Zdjęć z imprezki urodzinowej nie będzie, bo i takowej nie robiliśmy. Długo by pisać dlaczego akurat tak wyszło (że moja babcia wszpitalu, że wyjazdy…). Jak dobrze pójdzie to spóźniony, ale bardzo słodki, torcik urodzinowy i świeczki będą w najbliższy weekend. Prezenty Czaro już dostał od wszystkich tych, którzy chcieli mu je dać. Jak można się domyśleć tematem przewodnim wszystkich upominków była wieś i KROWY(o dziwo znalazły się w sklepach takie, których Czaro jeszcze nie ma:-)). Jeszcze kilka lat i na zabawki Cezarego trzeba będzie wynajmować garaż. Przed następnym upominkowym świętem będę chyba musiała wyznaczyć obdarowującym Cezarego jakieś maksymalne gabaryty prezentów i zrobić mini odprawę celną-jak na lotnisku. Wprzeciwnym wypadku za rok w pokoju nie znajdę własnego dziecka...
W sobotę pojechaliśmy na działkę, na której Czaro mógł dowoli psocić, brykać i biegać. Pomagał też babci zrywać owoce (jeżyny i winogrona), które to na przemian trafiały do kobiałki i słodkiej buźki. Udało się pierworodnemu obrzydzić mi degustację pączka, kładąc obok słodkiego przysmaku wielką i tłustą dżdżownicę, którą to karmił liściem. No cóż, savoir vivre to dla mojego syna na razie abstrakcja…

W niedzielę wyjechaliśmy do teściów na wieś. Jak się domyślić można, gdy tylko Cezary usłyszał, że do krówek i świnek pojedzie to do wyjazdu był pierwszy i poganiał wszystkich przytupując pod drzwiami. Gdy dojechaliśmy na miejsce, od razu po przywitaniu się z dziadkami, Czaro pognał do ulubionych zwierzątek, a ja musiałam za nim. Jakież było zdumienie i radość mojego syna,gdy okazało się, że oprócz dwóch dużych świnek jest też 10 małych prosiaczków.Nareszcie coś mniejszego od pierworodnego, bo dodam jeszcze tylko dla ścisłości, że krów jest siedem, w tym dwie mniejsze. Gdy przyszła pora kołysanek i utulanek, a obora i chlewik zostały zamknięte (bo przecież krówki i świnki też idą spać i według Cezarego jeszcze na dodatek wszystkie obowiązkowo chrapią), mój kochany mały chłopczyk podszedł do otwartego samochodu, wgramolił się na swój fotelik i dał do zrozumienia, że jego misja u dziadków została zakończona i czas wracać. Ehhh……
Powrót nastąpił jednak dopiero w poniedziałek wieczorem. Nie będę opisywać, co Czaro w ten dzień u teściów robił i jak nam minął dzień, bo każdy czytelnik może sam się tego domyśleć.