Gdy Cezary pierwszy raz był w ZOO kopał mnie jeszcze od środka i z brzucha dobiegały do niego jedynie co niektóre odgłosy zwierząt. Z roku na rok jest jednak coraz lepiej, bo pierworodny starszy i bardziej rozumny. W tym roku również wybraliśmy się podziwiać zwierzątka. Pomimo niezliczonej ilości pikników i festynów w stolicy z okazji dziecięcego święta ten sposób spędzenia całego dnia wydał nam się najbardziej interesujący i odpowiedni do wieku pierworodnego, który na wiele atrakcji jest jeszcze po prostu za mały.
W ZOO Czaro czuł się jak ryba w wodzie. Nie przeszkadzał mu nawet fakt, iż z powodu upału wiele zwierząt pochowało się w swoich kryjówkach. Największym zainteresowaniem pierworodnego cieszyły się słonie, małpy, pingwiny, pelikany, flamingi, kaczki oraz akwaria z rybkami. Dodatkową atrakcją stały się przelatujące co chwila samoloty, których każdy lot był uważnie śledzony przez oczy i palce Czarusia.
Od czasu święta mamusi, kochany synek, ma zwyczaj zrywania oglądanych przez siebie kwiatków i obdarowywania nimi rodzicieli. Cudowny zwyczaj stał się trochę meczący, gdyż nasza pociecha zatrzymuje się przy wszystkich koniczynkach, stokrotkach i tym podobnych małych wynalazkach, sprawiając tym samym, że przebycie stu metrów drogi trwa całe wieki. Kto wie, może mały botanik za kilka tygodni zamieni sie w małego rajdowca i trzeba bedzie za nim biegać a ja zostanę mistrzynią w biegach na sto metrów?
Nie lada atrakcją dla dzieci są place zabaw na terenie ogrodu zoologicznego. Czaro swoim małym rozumkiem nie był w stanie zrozumieć dlaczego ma się bawić na placu dla najmłodszych milusińskich skoro najciekawsza jego zdaniem była największa zjeżdżalnia dla starszych. A że Czaro jest szczęśliwym posiadaczem super tatusia więc dostąpił zaszczytu wspinania się tam, gdzie najwyżej. Sam malutki pośród tylu starszych dzieciaków, mimo stałej asekuracji tatusia wyglądał jak mały kamikadze.
Jak wiadomo powszechnie, w dniu swojego święta dzieci dostają prezenty, więc Czaro został właścicielem mini zoo, składającego się z kilku małych figurek zwierząt i większego krokodyla. Najbardziej żal mi chyba figurki tygrysa, którego pierworodny bezustannie gryzie i żyrafy której wykrzywia nogi by zechciała łaskawie na nich stać. Największe względy przypadły jednak krokodylowi, z którym Czaro podzielił się wczoraj swoim ciastkiem z truskawkami, wpychając mu ile się go tylko da w otwartą paszczę.
W ZOO Czaro czuł się jak ryba w wodzie. Nie przeszkadzał mu nawet fakt, iż z powodu upału wiele zwierząt pochowało się w swoich kryjówkach. Największym zainteresowaniem pierworodnego cieszyły się słonie, małpy, pingwiny, pelikany, flamingi, kaczki oraz akwaria z rybkami. Dodatkową atrakcją stały się przelatujące co chwila samoloty, których każdy lot był uważnie śledzony przez oczy i palce Czarusia.
Od czasu święta mamusi, kochany synek, ma zwyczaj zrywania oglądanych przez siebie kwiatków i obdarowywania nimi rodzicieli. Cudowny zwyczaj stał się trochę meczący, gdyż nasza pociecha zatrzymuje się przy wszystkich koniczynkach, stokrotkach i tym podobnych małych wynalazkach, sprawiając tym samym, że przebycie stu metrów drogi trwa całe wieki. Kto wie, może mały botanik za kilka tygodni zamieni sie w małego rajdowca i trzeba bedzie za nim biegać a ja zostanę mistrzynią w biegach na sto metrów?
Nie lada atrakcją dla dzieci są place zabaw na terenie ogrodu zoologicznego. Czaro swoim małym rozumkiem nie był w stanie zrozumieć dlaczego ma się bawić na placu dla najmłodszych milusińskich skoro najciekawsza jego zdaniem była największa zjeżdżalnia dla starszych. A że Czaro jest szczęśliwym posiadaczem super tatusia więc dostąpił zaszczytu wspinania się tam, gdzie najwyżej. Sam malutki pośród tylu starszych dzieciaków, mimo stałej asekuracji tatusia wyglądał jak mały kamikadze.
Jak wiadomo powszechnie, w dniu swojego święta dzieci dostają prezenty, więc Czaro został właścicielem mini zoo, składającego się z kilku małych figurek zwierząt i większego krokodyla. Najbardziej żal mi chyba figurki tygrysa, którego pierworodny bezustannie gryzie i żyrafy której wykrzywia nogi by zechciała łaskawie na nich stać. Największe względy przypadły jednak krokodylowi, z którym Czaro podzielił się wczoraj swoim ciastkiem z truskawkami, wpychając mu ile się go tylko da w otwartą paszczę.




Wczoraj wieczorem wyjechaliśmy do teściów na wieś. Dziś brat mężyka, a przyszły chrzestny Czarusia ma bierzmowanie.
Pierworodny jest przeszczęśliwy, że znowu może podziwiać krówki, świnki oraz jeździć na quadzie. Co prawda był troszkę niepocieszony, że cielaczek nie chciał jeść mu z ręki zrywanej specjalnie dla niego trawy, ale szybko mu przeszło.
Dziecięce święto również dla mnie było owocne, bo stałam się szczęśliwą posiadaczką sprawnego laptopa:-)
Pierworodny jest przeszczęśliwy, że znowu może podziwiać krówki, świnki oraz jeździć na quadzie. Co prawda był troszkę niepocieszony, że cielaczek nie chciał jeść mu z ręki zrywanej specjalnie dla niego trawy, ale szybko mu przeszło.
Dziecięce święto również dla mnie było owocne, bo stałam się szczęśliwą posiadaczką sprawnego laptopa:-)