Stali czytelnicy bloga zapewne wiedzą, że ulubionym zwierzątkiem mojego kochanego synka jest krowa. W domu Cezary ma już chyba ich całą kolekcję : figurki małych i dużych krówek, byka z wielkimi rogami, cielaczki jak również krowę pluszową, którą pierworodny tuli i bez której nie ma mowy o spaniu. Kiedyś naiwnie wierzyłam, że moje dziecko bedzie tak jak ja w dzieciństwie miało swojego ulubionego misia, ale KROWĘ? Cóz misie i inne takie słodkie dawno już poszły w odstawkę. Na drugim miejscu po krowach są świnki, potem kaczki a po nich długo długo nic. Ale wracając do krówek...
Kilka dni temu, gdy przyszliśmy na plac zabaw, okazało się, że inne dzieci, podążając za upodobaniami Cezarego również zaczęły przynosić swoje krówki. Niestety Cezary uznaje tylko jednego właściciela dla krówek - siebie samego! Na placu zabaw nie było to tak bardzo kłopotliwe. Wiadomo, dzieci pożyczają sobie nawzajem zabawki(pierworodny pożycza wszystkie swoje z wyjątkiem krówek), więc gdy Czaro brał cudze krowy, ktoś inny brał np. jego traktor czy piłkę i po sprawie. Jednak zabawa kiedyś się kończy i każdy wraca do swojego domu. I wtedy nastepuje ARMAGEDON. Cezary niby rozumie, że "ta" krowa jest chłopczyka i że on swoją zabawkę zabiera do domu, niby oddaje sam, ale jak już krowa zostanie przekazana w ręce prawowitego właściciela zaczyna się dla pierworodnego koniec świata. Płacze przeraźliwie, wręcz zanosi się szlochem, żadne tulenie, buziaki, uspokajanie nic nie pomaga. Nawet gdy już wypłacze się z żalu na moich kolanach, chodzi smętny po placu zabaw, nic go nie cieszy (nawet jego własne krowy), a po chwili przypomina sobie co się wydarzyło i płacze od nowa. Wiekszość osób z dziećmi przychodzi na ten plac praktycznie codziennie więc znają Cezarego i nie mogli uwierzyć, że dla tego, co nigdy nie płacze i nie marudzi nagle skończył sie świat. No cóż ja też byłam w szoku. Po dwóch takich armagedonach uznałam, że najlepiej dla nas zmienić plac zabaw (w okolicy jest ich sporo), choć ten był Czarusia ulubionym. Kupiłam mu nawet 3 nowe krówki w poczet prezentu urodzinowego. Na nasze szczęście, po kilku dniach dzieci przestały przynosić swoje krówki (nie wiem czy za sprawą rodziców, czy tez po prostu im się te zabawki znudziły), w każdym bądź razie dalej korzystamy z tego samego placu zabaw i na razie jest spokój. Jak sie okazuje coś, co dla nas jest błache i nie warte smutku, dla dziecka może byc prawdziwą katastrofą małego serduszka.Ehh....
Miałam jak najlepsze zamiary, jesli chodzi o zamieszczenie na blogu zdjęć z nad morza. Pomijam już fakt jak ciężko jest z kilkuset zdjęć wybrać kilka. Tak więc ze względu na pojemność onetowskiego bloga zdecydowałam się zdjęcia zamieścić gdzie indziej, dzięki czemu jest ich więcej do oglądania:-) Wszystkich chcących obejrzeć fotorelacje z wakacji zapraszam do albumu na:
http://cezarywegerka.albumik.pl Hasło: cezary
Kilka dni temu, gdy przyszliśmy na plac zabaw, okazało się, że inne dzieci, podążając za upodobaniami Cezarego również zaczęły przynosić swoje krówki. Niestety Cezary uznaje tylko jednego właściciela dla krówek - siebie samego! Na placu zabaw nie było to tak bardzo kłopotliwe. Wiadomo, dzieci pożyczają sobie nawzajem zabawki(pierworodny pożycza wszystkie swoje z wyjątkiem krówek), więc gdy Czaro brał cudze krowy, ktoś inny brał np. jego traktor czy piłkę i po sprawie. Jednak zabawa kiedyś się kończy i każdy wraca do swojego domu. I wtedy nastepuje ARMAGEDON. Cezary niby rozumie, że "ta" krowa jest chłopczyka i że on swoją zabawkę zabiera do domu, niby oddaje sam, ale jak już krowa zostanie przekazana w ręce prawowitego właściciela zaczyna się dla pierworodnego koniec świata. Płacze przeraźliwie, wręcz zanosi się szlochem, żadne tulenie, buziaki, uspokajanie nic nie pomaga. Nawet gdy już wypłacze się z żalu na moich kolanach, chodzi smętny po placu zabaw, nic go nie cieszy (nawet jego własne krowy), a po chwili przypomina sobie co się wydarzyło i płacze od nowa. Wiekszość osób z dziećmi przychodzi na ten plac praktycznie codziennie więc znają Cezarego i nie mogli uwierzyć, że dla tego, co nigdy nie płacze i nie marudzi nagle skończył sie świat. No cóż ja też byłam w szoku. Po dwóch takich armagedonach uznałam, że najlepiej dla nas zmienić plac zabaw (w okolicy jest ich sporo), choć ten był Czarusia ulubionym. Kupiłam mu nawet 3 nowe krówki w poczet prezentu urodzinowego. Na nasze szczęście, po kilku dniach dzieci przestały przynosić swoje krówki (nie wiem czy za sprawą rodziców, czy tez po prostu im się te zabawki znudziły), w każdym bądź razie dalej korzystamy z tego samego placu zabaw i na razie jest spokój. Jak sie okazuje coś, co dla nas jest błache i nie warte smutku, dla dziecka może byc prawdziwą katastrofą małego serduszka.Ehh....
Miałam jak najlepsze zamiary, jesli chodzi o zamieszczenie na blogu zdjęć z nad morza. Pomijam już fakt jak ciężko jest z kilkuset zdjęć wybrać kilka. Tak więc ze względu na pojemność onetowskiego bloga zdecydowałam się zdjęcia zamieścić gdzie indziej, dzięki czemu jest ich więcej do oglądania:-) Wszystkich chcących obejrzeć fotorelacje z wakacji zapraszam do albumu na:
http://cezarywegerka.albumik.pl Hasło: cezary