Na wstępie - dziękuję Wszystkim za życzenia zdrowia- przydały się:-). W drugim dniu brania antybiotyków mój głos powoli zaczął wracać do normy. Mnie się wydaje, że teraz już mówię normalnie, zaś mężyk jest zdania, że czasem trochę "skrzeczę"... Czaro szczęśliwy, bo znów chodzimy na spacerki, na których ulubionym zajęciem pierworodnego jest robienie babek z piasku, "hutyka" czyli bujanie się na huśtawce i skakanie po drewnianym mostku na placu zabaw. Ogólnie to wędrujemy po osiedlu po różnych placach, w zależności na co Czaro ma ochotę, bo wszystkie atrakcje w jednym miejscu być nie mogą... Pewne jest jedynie to, że najdłużej pozostajemy na placu, gdzie są inne dzieci. Czaruś jakiś taki towarzyski się ostatnio zrobił, nawet z nastolatkami chce się bawić...
Teraz słów kilka o spaniu kochanego pierworodnego. Od kiedy Czaro pojawił się na świecie królestwem jego snu jest drewniane łóżeczko ze szczebelkami. Nie zabieraliśmy i nie zabieramy go nigdy do siebie do łóżka. Nasze dorosłe łóżko jest NASZE! Wyjątek od reguły stanowią niekiedy jedynie choroby Czaro, gdyż łatwiej nam się wtedy nim w nocy opiekować. Powodem takiej rodzicielskiej konsekwencji jest po części fakt, że z Czaro nie da się spać, chyba, że ktoś lubi być we śnie notorycznie kopany, przygniatany i przy okazji czuwać by jego dziecię z łóżka nie spadło. Odkąd tylko pamiętam pierworodny wiercił się w czasie snu na potegę. W miarę, jak jego rozwój fizyczny postępuje, pozycje jakie przyjmuje w czasie snu i ilość przemieszczeń w przestrzeni na godzinę zadziwiają mnie cały czas, w nocy nie raz słyszę jak Czaro dosłownie "rozbija się" o szczebelki łóżeczka. Z tego też powodu na razie nie zmieniamy mu łóżeczka. Wystarczy nam, że przez wyjęte dwa szczeble często wystają mu całe nogi i gdyby pozostałych w ogóle nie było pewnie by się budził na podłodze.Kiedyś pamiętam, że obudził się w nocy z płaczem, bo tak sobie nogi zaklinował w tych szczeblach, że ruszyć się nie mógł. Tych nocnych wierceń czasem nie wytrzymuje pampersioch i nie raz już się zdarzyło, że pierworodny zasikany gramolił się do naszego łóżka bo w jego było mokro... Zawsze myślałam, że jak Czaro będzie nad ranem przychodził do naszego łóżka, przytulał się i razem będziemy sobie jeszcze troszkę drzemać to bedzie fajnie. Od jakiegoś czasu tak się właśnie dzieje i wcale NIE JEST FAJNIE! Równie miły byłby dla mnie budzik z funkcją walenia w głowę...
No cóż całe to spanie to chyba rodzinna przypadłość wieku dziecięcego. Zarówno ja, jak i mężyk z relacji naszych rodziców wiemy, że z nami było dokładnie tak samo i że wyrośliśmy z tego wiercenia się. Liczę na to samo w przypadku Czarusia. Aha, pierworodny ma jeszcze dwa nawyki zasypiania. Pierwszy taki jak ja, czyli zasypia zawsze na brzuchu. Drugi identyczny jak miał w dzieciństwie mężyk, czyli zasypianie z ulubioną książką lub zabawką, która w danym momencie jest "na topie". Tak więc obecnie zasypia z książeczkami o Muminkach lub Kubusiu Puchatku albo z drewnainymi klockami Jenga. Po prostu obłęd......
(Materiały "Sweet Dreams" by Vicki Parker /vicki20.blogspot.com/ and Sara /sweetblossomdesigns.blogspot.com/)
Teraz słów kilka o spaniu kochanego pierworodnego. Od kiedy Czaro pojawił się na świecie królestwem jego snu jest drewniane łóżeczko ze szczebelkami. Nie zabieraliśmy i nie zabieramy go nigdy do siebie do łóżka. Nasze dorosłe łóżko jest NASZE! Wyjątek od reguły stanowią niekiedy jedynie choroby Czaro, gdyż łatwiej nam się wtedy nim w nocy opiekować. Powodem takiej rodzicielskiej konsekwencji jest po części fakt, że z Czaro nie da się spać, chyba, że ktoś lubi być we śnie notorycznie kopany, przygniatany i przy okazji czuwać by jego dziecię z łóżka nie spadło. Odkąd tylko pamiętam pierworodny wiercił się w czasie snu na potegę. W miarę, jak jego rozwój fizyczny postępuje, pozycje jakie przyjmuje w czasie snu i ilość przemieszczeń w przestrzeni na godzinę zadziwiają mnie cały czas, w nocy nie raz słyszę jak Czaro dosłownie "rozbija się" o szczebelki łóżeczka. Z tego też powodu na razie nie zmieniamy mu łóżeczka. Wystarczy nam, że przez wyjęte dwa szczeble często wystają mu całe nogi i gdyby pozostałych w ogóle nie było pewnie by się budził na podłodze.Kiedyś pamiętam, że obudził się w nocy z płaczem, bo tak sobie nogi zaklinował w tych szczeblach, że ruszyć się nie mógł. Tych nocnych wierceń czasem nie wytrzymuje pampersioch i nie raz już się zdarzyło, że pierworodny zasikany gramolił się do naszego łóżka bo w jego było mokro... Zawsze myślałam, że jak Czaro będzie nad ranem przychodził do naszego łóżka, przytulał się i razem będziemy sobie jeszcze troszkę drzemać to bedzie fajnie. Od jakiegoś czasu tak się właśnie dzieje i wcale NIE JEST FAJNIE! Równie miły byłby dla mnie budzik z funkcją walenia w głowę...
No cóż całe to spanie to chyba rodzinna przypadłość wieku dziecięcego. Zarówno ja, jak i mężyk z relacji naszych rodziców wiemy, że z nami było dokładnie tak samo i że wyrośliśmy z tego wiercenia się. Liczę na to samo w przypadku Czarusia. Aha, pierworodny ma jeszcze dwa nawyki zasypiania. Pierwszy taki jak ja, czyli zasypia zawsze na brzuchu. Drugi identyczny jak miał w dzieciństwie mężyk, czyli zasypianie z ulubioną książką lub zabawką, która w danym momencie jest "na topie". Tak więc obecnie zasypia z książeczkami o Muminkach lub Kubusiu Puchatku albo z drewnainymi klockami Jenga. Po prostu obłęd......
(Materiały "Sweet Dreams" by Vicki Parker /vicki20.blogspot.com/ and Sara /sweetblossomdesigns.blogspot.com/)