wtorek, 28 kwietnia 2009

Scena to jego żywioł...przynajmniej na razie:-)

Wybrałam się z Czarkiem na teatrzyk dla dzieci do Domu Kultury w naszej dzielnicy. Bilety niedrogie, więc gdyby mu się nie spodobało i nie chciał oglądać to bez żalu byśmy po prostu wyszli. Czaro jest bardzo ciekawski a do tego ruchliwy i nie zawsze potrafi usiedzieć w jednym miejscu więc nie wiedziałam do końca czego się mogę po nim spodziewać. I rzeczywiście, pierworodny swoim zachowaniem mnie zaskoczył... Nie mógł wysiedzieć na widowni na moich kolanach, bo on też chciał w przedstawieniu uczestniczyć! Tak więc gdy grała muzyka Czaro tańczył, gdy Polna Myszka szła spać, to Czaro tak samo itd., naśladował aktorów i po cichu powtarzał po nich urywki tekstów. Nie było sposobu by utrzymać go przy sobie. Mniej więcej w połowie trwania przedstawienia Czaro wkręcił się do niego. Został wiosennym kwiatkiem i dostał specjalny kapelusz, który okazał się na pierworodnego za duży więc głównie trzymał go w ręce. A jaki dumny był z siebie:-). Na zakończenie Czaruś, najmłodszy uczestnik przedstawienia, nie chciał się ukłonić, za to klaskał ile tylko mógł. Nawet jak aktorzy i pozostałe dzieci poszły się przebrać, pierworodny z uśmiechem od ucha do ucha stał samotnie na scenie i dalej bił sobie brawo. O dziwo większość widowni rozbawiona zachowaniem Cezarego dalej biła mu brawo...
Czarusiowi oczywiście przedstawienie się podobało i wyraził chęć uczestniczenia w następnych...
Gdy Czaro zaczął mówić okazało się, że uwielbia opowiadać wierszyki i różne historie, których bohaterami są zwierzątka. Ma bardzo dobrą pamięć i po kilku powtórzeniach zapamiętuje całe wierszyki, oczywiście nie za długie. Zna ich już naprawdę sporo i ciągle uczy się nowych, chociażby sam słuchając wierszy Brzechwy czy Tuwima na płycie CD. Nie wstydzi się przy tym opowiadać ich przed kamerą, czy też każdemu kto go o to poprosi. Często zaś mówi je szybko i wtedy pojedyncze wyrazy zlewają się w jakiś bezkształtny słowotok, co pewnie z czasem mu przejdzie, gdy nauczy się wyraźniej mówić. Poza tym Czaro wymyśla i recytuje własne wersje znanych wierszyków. Na przykład w wierszyku "W pokoiku na stoliku..." zamiast kotka występuje pingwin a zamiast mleka jest wtedy woda. Innymi słowy Czaro nareszcie mi się rozgadał:-), a ze swoimi figurkami zwierzątek prowadzi niekończące się monologi....



poniedziałek, 20 kwietnia 2009

Nowy, aczkolwiek stary w nowym miejscu:-)

Na wstępie witam na nowym blogu:-). Nie jest on jednak taki zupełnie nowy, gdyż przeniosłam całe archiwum ze swojego bloga na onecie, co trochę potrwało:-). Dlaczego zrezygnowałam z onetu?. Przyczyn jest wiele, głównie jednak z powodu pojemności onetowskich blogów. Na dotychczas prowadzonym po prostu wolne miejsce sie skończyło i pozostały dwie możliwości. Albo na onecie założyć nowy, albo przenieść się gdzie indziej. Padło na blogera między innymi dlatego, że mam na nim dostęp do kodu HTML, co daje mi o wiele większe możliwości. Niestety nie udało mi się przenieść Waszych komentarzy, ale zostają one na onecie, gdyż nie zamierzam kasować tamtego bloga tylko ukryć całą jego zawartość. Mam nadzieję, że nikt urazy żywić z tego powodu nie będzie:-). Tyle tytułem wstępu...

Jeśli chodzi o Święta Wielkanocne to spędziliśmy je na wsi u teściów. Przyjechaliśmy w wielki piątek na wieczór i zostaliśmy aż do środy. Czaruś oczywiście wniebowzięty, bo tyle czasu mógł spędzić z ukochanymi krówkami i świnkami. Już zanim wyjechaliśmy na święta, Czaro gdy tylko widział na jakimś obrazku czy w telewizji krowę to do znudzenia powtarzał, zdanie "Bapcia Klysia taką klófkę ma!". Tak więc pierworodny karmił krówki, nawet zabierał siano ze stodoły, układał na swoich sitkach z piaskownicy, bo przecież krowa też powinna jeść z talerza. Czaruś był też z babcią w kościele by poświęcić zawartość koszyczka. Z relacji teściowej wiem, że chciał koniecznie sam całą drogę nieść koszyczek,. Tak go to wszystko uświęciło, że zamiast jak wszyscy wyjść z kościoła, pierworodny na klęczkach przez cały kościół przeszedł, co wywołało fale podziwu, jaki to mój syn jest uduchowiony:-). Czaro troszkę był zawiedziony, że jajka w święconce są na twardo, a on najbardziej lubi na miękko, ale ostatecznie zajadał się wszystkim co było pod ręką. Teściowie byli zachwyceni postępami w rozwoju pierworodnego. Ja sama nie mogę się nadziwić ile rzeczy udało mu sie opanować w ciągu ostatnich dwóch miesięcy, jestem z niego naprawdę dumna:-).
Pieluchy ma zakładane tylko na noc, gdyż jeszcze nie każda noc jest sucha, zaś w dzień zakładam mu tylko asekuracyjnie, gdy np. jedziemy do kogoś lub gdzieś samochodem. Poza tym nie ma dla niego problemu, czy robi do swojego nocnika, czy na dworze pod krzaczek, w centrum handlowym stojąc na mojej nodze, bo inaczej by nie trafił, robi też na nakładkę na kibelek a u dziadków wysadzam go bezpośrednio na kibelek podtrzymując tylko, żeby nie wpadł:-). Pełen luz, no może poza faktem, że zdarza mu się próbować sikać do nocnika na stojąco nie do końca jeszcze panując nad swoim sprzętem. Kończąc nocnikowe wywody napiszę tylko, że sam się podciera (jedynie po kupce po nim poprawiam) i czuje się odpowiedzialny za zawartość własnego nocnika, pomagając mi koniecznie przy jego opróżnianiu.
Czaro coraz lepiej mówi. Ładnie odmienia i buduje proste, często niegramatyczne zdania. Ma ostatnio manię powtarzania po kimś tego, co ktoś powie, zupełnie jak echo. Ma poza tym dobrą pamięć.
Pierworodnego bardzo interesuje świat zwierząt i wszystko co z nim związane. Mężyk był w lekkim szoku jak mu ostatnio własny syn oznajmił, że pająki wykluwają się z jajek, o czym to sam małżonek nie wiedział:-).
Czaruś potrafi rozróżniać kolory. Na dzień dzisiejszy takie jak: czerwony, zielony, żółty, niebieski, pomarańczowy, różowy, fioletowy, brązowy, czarny i biały. Uwielbia przy tym porównywać i wymieniać różne przedmioty danego koloru tworząc przy tym całe monologi typu "żółty jak słoneczko, żółty jak kaczuszka, żółty jak ziemniaczek, żółty jak cebulka...."
Poza tym, pierworodny na jakąś dziwną manię liczenia wszystkiego. Co prawda dziwnie jest tu mówić o liczeniu, gdyż Czaro nie posiada jeszcze twz. stałości liczby. Zna liczby od jednego do mniej więcej piętnastu, z czego po kolei wymienia tylko od 1 do 6, zaś liczy różne elementy z powodzeniem do czterech, w porywach do pięciu.
Dzisiaj Cezary zapytał się mnie w czasie obiadu "Która godzina?". Dobrze, że nie miałam akurat nic w ręku bo pewnie bym to owo coś upuściła. Nie wiem, czy samo pytanie o czas tak mnie zaskoczyło, czy fakt, że pierworodny dotąd nie zadawał mi praktycznie żadnych pytań, tylko prosił lub coś oznajmiał. Tyle rzeczy jeszcze przed nami....
W dodatku taki kulturanlny się ostatnio zrobił. Ja mu smaczego a on mi "dekuje", ja mu dziękuję a on mi "piosie badzio", w piaskownicy do kolegi "pozić" itd.

Czaruś i pociągi:-)






Czaruś "klepie" wierszyk :-)


czwartek, 9 kwietnia 2009

Nadchodzą...








("Hello Easter" by Nicole , http://digi-designs.blogspot.com)

poniedziałek, 6 kwietnia 2009

Z wizytą w ZOO

Ja pelikanowi "cześć" a on mi wózek "hap!"


A da się te ryby złowić i zjeść?


"Yden, dja, tsi!"- policzone, wszystko się zgadza:-)


"Jest tam kto? HALO! Ja dzwonię!"


"Ty mnie słuchaj i się ucz!"


Adoptowani. Nakarmieni. Zadowoleni.


Zjeżdżam:-)


Kręcioł :-)


Złoto pustyni...


Takich dwóch jak nas, to nie ma ani jedego:-)






Koleją w dal.....


Król zwierząt czuwa....


Małpi cyrk, trudno się było nie śmiać...


Skąd ty jesteś krokodylu? -Ja?, z Nilu!


Z pigmejką też się bawiłem...