jego snu jest drewniane łóżeczko ze szczebelkami. Nie zabieraliśmy i nie zabieramy go nigdy do siebie do łóżka. Nasze dorosłe łóżko jest NASZE! Wyjątek od reguły stanowią niekiedy jedynie choroby Czaro, gdyż łatwiej nam się wtedy nim w nocy opiekować. Powodem takiej rodzicielskiej konsekwencji jest po części fakt, że z Czaro nie da się spać, chyba, że ktoś lubi być we śnie notorycznie kopany, przygniatany i przy okazji czuwać by jego dziecię z łóżka nie spadło. Odkąd tylko pamiętam pierworodny wiercił się w czasie snu na potegę. W miarę, jak jego rozwój fizyczny postępuje, pozycje jakie przyjmuje w czasie snu i ilość przemieszczeń w przestrzeni na godzinę zadziwiają mnie cały czas, w nocy nie raz słyszę jak Czaro dosłownie "rozbija się" o szczebelki łóżeczka. Z tego też powodu na razie nie zmieniamy mu łóżeczka. Wystarczy nam, że przez wyjęte dwa szczeble często wystają mu całe nogi i gdyby pozostałych w ogóle nie było pewnie by się budził na podłodze.Kiedyś pamiętam, że obudził się w nocy z płaczem, bo tak sobie nogi zaklinował w tych szczeblach, że ruszyć się nie mógł. Tych nocnych wierceń czasem nie wytrzymuje pampersioch i nie raz już się zdarzyło, że pierworodny zasikany gramolił się do naszego łóżka bo w jego było mokro... Zawsze myślałam, że jak Czaro będzie nad ranem przychodził do naszego łóżka, przytulał się i razem będziemy sobie jeszcze troszkę drzemać to bedzie fajnie. Od jakiegoś czasu tak się właśnie dzieje i wcale NIE JEST FAJNIE! Równie miły byłby dla mnie budzik z funkcją walenia w głowę...
No cóż całe to spanie to chyba rodzinna przypadłość wieku dziecięcego. Zarówno ja, jak i mężyk z relacji naszych rodziców wiemy, że z nami było dokładnie tak samo i że wyrośliśmy z tego wiercenia się. Liczę na to samo w przypadku Czarusia. Aha, pierworodny ma jeszcze dwa nawyki zasypiania. Pierwszy taki jak ja, czyli zasypia zawsze na brzuchu. Drugi identyczny jak miał w dzieciństwie mężyk, czyli zasypianie z ulubioną książką lub zabawką, która w danym momencie jest "na topie". Tak więc obecnie zasypia z książeczkami o Muminkach lub Kubusiu Puchatku albo z drewnainymi klockami Jenga. Po prostu obłęd......


(Materiały "Sweet Dreams" by Vicki Parker /vicki20.blogspot.com/ and Sara /sweetblossomdesigns.blogspot.com/)