środa, 28 stycznia 2009

Uroki mieszkania w bloku

Od trzech dni sąsiad umila mi czas odgłosami kilku wiertarek udarowych, skuwania tynków, walenia młotkami i tak dalej. Najpierw około siódmej rano wstaje Czaro, potem ja a chwilę później robotnicy u sąsiada zaczynają swój koncert. I tak do późnego popołudnia. Wiem, że ten sąsiedzki remont nie będzie trwał wiecznie, ale ja już nie wyrabiam. Uciekamy z Czaro z domu, ale zimą na dworzu nie da się wytrzymać dłużej niż dwie godziny. Dzisiaj po południu robimy sobie wypad do centrum handlowego, chociażby tylko po to, żeby zobaczyć, jak jeżdżą na łyżwach czy zjeść gofra w cukierni. Wszystko lepsze niż te odgłosy. Od trzech dni boli mnie głowa, mam wrażenie, że zaraz mi pęknie, nie mogę się na niczym skupić. Nawet jak się wieczorem robi cicho ja nadal w głowie słyszę wiertarki - normalny obłęd. Czaro znosi to dzielnie. Nie przeszkadza mu nawet, że nie słyszy co mówią bohaterowie bajki, którą ogląda.
Od tygodnia Czaruś nie śpi po południu. Nie dlatego, że by nie zasnął, bo zasypiał po południu bez wiekszych problemów. Nie kładę synka dlatego, że po pierwsze: po półtorej godziny takiej drzemki nie było możliwości, żeby Cezary z własnej woli chciał wstać, drzemka przeciągała się nawet do 2,5godziny zanim udało mi się go wkońcu wyciągnąć z tego łóżeczka, zresztą ku jego wielkim niezadowoleniu. Po drugie, przez taką drzemkę (nawet gdy trwała ona mniej wiecej od 13.00 do 15.00), Czaro miał problemy z zaśnięciem w nocy, kręcił się, wiercił i miejsca sobie znaleźć nie mógł. Pomimo tego, że po 20-stej był już w łóżeczku, to zasypiał dopiero po 22-giej. Teraz, gdy juz nie śpi w dzień, to ok. 19.40 zasypia i budzi się rano ok.7-mej. Tak jest zdecydowanie lepiej dla niego i dla nas. Myślę, że widocznie już nie potrzebuje tej popołudniowej drzemki, bo w ciągu dnia nie wykazuje żadnych oznak zmęczenia, a w nocy normalnie zasypia. Po obiedzie zaś mamy teraz nowy rytuał zamiast owej drzemki. Czaruś wybiera z półeczki swoje ulubione książeczki, siada mi na kolanach, lub obok na wersace, przytula się i przenosimy się na prawie godzinkę w kraine baśni i opowiadań. Taka nasza mała poobiednia sjesta. Zresztą teraz przez te wiertarki i tak by w dzień nie spał. Aha, żeby jeszcze dobić człowieka konającego z bólu głowy, to dzisiaj dodatkowo nie ma wody. Naprawiają na osiedlu jakieś rury. Jak dobrze pójdzie to woda będzie dzisiaj wieczorem.
Byliśmy ostatnio z Czarusiem w krainie zabaw, Abawiku, gdzie Czaro z tatusiem oddawał się słodkiemu szaleństwu i brykaniu do utraty tchu. Ale o tym i kilku innych rzeczach napisze innym razem (i zdjęcia wkleję), bo już nie wytrzymuję w domu. Potrzebuję trochę ciszy...

piątek, 23 stycznia 2009

Pożegnanie z butelką...

Cały śnieg już stopniał, a szkoda. Czaro uwielbia zabawy i wygłupy na śniegu, szczególnie rzucanie śnieżkami w bałwany, turlanie się. Od kiedy dostał sanki, to zjeżdżanie na nich z pobliskiej górki wiodło prym. Oczywiście najlepsze zjazdy były z Tatusiem. Czaro napierw zjeżdżał a potem piszczał z radości. Sami zobaczcie tutaj:
http://wegerka.wrzuta.pl/film/bNqbS9AstW/


(Materiały do scrapka: zestaw "Merry Mistletoe" by Vicki Parker http://vicki20.blogspot.com/)



(Materiały do scrapka: zestaw "Merry Mistletoe" by Vicki Parker http://vicki20.blogspot.com/)


Po takich wygłupach i szaleństwach na śniegu nawet jedzenie obiadu staje sie męczące ;-)

(Materiały: "BoysWorld" by Sara http://sweetblossomdesigns.blogspot.com/)

Poniżej historia pewnego załadunku:

(Materiały: "BoysWorld" by Sara http://sweetblossomdesigns.blogspot.com/)

Z okazji Dnia Babci i Dziadka Czaruś robił laurki. Dla babci przy pomocy farb i kredek, zaś dla dziadka przy pomocy plasteliny i flamastrów . Dziadkowie byli zachwyceni, a Czaruś bił sobie brawo gdy wręczał laurki:-)

(DateSlider by by Vicki Parker http://vicki20.blogspot.com/, reszta nie wiem czyja)

Nadszedł najwyższy czas, aby Czaruś pożegnał się z niekapkiem i zaczął pić tylko z kubeczka lub przez słomkę. Zwłaszcza, że obie te czynności dobrze potrafi, ale jak jest butelka to nie ma mowy o jakimś innym naczyniu. Tak więc został przygotowany plan, a dokładnie cała opowieść. O tym jak to niedaleko urodził się dzidziuś i krówka (sprawdziła się, gdy przyniosła niekapki:-) zabierze Czarusiowe butelki dla małej dzidzi i przyniesie mu w zamian super kubek i zabawkę. Czaro zażyczył sobie oczywiście kolejną lokomotywę. Oglądaliśmy również albumy ze zdjęciami małego dzidziusia (pierworodny nie rozpoznał na zdjęciach siebie:-) i tłumaczyłam Czarkowi, że butelki już nie wrócą. Na drugi dzień rano rano w miejscu, gdzie znajdowały się w kuchni butelki siedziała krówka, obok niej kubek ze spiralną słomką, lokomotywa Szymek i jajko z niespodzianką. Już trzeci dzień Czaro nie używa butelek dzielnie pijąc ze swojego nowego kubeczka. Gdybym wiedziała, że to będzie taki proste, zrobiłabym to już dawno...

piątek, 16 stycznia 2009

Czy chciałbyś zjeśc...? "Nie!"

Pierworodny zdrów jak ryba, wystarczyło kilka dni w domu i trochę farmakologicznych specyfików.
Mam ostatnio małą zagwostkę. A mianowicie brak mi pomysłów na Czarusiowe podwieczorki. Pierworodny jakiś wybredny się zrobił, a w dodatku jest na tym etapie w rozwoju, na którym najpierw się mówi "nie" a dopiero potem myśli, o co właściwie chodzi. Tak więc domowy kisielek raz jest niejadalny, a innego dnia to prawdziwy przysmak. I tak jest ze wszystkim. Nie jestem jakąś masochistką i nie mam zamiaru przygotowywac kilku podwieczorków w nadziei, że któryś akurat tego dnia posmakuje. W dodatku Czaro nie mówi, więc nie można się go po ludzku zapytac, czego sobie akurat dzisiaj życzy... A jak zapytam czy masz ochotę na...?, to zanim dokończę zdanie już słyszę odpowiedź "nie!". Po prostu ręce opadają... Ostatnio kochany pierworodny zasmakował w mandarynkach, jadł jedną za drugą i co chwila przychodził, żeby mu je obierac. W końcu zjadł ich tyle, że zaczęłam się obawiac, czy aby na pewno jego brzuszek to wytrzyma i powiedziałam, że już nie będę więcej obierac. Czaruś nie przejął się tym w cale i dalej jadł obierając sobie sam. W sumie zjadł ponad kilogram, zanim doszedł do wniosku, że już mu wystarczy.

(Materiały: Zestaw "Fresh" by Evercila)

Od kilku tygodni do łask Cezarego wróciły klocki, głównie drewniane. Buduje z nich wielkie konstrukcje a potem woła "Baaam!" i sieje zagładę...Czasem ustawia je jak domino i robi sobie "domino day" bijąc własne rekordy...Czasem służą mu do budowy tuneli czy też mostów dla jego pociągów. Z plaskikowych klocków powstają zwykle wysokie wagony i zagrody dla zwierząt. Dziecięca fantazja i pomysłowośc jest nieograniczona i nikt tak jak dziecko nie potrafi znajdowac nowych zastosowań dla przedmiotów i zabawek. W związku z tym faktem u Czarusia pociągi przejeżdżają przez otwartą stajnię, wagony podróżują szkolnym autobusem a lokomotywy suną po torach z drewnianych klocków.
Wczoraj z mężykiem i Czarusiem wybraliśmy się na basen. Gdy tylko synek usłyszał, że jedziemy popływac, to paradował po mieszkaniu w czepku kapielowym i nie dał go sobie zdjac, aż do wyjazdu. Czaro to prawdziwy synek tatusia, więc jak wygłupy w wodzie to tylko po męsku. Tak więc pierworodny z tatą skakał do wody, zjeżdżał ze zjeżdżalni do brodzika itp. Nawet jak się zachłysnął wodą czy też trochę przynurkował śmiał się od ucha do ucha. Teraz już rozumiem dlaczego po kąpieli pierworodnego jestem cała morka. Woda to po prostu jego żywioł...A głodny był potem tak, że ekspresowo wsunął wszystkie cherbatniki jakie ze sobą zabrałam, wypił całe picie a w samochodzie głośno domagał się jakiegokolwiek pożywienia. No to rozumiem:-)


(Materiały: Zestaw "My guy" by Stacey Towers http://sjtowers.blogspot.com/)

czwartek, 8 stycznia 2009

Noworocznie i powoli...

Zawsze, gdy zasiadam do pisania posta, stanowczo za rzadko, mam tyle myśli w głowie i tyle bym chciała za pomocą słów przekazac, że powinny pojawiac się na blogu same elaboraty. Za sprawą braku czasu tak się jednak nie dzieje, nad czym ubolewam. Ciągle mam jednak niejasne poczucie, że wszystko mi umyka...
Nowy Rok przywitałam z mężykiem na balu w hotelu nad jeziorem Białym (woj. lubelskie). Było cudownie. Czaruś zaś został w domku z dziadkami. Z relacji mojej mamy wiem, że nasz pierworodny całego sylwestra przespał i nie były go w stanie zbudzic żadne sztuczne ognie. To się nazywa sen:-)
Za sprawą niejakiego mikołaja, który ma w zwyczaju rozdawac prezenty, zostałam posiadaczką nowego laptopa. Nie ukrywam, że zadowolona z tego faktu jestem, bo lepszy sprzęt daje mi więcej możliwości. Troszkę trwało zanim mój mężyk uporał się z danymi na starym twardym dysku, który to stanowczo odmówił wspołpracy, ale większoś najcenniejszych danych, choc niechętnie i z oporami, ale jednak zwrócił. W sumie było to dla mnie trochę jak kubeł zimnej wody, bo zdałam sobie sprawę z faku, że powinnam posiadac jakiekolwiek kopię zdjęc czy innych ważnych plików, bo nigdy nic nie wiadomo. Żal by mi było wszystko stracic...
Jak wszystkim wiadomo, przyszedł mróz i spadł śnieg. Nawet u nas w stolicy jest biały puch, co mnie niezmiernie cieszy, gdyż tyle śniegu, utrzymującego się przez kilka ładnych dni to u nas przez ładnych parę lat nie było.


(Materiały do scrapka: zestaw "Merry Mistletoe" by Vicki Parker http://vicki20.blogspot.com/)

Skoro już z nieba napadało i wiadomo, że będzie po co, postanowiłam, że kupię Czarusiowi sanki. Pierworodny uradowany, poszliśmy na piechotkę do dużego sklepu sportowego po te kilka drewnianych desek z płozami i dowiedzieliśmy się, że wszystkie sanki ludziska rano wykupiły!, a nowa dostawa bedzie za 3 dni. Jak pech to pech. Ale jak wiadomo stolica to duża wioska, więc postanowiłam, że na drugi dzień pojadę do innego sklepu i sama mu te sanki kupię. Nie pojechałam, bo jak na razie nie ma po co. Czaruś nam się rozchorował, ma lekką temperaturkę, kaszel i katar, więc siedzimy w domu, a śnieg na dworzu pierworodny ogląda przez szybę w oknie. Mam nadzieję, że jak wyzdrowieje, to jeszcze biały puch będzie i do tematu sanek powrócimy.
Jeśli chodzi o zabawy Czarusia to pociągi dalej wiodą prym. Babcia zaopatrzyła jedynego wnusia w kolejna lokomotywkę i dwa nowe wagony więc zabawom nie ma końca. Co prawda wagonik bedący cysterną z olejem według pierworodnego zawiera mleko i nie daje sobie tego przetłumaczyc. Zresztą na stacjach benzynowych owe białe cysterny też, według Czarusia wypełnione są mlekiem. Mleko i już:-)
A propo życzeń i różnistych postanowień, planów noworocznych to ja bym chciała:
*Żeby Czaruś:
- zechciał nauczyc się mówic
- sam wołał na nocnik, a nie liczył na mój szósty zmysł i robił w pieluchy
- nauczył się ubierac, bo rozbieranie idzie mu całkiem nieźle
- żeby dostał się do przedszkola, dobrego i jak najbliżej domu
*Żebym Ja:
- dostała pracę jak najbliżej domu i dobrze by było, żebyśmy z Czarusiem znaleźli dla siebie miejsce w tej samej placówce przedszkolnej, bo bedzie mi wtedy milej dalej miec go na oku:-)
- dalej była co najmniej tak szczęśliwa w życiu jak jestem w tej chwili


(Materiały: Zestaw "Oscraps letters" pobrany z http://www.scrapnart.com)