Zawsze, gdy zasiadam do pisania posta, stanowczo za rzadko, mam tyle myśli w głowie i tyle bym chciała za pomocą słów przekazac, że powinny pojawiac się na blogu same elaboraty. Za sprawą braku czasu tak się jednak nie dzieje, nad czym ubolewam. Ciągle mam jednak niejasne poczucie, że wszystko mi umyka...
Nowy Rok przywitałam z mężykiem na balu w hotelu nad jeziorem Białym (woj. lubelskie). Było cudownie. Czaruś zaś został w domku z dziadkami. Z relacji mojej mamy wiem, że nasz pierworodny całego sylwestra przespał i nie były go w stanie zbudzic żadne sztuczne ognie. To się nazywa sen:-)
Za sprawą niejakiego mikołaja, który ma w zwyczaju rozdawac prezenty, zostałam posiadaczką nowego laptopa. Nie ukrywam, że zadowolona z tego faktu jestem, bo lepszy sprzęt daje mi więcej możliwości. Troszkę trwało zanim mój mężyk uporał się z danymi na starym twardym dysku, który to stanowczo odmówił wspołpracy, ale większoś najcenniejszych danych, choc niechętnie i z oporami, ale jednak zwrócił. W sumie było to dla mnie trochę jak kubeł zimnej wody, bo zdałam sobie sprawę z faku, że powinnam posiadac jakiekolwiek kopię zdjęc czy innych ważnych plików, bo nigdy nic nie wiadomo. Żal by mi było wszystko stracic...
Jak wszystkim wiadomo, przyszedł mróz i spadł śnieg. Nawet u nas w stolicy jest biały puch, co mnie niezmiernie cieszy, gdyż tyle śniegu, utrzymującego się przez kilka ładnych dni to u nas przez ładnych parę lat nie było.

(Materiały do scrapka: zestaw "Merry Mistletoe" by Vicki Parker http://vicki20.blogspot.com/)
Skoro już z nieba napadało i wiadomo, że będzie po co, postanowiłam, że kupię Czarusiowi sanki. Pierworodny uradowany, poszliśmy na piechotkę do dużego sklepu sportowego po te kilka drewnianych desek z płozami i dowiedzieliśmy się, że wszystkie sanki ludziska rano wykupiły!, a nowa dostawa bedzie za 3 dni. Jak pech to pech. Ale jak wiadomo stolica to duża wioska, więc postanowiłam, że na drugi dzień pojadę do innego sklepu i sama mu te sanki kupię. Nie pojechałam, bo jak na razie nie ma po co. Czaruś nam się rozchorował, ma lekką temperaturkę, kaszel i katar, więc siedzimy w domu, a śnieg na dworzu pierworodny ogląda przez szybę w oknie. Mam nadzieję, że jak wyzdrowieje, to jeszcze biały puch będzie i do tematu sanek powrócimy.
Jeśli chodzi o zabawy Czarusia to pociągi dalej wiodą prym. Babcia zaopatrzyła jedynego wnusia w kolejna lokomotywkę i dwa nowe wagony więc zabawom nie ma końca. Co prawda wagonik bedący cysterną z olejem według pierworodnego zawiera mleko i nie daje sobie tego przetłumaczyc. Zresztą na stacjach benzynowych owe białe cysterny też, według Czarusia wypełnione są mlekiem. Mleko i już:-)
A propo życzeń i różnistych postanowień, planów noworocznych to ja bym chciała:Nowy Rok przywitałam z mężykiem na balu w hotelu nad jeziorem Białym (woj. lubelskie). Było cudownie. Czaruś zaś został w domku z dziadkami. Z relacji mojej mamy wiem, że nasz pierworodny całego sylwestra przespał i nie były go w stanie zbudzic żadne sztuczne ognie. To się nazywa sen:-)
Za sprawą niejakiego mikołaja, który ma w zwyczaju rozdawac prezenty, zostałam posiadaczką nowego laptopa. Nie ukrywam, że zadowolona z tego faktu jestem, bo lepszy sprzęt daje mi więcej możliwości. Troszkę trwało zanim mój mężyk uporał się z danymi na starym twardym dysku, który to stanowczo odmówił wspołpracy, ale większoś najcenniejszych danych, choc niechętnie i z oporami, ale jednak zwrócił. W sumie było to dla mnie trochę jak kubeł zimnej wody, bo zdałam sobie sprawę z faku, że powinnam posiadac jakiekolwiek kopię zdjęc czy innych ważnych plików, bo nigdy nic nie wiadomo. Żal by mi było wszystko stracic...
Jak wszystkim wiadomo, przyszedł mróz i spadł śnieg. Nawet u nas w stolicy jest biały puch, co mnie niezmiernie cieszy, gdyż tyle śniegu, utrzymującego się przez kilka ładnych dni to u nas przez ładnych parę lat nie było.

(Materiały do scrapka: zestaw "Merry Mistletoe" by Vicki Parker http://vicki20.blogspot.com/)
Skoro już z nieba napadało i wiadomo, że będzie po co, postanowiłam, że kupię Czarusiowi sanki. Pierworodny uradowany, poszliśmy na piechotkę do dużego sklepu sportowego po te kilka drewnianych desek z płozami i dowiedzieliśmy się, że wszystkie sanki ludziska rano wykupiły!, a nowa dostawa bedzie za 3 dni. Jak pech to pech. Ale jak wiadomo stolica to duża wioska, więc postanowiłam, że na drugi dzień pojadę do innego sklepu i sama mu te sanki kupię. Nie pojechałam, bo jak na razie nie ma po co. Czaruś nam się rozchorował, ma lekką temperaturkę, kaszel i katar, więc siedzimy w domu, a śnieg na dworzu pierworodny ogląda przez szybę w oknie. Mam nadzieję, że jak wyzdrowieje, to jeszcze biały puch będzie i do tematu sanek powrócimy.
Jeśli chodzi o zabawy Czarusia to pociągi dalej wiodą prym. Babcia zaopatrzyła jedynego wnusia w kolejna lokomotywkę i dwa nowe wagony więc zabawom nie ma końca. Co prawda wagonik bedący cysterną z olejem według pierworodnego zawiera mleko i nie daje sobie tego przetłumaczyc. Zresztą na stacjach benzynowych owe białe cysterny też, według Czarusia wypełnione są mlekiem. Mleko i już:-)
*Żeby Czaruś:
- zechciał nauczyc się mówic
- sam wołał na nocnik, a nie liczył na mój szósty zmysł i robił w pieluchy
- nauczył się ubierac, bo rozbieranie idzie mu całkiem nieźle
- żeby dostał się do przedszkola, dobrego i jak najbliżej domu
*Żebym Ja:
- dostała pracę jak najbliżej domu i dobrze by było, żebyśmy z Czarusiem znaleźli dla siebie miejsce w tej samej placówce przedszkolnej, bo bedzie mi wtedy milej dalej miec go na oku:-)
- dalej była co najmniej tak szczęśliwa w życiu jak jestem w tej chwili

(Materiały: Zestaw "Oscraps letters" pobrany z http://www.scrapnart.com)