czwartek, 31 lipca 2008

Najwszyższy czas....

W weekend pojechaliśmy na działkę, w celach rekreacyjnych jak również po to, żeby zebrać owoce. Czaruś był w swoim żywiole. Mógł biegać i wchodzić gdzie tylko chciał no i oczywiście bez ograniczeń zrywać i zjadać owoce prosto z krzaczka, głównie czerwone porzeczki. Spryciarz znalazł też jedzonko dla zwoich krówek, gdyż mój dziadek nie wywiózł skoszonej trawy i Czaro znalazł za domkiem całą górę sianka. Próbowałam się nawet opalać, ale zostałam przez pierworodnego przysypana sianem. Czy ja wyglądam na krowę?! Poza tym Czaro jeździł na rowerku, który dostał po starszym koledze, choć pedałowanie szybko go męczy. Jeszcze jest na taką rozrywkę za mały. Nie lada atrakcją okazała się mała jaszczurka, która ku wielkiemu niezadowoleniu synka nie dała mu się złapać no i oczywiście ślimaki, które namawiał do wyjścia ze skorupki przy pomocy trawy.
Chciałabym napisać dużo więcej, ale nie mam niestety na to czasu. Jutro jedziemy całą rodzinką na dwa tygodnie nad morze, więc najwyższa pora zacząć się pakować. Jak narazie poprałam tylko nasze rzeczy i zaopatrzyłam Czaro w niezbędne produkty takie jak pampersy, mleko itp. Szkoda, że reszta nie może zrobić się sama. Ehh...Pozdrawiam wszystkich odwiedzających naszego bloga. Do zobaczenia za dwa tygodnie i proszę nam życzyć udanej pogody:-)!





niedziela, 27 lipca 2008

Na szybko...

Tym razem ekspresowo. Na początek zdjęcia Czarusia w czasie zabawy krówkami i statkiem muminków, który już od dłuższego czasu jest na topie. Zaznaczę przy tym, że plastikowe figurki muminków, które były wraz z owym statkiem, okazały się zdecydowanie mniej trwałe niż te z twardej gumy, które Czaro miał wcześniej. Tak więc plastikowe muminy są bez ogonków i w wiekszości bez rąk, zaś Paszczakowi odpada głowa.



Cezary prawie codziennie karmi kaczki. Muszę przyznać, że rzucanie idzie mu coraz lepiej, a zamach robi przy tym taki duży, że kiedyś pewnie od tego się przewróci. Pierworodny zazwyczaj przegania gołębie, które chcą się załapać na darmowy posiłek, lecz dzisiaj zapatrzył się w licznie pływające kaczuszki. Pech chiał, że owe ptactwo swoje niezadowolenie dało mi dziś boleśnie odczuć dziobiąc kilkakrotnie z zaskoczenia moje piękne stopy odziane w japonki. To już bezczelność! Na zdjęciach Czaruś z ciocią Klaudią, moją siostrą, którą bardzo lubi.



Weekend spędzony na wsi szybko minął. Moja siostra, ku radości Cezarego pojechała z nami. Gdy pierworodny uciął sobie popołudniową drzemkę, zostawiony został pod opieką teśćiów a my pojechaliśmy niedaleko nad jezioro Białe, które w sezonie od lat oblegane jest przez turystów. Jak doproszę się szwagra, żeby mi przesłał emailem zdjęcia to zapewne wkleję.
Cezary na wsi nigdy się nie nudzi. Łapał koty i nie wiedzieć czemu wrzucał je do babcinego kosza na ziemniaki, no a przede wszystkim karmił i doglądał ukochane krówki. Nawet próbował je nakarmić znalezioną w piaskownicy cebulą. Na początku jednak znalezisko zostało zakwalifikowane przez pierworodnego jako przedmiot niecodzienny i było przez niego noszone jak trofeum.





poniedziałek, 14 lipca 2008

Pływający Cowboy

Wybieraliśmy się z Czarusiem na basen jak te sójki za morze, co to wybrać się nie mogą. Ale wreszcie się udało. Czaro został zaopatrzony w niezbędny sprzęt i w sobotę pojechaliśmy. Jak na pierwszy raz spodziewałam się różnych reakcji ze strony pierworodnego, łącznie z płaczem, ale takiej euforii radości i zachwytu nie przewidziałam. Gdy tylko weszliśmy na pływalnię, pierworodny od razu próbował się wyrwać w stronę najbliższego basenu by dać nura do wody. Nie uważał za konieczne zakładanie jakiegoś tam czepka, pływaków czy kółka ratunkowego a fakt, że nie umie pływać w ogóle nie był dla niego przeszkodą. Najgorzej było z tym czepkiem z materiału, który to Czarusiowi do gustu nie przypadł, ale mając do wyboru założyć lub wracać do domu, szybko podjął męską decyzję, że ostatecznie może zaakceptować ten wynalazek na swojej pięknej główce. Najbardziej spodobała się Cezaremu zjeżdżalnia dla dzieci w kształcie słonia, nieduża, bardzo stroma z której zjeżdżało się bardzo szybko i wpadało wprost do wody. Pierworodny śmiał się przy tym tak głośno, że pół pływalni wiedziało, że oto jedzie królewicz Cezary:-). Ścigał się też ze starszymi dziećmi, by zjechać pierwszy i irytował się, gdy jakieś dziecko za długo się zastanawiało nad zjazdem. Wielką atrakcją były bąbelki wodne, które próbował złapać a największą ze wszystkich skoki do wody. Skakał razem tatusiem, który go trzymał na rękach przodem do wody lub sam skakał w nasze ramiona. Czaruś swoim malutkim jeszcze rozumkiem nie mógł pojąć, dlaczego na basenie zabronione jest skakanie z drewnianego mostka prowadzącego na drugą stronę średniego basenu, skoro on przecież tak bardzo chce. Nie wiem doprawdy skąd u niego takie zwariowane pomysły. Fakt, że mieszkamy na 15stym piętrze w bloku nie oznacza jeszcze, że wysokości nie należy się bać. Zresztą Czarek ma zakaz wchodzenia na balkon, który jest zawsze zamknięty, gdy on jest w pobliżu (tak na wszelki wypadek). Co do samego pływania, to byłam mile zaskoczona jak Czaro porusza w wodzie rączkami i nóżkami. Oczywiście nie potrafi jeszcze w pełni samodzielnie utrzymywać się na wodzie nawet z pływakami, więc trzeba go stale asekurować, choć muszę przyznać, że pływanie na małej desce lub w kółku idzie mu całkiem nieźle. Co do robienia zdjęć na basenie to miałam jak najlepsze intencje, żeby wyczyny Cezarego uwiecznić dla potomnych. Niestety baterie w aparacie sie rozładowały, więc mam tylko kilka zdjęć wątpliwej jakośći zrobionych telefonem.




Ulubionym zajęciem na stałym lądzie w domu jest dla Cezarego m.in.zabawa statkiem muminków. Muminy musiały się podzielić swoim statkiem ze zwierzątkami, a Mama muminka zaakceptować fakt, że jej kuchnię pierworodny przerobił, o zgrozo!, na wodopój dla swoich krówek. Ogólnie to Czarkowi pomysłów na zabawę nie brakuje...Krówki (2 plastikowe) mają u pierworodnego specjalne względy - zabiera je na spacer, zjeżdżają z nim ze zjeżdżalni, hustają się na huśtawce, karmione są trawką, w domu asystują przy posiłkach, zmianach pieluszek, spaniu itd., ogólnie krówki i Czaro są nierozłączni, więc dzisiaj do kolekcji dołączyła jeszcze pluszowa przedstawicielka tegoż gatunku, żeby miło się było do niej przytulać przy zasypianiu.
Mężyk wyjechał dzisiaj w delegację, więc do środy jesteśmy z Czarusiem sami. W weekend zaś wybieramy się na wieś, gdzie pierworodny będzie mógł do woli oglądać i karmić babcine krówki, a znając jego upodobania zajmie to całe dnie.
Dłuższe przerwy w publikowaniu przeze mnie postów, nie wynikają z nudy w codziennym życiu, lecz są głównie spowodowane wykorzystywaniem wolnego czasu na robienie scrapków do Czarusiowego albumu. A tak poza tym, to wspomnę jeszcze, że wczoraj minęło siedem lat od kiedy wegerka i mężyk stanowią parę:-)

niedziela, 6 lipca 2008

Trochę tego i owego...

W mijającym tygodniu troszkę podróżowaliśmy tu i tam. Odwiedziliśmy panią doktor, która po zbadaniu Cezarego oznajmiła, że pierworodny już zdrów jak ryba. Pojechaliśmy też do ortopedy na kontrolę, który po obejrzeniu Czarusiowych nóżek powiedział, że po szpotawości nie ma już śladu a nóżki piękne prościutkie:-), no i pochwalił synka jaki kulturalny i grzeczny. Normalnie miód na moje uszy.
Żeby nie było, że moje pierworodne dziecię to jakiś dziwoląg, który to nigdy nie rozrabia i zawsze chodzi jak po sznurku, wspomnę, że i owszem potrafi od czasu do czasu zrobić z niewiadomo czego dramat, ogłuchnąć nagle na moje polecenia, czy w złości porozrzucać swoje zabawki itd. W końcu to mały chłopczyk. Czaro podobnie jak ja potrafi błyskawicznie wybuchnąć i równie błyskawicznie dojśc do stanu równowagi...
W ramach załatwiania spraw zaległych i porośniętych lekką warstwą kurzu, odwiedziłam z Czarusiem dziekanat mojego wydziału na UW, bo w końcu dyplom magistra wypadałoby odebrać, choćby po to by kurzył się w domu. Gdy ja składałam coraz to kolejne podpisy i wypełniałam formularz, co takiego odebrałam, Czaruś z miną niewiniątka karmił herbatnikami stosy dokumentów zalegających na biurku pani M., a że nie wykazywały one chęci bycia nakarmionym wciskał te ciacha pomiędzy poszczególne teczki. Pani M. wykazała się nie lada wyrozumiałością i opanowaniem. Gdy ja składałam podpisy, ona pilnowała, żeby te herbatniki niczego nie zabrudziły:-) Stwierdziła również, że Czarka czeka kariera naukowa po tym jak odbił na sobie pieczątkę wydziału...
Ulubionym zajęciem młodego na spacerkach jest ostatnio zabawa na pobliskiej górce obok placu zabaw.Wchodzi na nią i zbiega, wchodzi i zbiega i tak portafi przez godzinę, póki ja się nie zmęczę pilnowaniem, żeby nóg nie połamał. Najlepsze jednak zabawy na górce są z ukochanym tatusiem, który to po pracy energi do wygłupów posiada niewyczerpalne pokłady.



Czaruś lubi pomagać, co mnie bardzo cieszy. Nie zawsze jednak pomoc w moim i w jego odczuciu to to samo. Podczas robienia weków niepokojąca ilość malin przechodzących przez rączki Czarusia zamiast do słoiczków trafiała wprost do jego słodkiej buźki. W ten niecny sposób zjadł ponad pół koszyczka. Cóż słoiczków wyszło mniej niż mama zakładała, za to Czaruś był w siódmym niebie:-)
Gdy spędzamy czas w domu, pierworodny zaskakuje mnie coraz to ciekawszymi pomysłami na zabawę. Ostatnio razem z ulubionymi muminkami i zwierzątkami pierworodny zwiedza świat. Niepisaną regułą stał się fakt, że mama i tata muminka zawsze podróżują razem...





Weekend spędzamy u teściów na wsi. Czaruś oczywiście mógłby cały dzień spędzać w oborze i karmic swoje ulubione krówki lub jeździć qadem.