Pierworodny zdrów jak ryba, wystarczyło kilka dni w domu i trochę farmakologicznych specyfików.
Mam ostatnio małą zagwostkę. A mianowicie brak mi pomysłów na Czarusiowe podwieczorki. Pierworodny jakiś wybredny się zrobił, a w dodatku jest na tym etapie w rozwoju, na którym najpierw się mówi "nie" a dopiero potem myśli, o co właściwie chodzi. Tak więc domowy kisielek raz jest niejadalny, a innego dnia to prawdziwy przysmak. I tak jest ze wszystkim. Nie jestem jakąś masochistką i nie mam zamiaru przygotowywac kilku podwieczorków w nadziei, że któryś akurat tego dnia posmakuje. W dodatku Czaro nie mówi, więc nie można się go po ludzku zapytac, czego sobie akurat dzisiaj życzy... A jak zapytam czy masz ochotę na...?, to zanim dokończę zdanie już słyszę odpowiedź "nie!". Po prostu ręce opadają... Ostatnio kochany pierworodny zasmakował w mandarynkach, jadł jedną za drugą i co chwila przychodził, żeby mu je obierac. W końcu zjadł ich tyle, że zaczęłam się obawiac, czy aby na pewno jego brzuszek to wytrzyma i powiedziałam, że już nie będę więcej obierac. Czaruś nie przejął się tym w cale i dalej jadł obierając sobie sam. W sumie zjadł ponad kilogram, zanim doszedł do wniosku, że już mu wystarczy.

(Materiały: Zestaw "Fresh" by Evercila)
Od kilku tygodni do łask Cezarego wróciły klocki, głównie drewniane. Buduje z nich wielkie konstrukcje a potem woła "Baaam!" i sieje zagładę...Czasem ustawia je jak domino i robi sobie "domino day" bijąc własne rekordy...Czasem służą mu do budowy tuneli czy też mostów dla jego pociągów. Z plaskikowych klocków powstają zwykle wysokie wagony i zagrody dla zwierząt. Dziecięca fantazja i pomysłowośc jest nieograniczona i nikt tak jak dziecko nie potrafi znajdowac nowych zastosowań dla przedmiotów i zabawek. W związku z tym faktem u Czarusia pociągi przejeżdżają przez otwartą stajnię, wagony podróżują szkolnym autobusem a lokomotywy suną po torach z drewnianych klocków.
Wczoraj z mężykiem i Czarusiem wybraliśmy się na basen. Gdy tylko synek usłyszał, że jedziemy popływac, to paradował po mieszkaniu w czepku kapielowym i nie dał go sobie zdjac, aż do wyjazdu. Czaro to prawdziwy synek tatusia, więc jak wygłupy w wodzie to tylko po męsku. Tak więc pierworodny z tatą skakał do wody, zjeżdżał ze zjeżdżalni do brodzika itp. Nawet jak się zachłysnął wodą czy też trochę przynurkował śmiał się od ucha do ucha. Teraz już rozumiem dlaczego po kąpieli pierworodnego jestem cała morka. Woda to po prostu jego żywioł...A głodny był potem tak, że ekspresowo wsunął wszystkie cherbatniki jakie ze sobą zabrałam, wypił całe picie a w samochodzie głośno domagał się jakiegokolwiek pożywienia. No to rozumiem:-)
(Materiały: Zestaw "My guy" by Stacey Towers http://sjtowers.blogspot.com/)
Mam ostatnio małą zagwostkę. A mianowicie brak mi pomysłów na Czarusiowe podwieczorki. Pierworodny jakiś wybredny się zrobił, a w dodatku jest na tym etapie w rozwoju, na którym najpierw się mówi "nie" a dopiero potem myśli, o co właściwie chodzi. Tak więc domowy kisielek raz jest niejadalny, a innego dnia to prawdziwy przysmak. I tak jest ze wszystkim. Nie jestem jakąś masochistką i nie mam zamiaru przygotowywac kilku podwieczorków w nadziei, że któryś akurat tego dnia posmakuje. W dodatku Czaro nie mówi, więc nie można się go po ludzku zapytac, czego sobie akurat dzisiaj życzy... A jak zapytam czy masz ochotę na...?, to zanim dokończę zdanie już słyszę odpowiedź "nie!". Po prostu ręce opadają... Ostatnio kochany pierworodny zasmakował w mandarynkach, jadł jedną za drugą i co chwila przychodził, żeby mu je obierac. W końcu zjadł ich tyle, że zaczęłam się obawiac, czy aby na pewno jego brzuszek to wytrzyma i powiedziałam, że już nie będę więcej obierac. Czaruś nie przejął się tym w cale i dalej jadł obierając sobie sam. W sumie zjadł ponad kilogram, zanim doszedł do wniosku, że już mu wystarczy.

(Materiały: Zestaw "Fresh" by Evercila)
Od kilku tygodni do łask Cezarego wróciły klocki, głównie drewniane. Buduje z nich wielkie konstrukcje a potem woła "Baaam!" i sieje zagładę...Czasem ustawia je jak domino i robi sobie "domino day" bijąc własne rekordy...Czasem służą mu do budowy tuneli czy też mostów dla jego pociągów. Z plaskikowych klocków powstają zwykle wysokie wagony i zagrody dla zwierząt. Dziecięca fantazja i pomysłowośc jest nieograniczona i nikt tak jak dziecko nie potrafi znajdowac nowych zastosowań dla przedmiotów i zabawek. W związku z tym faktem u Czarusia pociągi przejeżdżają przez otwartą stajnię, wagony podróżują szkolnym autobusem a lokomotywy suną po torach z drewnianych klocków.
Wczoraj z mężykiem i Czarusiem wybraliśmy się na basen. Gdy tylko synek usłyszał, że jedziemy popływac, to paradował po mieszkaniu w czepku kapielowym i nie dał go sobie zdjac, aż do wyjazdu. Czaro to prawdziwy synek tatusia, więc jak wygłupy w wodzie to tylko po męsku. Tak więc pierworodny z tatą skakał do wody, zjeżdżał ze zjeżdżalni do brodzika itp. Nawet jak się zachłysnął wodą czy też trochę przynurkował śmiał się od ucha do ucha. Teraz już rozumiem dlaczego po kąpieli pierworodnego jestem cała morka. Woda to po prostu jego żywioł...A głodny był potem tak, że ekspresowo wsunął wszystkie cherbatniki jakie ze sobą zabrałam, wypił całe picie a w samochodzie głośno domagał się jakiegokolwiek pożywienia. No to rozumiem:-)
(Materiały: Zestaw "My guy" by Stacey Towers http://sjtowers.blogspot.com/)