Wybieraliśmy się z Czarusiem na basen jak te sójki za morze, co to wybrać się nie mogą. Ale wreszcie się udało. Czaro został zaopatrzony w niezbędny sprzęt i w sobotę pojechaliśmy. Jak na pierwszy raz spodziewałam się różnych reakcji ze strony pierworodnego, łącznie z płaczem, ale takiej euforii radości i zachwytu nie przewidziałam. Gdy tylko weszliśmy na pływalnię, pierworodny od razu próbował się wyrwać w stronę najbliższego basenu by dać nura do wody. Nie uważał za konieczne zakładanie jakiegoś tam czepka, pływaków czy kółka ratunkowego a fakt, że nie umie pływać w ogóle nie był dla niego przeszkodą. Najgorzej było z tym czepkiem z materiału, który to Czarusiowi do gustu nie przypadł, ale mając do wyboru założyć lub wracać do domu, szybko podjął męską decyzję, że ostatecznie może zaakceptować ten wynalazek na swojej pięknej główce. Najbardziej spodobała się Cezaremu zjeżdżalnia dla dzieci w kształcie słonia, nieduża, bardzo stroma z której zjeżdżało się bardzo szybko i wpadało wprost do wody. Pierworodny śmiał się przy tym tak głośno, że pół pływalni wiedziało, że oto jedzie królewicz Cezary:-). Ścigał się też ze starszymi dziećmi, by zjechać pierwszy i irytował się, gdy jakieś dziecko za długo się zastanawiało nad zjazdem. Wielką atrakcją były bąbelki wodne, które próbował złapać a największą ze wszystkich skoki do wody. Skakał razem tatusiem, który go trzymał na rękach przodem do wody lub sam skakał w nasze ramiona. Czaruś swoim malutkim jeszcze rozumkiem nie mógł pojąć, dlaczego na basenie zabronione jest skakanie z drewnianego mostka prowadzącego na drugą stronę średniego basenu, skoro on przecież tak bardzo chce. Nie wiem doprawdy skąd u niego takie zwariowane pomysły. Fakt, że mieszkamy na 15stym piętrze w bloku nie oznacza jeszcze, że wysokości nie należy się bać. Zresztą Czarek ma zakaz wchodzenia na balkon, który jest zawsze zamknięty, gdy on jest w pobliżu (tak na wszelki wypadek). Co do samego pływania, to byłam mile zaskoczona jak Czaro porusza w wodzie rączkami i nóżkami. Oczywiście nie potrafi jeszcze w pełni samodzielnie utrzymywać się na wodzie nawet z pływakami, więc trzeba go stale asekurować, choć muszę przyznać, że pływanie na małej desce lub w kółku idzie mu całkiem nieźle. Co do robienia zdjęć na basenie to miałam jak najlepsze intencje, żeby wyczyny Cezarego uwiecznić dla potomnych. Niestety baterie w aparacie sie rozładowały, więc mam tylko kilka zdjęć wątpliwej jakośći zrobionych telefonem.


Ulubionym zajęciem na stałym lądzie w domu jest dla Cezarego m.in.zabawa statkiem muminków. Muminy musiały się podzielić swoim statkiem ze zwierzątkami, a Mama muminka zaakceptować fakt, że jej kuchnię pierworodny przerobił, o zgrozo!, na wodopój dla swoich krówek. Ogólnie to Czarkowi pomysłów na zabawę nie brakuje...Krówki (2 plastikowe) mają u pierworodnego specjalne względy - zabiera je na spacer, zjeżdżają z nim ze zjeżdżalni, hustają się na huśtawce, karmione są trawką, w domu asystują przy posiłkach, zmianach pieluszek, spaniu itd., ogólnie krówki i Czaro są nierozłączni, więc dzisiaj do kolekcji dołączyła jeszcze pluszowa przedstawicielka tegoż gatunku, żeby miło się było do niej przytulać przy zasypianiu.
Mężyk wyjechał dzisiaj w delegację, więc do środy jesteśmy z Czarusiem sami. W weekend zaś wybieramy się na wieś, gdzie pierworodny będzie mógł do woli oglądać i karmić babcine krówki, a znając jego upodobania zajmie to całe dnie.
Dłuższe przerwy w publikowaniu przeze mnie postów, nie wynikają z nudy w codziennym życiu, lecz są głównie spowodowane wykorzystywaniem wolnego czasu na robienie scrapków do Czarusiowego albumu. A tak poza tym, to wspomnę jeszcze, że wczoraj minęło siedem lat od kiedy wegerka i mężyk stanowią parę:-)