czwartek, 8 maja 2008

Trochę zmian...

Używanie czyjegoś komputera to dla mnie jak kąpiel w cudzej wannie. Niby woda ciepła leci, zbiornik nie przecieka, ale to nie to...Już mnie powolutku sytuacja zaczyna irytować, choć niewielki mam na nią wpływ. Muszę czekać...jak ta wierna Penelopa.
Czaruś nie dostał się do żłobka. W sumie to jakim niby cudem miało się znależć dla niego miejsce (w stolicy brkauje ich dla ok.2 tyś dzieciaków), skoro ja nie pracuję a pracy nie mogę podjąć, jeśli Czaro nie przyjmą, bo nie mam go z kim zostawić. Błędne koło.
Postanowiłam jednak, że muszę parę groszy zarobić, choćby na waciki bo innaczej mi odbije. I tak od niedawna razem z Czaro pracujemy. Jeździmy autobusem ok. 2 razy w tygodniu by opiekować się roczną dziewczynką, spedzamy razem praktycznie cały dzień, chodzimy razem na spacerki a po południu odbieramy jeszcze jej starszą 4 letnią siostrzyczkę z przedszkola. Czaruś jest naprawdę dzielny, więc część zarobionych pieniążków przeznaczam na zabawki dla pierworodnego. W końcu jest wspólnikiem:-)
Zdjęcia nowe posiadam, tylko wrzucić nie mam jak, więc kiedyś tam...
A tak poza tym ,to odwiedziłam dentystę. Już dawno powinnam to zrobić. Za całkiem niezłą sumkę dałam sobie usunąć górną ósemkę nikogo przy tym nie kopiąc i nie gryząc. Doktorek się nawet zapytał czy telewizor nie gra za głośno, jakby to miało mi ulżyć. Wrrr... jak ja tego nie cierpię....