czwartek, 28 lutego 2008

Mały odkrywca swiata:-)

Katar Czarusia bez zmian, pojawił sie mały kaszelek, więc jutro idziemy do pani doktor. Weekend minął a ja przestałam być słomianą wdową. Nie żeby mnie to specjalnie zmartwiło, wręcz przeciwnie:-) Wraz z mężykiem od teściów przyjechał aparat, co prawda z powodu naszej rozłąki nie przybyły mu nowe funkcje (jak np. stabilizator obrazów), ale cóż nie można miec wszystkiego.
Ostatnio jednym z ulubionych zajęć Czarusia jest odkręcanie wszystkiego. Nie ważne czy jest to butelka, tubka, słoik, ważne, że da się odkręcić. Niby tę umiejętność posiadł już wcześniej, ale chyba dopiero niedawno stała się ona dla pierworodnego tak fascynująca. A to za sprawą pewnej tubki po paście do zębów, której Czaro stał się szczęśliwym posiadaczem. Chodzi tak, odkręca, gryzie, obraca aż do zmęczenia.



Poniżej fotki z Czarusiwego drugiego śniadanka, w którego skład wchodziła m.in. kanapka z szynką. Pierworodny strasznie mlaszcze przy jedzeniu, a wszyscy w koło twierdzą, że tę "przypadłość" ma po mnie...



Za systematyczne brudzenie i zużywanie pampersiochów, Czaruś dostał małe piankowe puzzle z literkami. (a tak poważnie to dostaliśmy je gratis przy zakupie pieluch:-).



Skąd wiem kiedy Czaruś chce buziaka? Trudno takiej minki nie zauważyć. W dodatku towarzyszą jej akustyczne dźwięki przypominające muczenie...



Czaruś, jako początkujący artysta jest trudnym przeciwnikiem, bowiem nie zawsze ulega schematom takim jak kartka-papier. Pojawiające się schematy kredka-buzia i kredka-ściana, zaczęły się robić klopotliwe. Tak więc z inwencją twórczą na pomoc przyszedł mężyk który zakupił swemu męskiemu potomkowi tablicę magnetyczną. Obsługa owego sprzętu została w ciągu kilkunastu minut opanowana przez Czarusia do perfekcji...




Zapomniałabym dodać. Owa tablica posiada jeszcze dwa magnesy, które zresztą widac na zdjęciu. Jakież było zdziwienie Czarka, gdy przyczepił je na lodówkę obok tych danonkowych. Oczy jak pięć złotych, usta jak rogal bo przecież to jest odkrycie godne Kolumba.
Tak więc:
lodówka- 1200zł
tablica z magnesami- 21,40zł
widok odkrywcy w akcji-BEZCENNE!

niedziela, 24 lutego 2008

Zakatarzony kosmita, słomiana wdowa...

Po zastanowieniu, na drugi dzień po wizycie u pediatry, zdecydowałam się jednak podać Czarusiowi ten Eurespal. W końcu nie jestem lekarzem i zakładam, że pediatra z ponad dwudziestoletnim doświadczeniem w pracy wie dużo więcej o leczeniu dzieci niż ja i na pewno nie chce mojemu dziecku zaszkodzić tylko pomóc. Tak więc po podaniu tegoż specyfiku u pierworodnego, który pochrapywał i częściowo oddychał przez usta, pojawił się mega katar, który ciągnie się niczym legumina i nasila zawsze po podaniu leku. Widocznie lek "wyciąga" z małego ciałka jakieś zarazki. Najbardziej Czaruś mnie ubawił wczoraj, gdy mając cieknący z noska katar sam wyjął sobie chusteczkę i wydmuchał nos- nieporadnie ale zawsze to coś:-)
Czaruś, jak każde małe dziecko, rośnie w tempie ekspresowym i również w takowym zdobywa nowe umiejętności. Tyle się dzieje, że nie zawsze pamiętam o wszystkich wyczynach pierworodnego opowiedzieć mężykowi, gdy wraca z pracy a co dopiero opisać na blogu. Wczoraj mężyk wyjechał na weekend do swoich rodziców (m.in. naprawiać traktor), więc z Czarusiem spedzaliśmy czas tylko z moimi rodzicami.
Czasami żartuję, że mieszkam w domu z małym kosmitą:-) Bo dziecko to taka istota z innej planety. Niby człowiek, ma tyle samo rąk, nóg itd., ale to zupełnie INNY człowiek. Innaczej myśli, nie rozumie dobrze swoich emocji, przyczyna i skutek to dla niego czarna magia, uważa się za pępek swiata, bo przeciez wszystko kręci sie wokół niego. Innaczej postrzega rzeczywistość, już nie mówiąc o tym, że postrzega świat z perspektywy swoich kilkudziesięciu centymetrów. Próby naszego małego kosmity w nawiązywaniu z otoczeniem kontaktu wrebalnego są najczęściej niezrozumiałe dla najbliższego otoczenia, więc radzi sobie za pomocą przekazu pozawerbalnego. Czasami z jednego i z drugiego sposobu komunikacji niewiele wynika, bo dorosły człowiek dalej nie rozumie o co chodzi, a kosmita przytupuje nogami ze zdenerwowania. Pocieszający jest fakt, że sytuacja jest przejściowa i w miarę jak mały kosmita zdobywa nowe umiejetności jego poziom komunikacji również sie doskonali. No i wtedy to się dopiero zacznie.....

środa, 20 lutego 2008

Chory czy nie chory?

A zaczęło się w nocy z soboty na niedzielę. Czarusia zmogła gorączka 38,5stopni- rzadnych innych objawów nie było. Dostał czopka, gorączka spadła i dalej spał jak suseł do rana. W niedzielę w ciągu dnia zdrowe dziecko, zaś na wieczór powtórka-gorączka, niespokojny sen i chrapanie...W poniedziałek to samo. We wtorek poszłam z Czarusiem do pediatry, żeby sie dowiedzieć co z jego zdrówkiem.(jego lekarka na zwolnieniu, więc trafiło na jakąś inną). Lekarka osłuchała, opukała -płucka, oskrzela, brzuszek, gardełko, nosek, uszka- wszystko w porządku. Pediatra proponowała, że może trzydniówka, ale powiedziałam, że synek już miał. No więc dostałam skierowanie na badanie moczu pierworodnego. Jeszcze tego samego dnia zaniosłam "siku" do badania i na dzisiaj ponownie z wynikami mieliśmy sie zjawić. Z wtorku na środę Czaruś już nie miał gorączki, ale dalej spał niespokojnie i pochrapuje coś. No więc dzisiaj pani doktor zobaczyła wyniki moczu- wszystko w porządku, znowu opukała, osłuchała itp.- równiez wszystko w porządku. Trochę pomyślała i kazała podawać: Eurespal 3x6ml, wit.C 2x10kropel, spray do noska i Tantum Verde 2x dziennie. Nie jestem lekarzem i nie wiem czym takowi sie kierują przepisując leki. Czy to jakiś niepisany obowiązek, że pacjent od lekarza musi wyjść z receptą? Rozumiem wit.C i ten spray do noska skoro Czaruś coś pochrapuje. Ale czy ten Eurespal naprawdę potrzebny? I po co komu Tantum Verde na niezaczerwienione nawet gardło? Ehhh...pewnie sie czepiam...Czaruś po kąpieli zasnął spokojnie, bez gorączki i jakichkolwiek objawów, a ja zadaje sobie pytanie czy jest zdrowy czy chory no i co ja mam z tym Eurespalem zrobić, podawać bo lekarka przepisała? Dziwne to wszystko jakieś......
Aha byliśmy też dzisiaj na kontroli u ortopedy. Czaruś ma lekko szpotawe nóżki, ale ortopeda powiedział, że już znacznie mniej niż jeszcze trzy miesiące temu (dostaje wit. D3), więc wygląda na to że przy nastepnej wizycie ( za 3 miec.)będzie już pozamiatane :-)
Pozdrawiam blogowiczki!!!

sobota, 16 lutego 2008

Na razie jedynak:-)

W czwartek z Czarusiem pojechaliśmy w odwiedzinki do mojej koleżanki Izy z liceum, której już dawno nie widziałam, bo kontakt ze sobą mamy raczej przez internet. Jesteśmy rówieśniczkami, ja mam jedno dziecko a ona...trójkę! Dwóch chłopców (niecałe 4 lata i 2,5 roku) oraz dziewczykę (15 mies.). Nie wiem jak ona to robi, że radzi sobie przez cały dzień sama z całą trójką (mąż przy dzieciach niewiele jej pomaga). Naprawdę ją podziwiam. Ja po całym dniu z Czarusiem czasami nie mam siły na nic, tylko spać:-) Czaruś w gościach czuł się wspaniale. Wiadomo, że trójka dzieci ma więcej zabawek, więc synek na każdym kroku widział dla siebie coś ciekawego (np. wielka koparka, wiklinowy kosz). W dodatku ja nie musiałam sie martwić, że Czaro niechcący coś stłucze lub zniszczy bo koleżanka ma dobrze zabezpieczone mieszkanie przed takimi małymi ciekawskimi rączkami:-). Trudno powiedzieć, że synek bawił się ze starszymi kolegami, bo jeszcze jest na to za mały. Ale obserwował co robią chłopcy i próbował naśladować np. gdy jeden z nich przyniósł całą torbę klocków i zaczął budować, Czaruś obserwował i sam też budował po swojemu. Na upartego można by to nazwać zabawą równoległą:-). Od Izuni dostałam całą torbę ciuszków dla Czarusia, z których jej chłopcy już wyrośli a dziewczynce "męskich" ubranek nie będzie zakładać. Bardzo się ucieszyłam, bo wiadomo ubranka tanie nie są a pieniądze można przeznaczyć na coś innego dla synka np. zabawki. Tak się zastanawiałam, czy ja bym chciała mieć trójkę dzieci w tak krótkim odstepie czasu...Z jednej strony jej zazdroszczę bo teraz nie musi sie zastanawiać kiedy będzie czas na następne dziecko itd., tylko ma już całą swoja gromadkę i po prosu je wychowuje. Z drugiej strony to jednak nie dla mnie. Wolę. żeby Czaro troche podrósł zanim pojawi się jego braciszek lub siostrzyczka:-), będę w nim miała wtedy małego pomocnika a i łatwiej bedzie mu wiele rzeczy zrozumieć.
Zdjęć w najbliższym czasie nie będę zamieszczać. Po porostu aparat zostawiliśmy u teściów. No chyba że znajdę kabel usb do telefonu, który nie wiem gdzie jest...
Dzisiaj byliśmy z mężykiem i Czarusiem w Ikei. To chyba jedyny duży sklep, w którym pobyt z dzieckiem może być naprawde przyjemny i nie męczący. Kupiliśmy synkowi stoliczek, krzesełko, tunel, pojemnik na zabawki i namiot "iglo", który zawieziemy pewnie do teściów, bo zajmuje w pokoju dość dużo miejsca. No to by było na tyle...

sobota, 9 lutego 2008

Mamine oczko, u babci, wyjazd i światło

Mama była na kontroli oka po operacji i niestety nie chcieli zdjąć szwów, które tak ją kłują, bo oczko, choć już powinno to sie jeszcze nnie wygoiło. W dodatku każą mamie czytać, a ona każdą literę tym okiem widzi potrójnie:-(Za tydzień nastepna kontrola. Trzymajcie kciuki. Tydzień tak szybko zleciał, zanim się obejżałam już był piątek. A w piątek z Czarusiem pojechaliśmy na cały dzień do mojej babci. Mężyk odwiózł nas rano jak jechał do pracy, więc nie musieliśmy z przesiadkami podróżować autobusami przez pół stolicy:-) Dziadek musiał wyjechać i prosił, żebym z babcią posiedziała. Moja babcia ma trochę nie tak z głową (m.in. częściowy zanik kory mózgowej) i raczej nie powinna zostawać sama. Czaruś się prababci troszkę boi i nie podchodzi ani nie daje sie całować, no cóż nic na siłę. Ogólnie pobyt minął szybko. Czarusiowi ciekawie i interesująco, bo uwielbia podróżować i zwiedzać zakamarki i sprzęty w nie swoim domu:-) Babcia nie mogła się nachwalić prawnuczka i była szczęśliwa, że przyjechaliśmy. Ja natomiast czułam sie tak, jakby mój mózg przemielono przez maszynkę do mielenia mięsa. Babcia bardzo często powtarza to samo co kilka minut przez nawet pół godziny. Ciągle zadaje te same pytanie pomimo wielokrotnie usłyszanej odpowiedzi, przez pół godziny podaje lody które juz dawno zjadłyśmy, obiad podaje od rana, wyłącza wyłączony wentylator, otwiera otwarte okna, mówi, że jej goraco i zakłada sweter i tak do jutra mogłabym wymieniać. Ja wiem, że z babciną głową nie jest najlepiej więc trzeba to jakoś wytrzymać. Ale to naprawdę męczące...
To nie koniec podróży na piątek, bo gdy mężyk skończył pracę i przyjechał po nas, wróciliśmy do domu tylko w celu spakowania bagaży i wieczorkiem wyjechaliśmy do teśćiów na wieś. Gdy dojechaliśmy ja i Czaro szybciutko poszliśmy spać. Czaruś pomimo iż prawie całą drogę przespał, to gdy dojechaliśmy na miejsce był tak zmęczony, że butelka z mlekiem wypadała mu z ręki i oczy same się zamykały. Wszyscy w koło pytają się mnie po co my tak ciągle jeździmy taki kawał drogi (ok.230km), czemu takie małe dziecko ciągniemy, na pewno się przeziębi, no i czy nam się tak chce ciągle jeżdzić? No to odpowiadam: Po pierwsze: jeździmy tak często, bo mężyk jest człowiekiem bardzo rodzinnym, kocha swoich rodziców i brata, którego prawie wychowywał (14 lat różnicy wieku między nimi). Po drugie: Czaruś juz jako noworodek zaliczył kilka większych przejazdów (ok. godziny jazdy w jedna stronę), poza tym w wieku 4 tygodni odbył przeprowadzkę ze stolicy na wieś i w 3 miesiącu życia ze wsi spowrotem do stolicy ale w inne miejsce, do domu moich rodziców, gdzie obecnie mieszkamy. Tak więc prawie od urodzenia Czaro podróżuje bardzo często i jest to dla niego rzeczą normalną. Pozdróże znosi rewelacyjnie, siedzi z tyłu obok mnie w swoim foteliku i albo patrzy się przez okno na przejeżdżające samochody (potrafi tak ponad godzinę) albo śpi. Odkąd sie urodził chorował tylko dwa razy: raz miał trzydniówkę i raz przeziębienie z gorączką. Wiec niech mi nikt nie dziamgoli jaką to krzywdę robimy dziecku ciągle podróżując i będąc zawsze razem i jaki to on biedny, bo na pewno się przeziębi. Po trzecie: Czy mi się chce tak jeździć? Nie, nie chce mi się. Ale to najbliźsi mojego mężyka, który chce mieć wszystkich swoich ukochanych w jednym miejscu. Odwracając sytuację to mnie by było przykro gdybym ja chciała odwiedzić moją rodzinę a mężyk powiedziałby, że jak chcesz to jedź sama, bo mnie się nie chce. Więc to będzie na tyle w tym temacie.
Jak nam mija pobyt u teściów. no cóż, ciekawie:-) Czaro od rana do południa spędzał czas z dziadkiem i Darkiem (brat męża). Spacerował, zwiedzał i jeździł na swoim quadzie (brykę widać a albumie 5-10miesięcy). Gdy Czaro dostał quada miał niecałe 10 miesięcy i tylko paluszkami dotykał do pedału i jeździł. Teraz to zupełnie inna jazda. Synek jest większy, cała noga na pedale i świadomie kontroluje kiedy jechać a kiedy stawać. Ktoś mógłby się zapytać, po co takiemu małemu dziecku kupiliśmy taki samochód? Otóż nie kupiliśmy. Dostaliśmy w promocji pampers (kupowaliśmy pieluchy i chusteczki nawilżające pampersa i zbieralismy jakieś punkty).
Wieczorkiem w całej wsi i w promieniu kilkunastu kilometrów wyłączyli prąd. Całe szczęście, że gdy to nastapiło Czaro siedział obok mnie na kanapie i od razu wziełam go na ręce, nawet się nie wystraszył. A tutaj jak światła nie ma to jest tak ciemno, że nie widać nawet własnej ręki, bo nawet latarnie na drodze się nie palą. Zapachowe ikeiki wreszcie sie na coś przydały i rozstawione wszedzie na meblach oświetlały nam pokój przez ponad pół godziny póki wszystko nie wróciło do normy:-) Jak sie okazało gdzies niedaleko był pożar i strażacy dla bezpieczeństwa wyłączyli. To to na dzisiaj tyle. Gratuluje wytrwałości wszystkim tym, którzy ten post w całości przeczytali. Buziole!!!

poniedziałek, 4 lutego 2008

Różnośći

Dawno nie pisałam...Zrobiłam sobie krótką przerwę od przesiadywania w necie:-) Co u nas? Tak w telegraficznym skrócie to:
W poniedziałek moja mama poszła do szpitala, bo na wtorek miała zaplanowaną operację lewego oka. We wtorek pojechaliśmy z mężykiem do szpitala w odwiedziny zaś Czaruś został z dziadkiem w domu. Trochę płakał jak wychodziliśmy, ale później już bawił się z dziadkiem w najlepsze:-) Operacja sie udała i oczko powoli wraca do normy:-)
W środę poszłam z Czarusiem na szczepienie. Nie zdziwił mnie fakt, że umówieni do lekarki na badanie na godz. 10.30, wchodzimy do gabinetu o 11.40. Przynajmniej Czaruś miał okazję przebywać w towarzystwie innych dzieci. Na początku synek był bardzo nieśmiały i chował się za moimi nogami, ale z czasem mu przeszło. Czaro szczepienie zniósł dzielnie, jak na prawdziwego mężczyznę przystało. Synek waży 12150g i mierzy 81cm :-)
W czwartek mężyk przywiózł moją mamę ze szpitala, więc resztę przedpołudnia nie siedzieliśmy z Czarusiem sami.
Na weekend wyjechaliśmy do teściów. Było bardzo miło...Dziadkowie (teściowie) bawili się z wnuczkiem i zabierali go na spacerki. Czaruś chodził za rączkę, głaskał krowy(że też się nie bał:-). Wracaliśmy do stolicy w niedzielę wieczorem. Niestety nie był to spokojny powrót. W zeszłym tygodniu o mały włos nie wpakowałaby się nam pod koła jakaś baba, ale się udało. Tym razem jednak szczęście nam nie dopisało a i przeciwnik był niecodzienny. Dobrze, że z naprzeciwka nic nie jechało bo by było jeszcze gorzej. Podsumowując bilans zderzenia samochodu z około 400kg dzikiem:
dzik: otrzepał się i uciekł w pole
samochód: do wymiany, zderzak lampa i drzwi
Czy my mamy taki super samochód, że aż się chcę pod niego wpadać?!
Pozdrawiam

Zdjęcia z ostatniego tygodnia:-)