sobota, 3 maja 2008

Dziecięca dżungla zwana potocznie piaskownicą

Jak przystało na małego obywatela świata, Cezary dorastając zmienia swoje upodobania związane z przebywaniem na dworzu. Kiedyś mógł pokonywać kilometry, jadąc niczym król w swojej czterokołowej gablocie i rozsyłać uśmiechy mijanym po drodze staruszkom. Teraz zaś owa gablota, w opinni pierworodnego, służy głównie do przewożenia różnorakiego sprzętu "budowlanego", który w przypadku jej braku na spacerze musi być niesiony przez samego bydowniczego. Bowiem od czasu, gdy śniegi stopniały, słonko mocniej grzeje a ptaki powróciły z ciepłych krajów, Cezary, osiągnąwszy zdaniem rodzicielki odpowiedni wiek, stał się pełnoprawnym członkiem dzieciecej dżungli, zwanej potocznie piaskownicą czy placem zabaw. Jak wiadomo zabawa na placu, w towarzystwie innych małoletnich i ich rodziców, rządzi się swoimi prawami i regułami, które nie zawsze są jasne dla mnie, a co dopiero dla Cezarego. Tak więc uczymy się oboje.
Na pierwszym etapie obcowania w piaskownicy, Cezary skupiał się wyłącznie na sobie, całkowicie ignorując otoczenie. Nie przeszkadzał mu nawet fakt, że od czasu do czasu został przez jakąś dziecinę obsypany piachem. W dugim etapie pierworodny zaczął zauważać otoczenie i obserwować co się wokół niego dzieje. Sam spokojny i opanowany nieraz wydawał się zdziwiony zachowaniem innych dzieci. W następnym etapie pierworodny zaczął wchodzić w przeróżnego rodzaju interakcje z innymi małymi obywatelami i tu bywa różnie. Jak to w telenoweli trochę miłość i szczypta nienawiści. Czaruś dostał pierwszego w życiu buziaka od dziewczyny, czym był nie mniej zdziwiony niż ja. A jak to zwykle za pierwszym razem bywa, dziewczynka była troszkę starsza, w doswiadczenie nie wnikałam, a buziak był formą przeprosin za obsypanie piachem. Czaruś ma też za sobą pierwszą kłótnię z płcią przeciwną. Powodem sprzeczki stało się pierwszeństwo na zjeżdżalni. Jednocześnie przy schodach zjawił się Czaro i niewiele młodsza od niego dziewczynka. Pierworodny nieobyty jak należy się obchodzić z dziewczynami stał jak kołek. Panienka okazała się być rezolutna i nie czekając na reakcję Cezarego, postanowiła walczyć o swoje pierwszeństwo, popychając go. Syn przyjął tę niespodziewaną agresję po męsku i nie dał nic po sobie poznać. Gdy zaś dziewczę przystąpiło do ataku po raz drugi, Cezary chwycił ją za rękę i ugryzł!, na co poszkodowana włączyła syrenę alarmową. Może nie powinnam, ale byłam z niego dumna...