wtorek, 13 listopada 2007

Sami z Czarusiem

Dzisiaj po południu wracamy wreszcie do domku do stolicy. Ale póki co jestesmy jeszcze u teściów. Zostałam z Czaruisem sama w tym wielkim domu. Teściowie z mężykiem i jego młodszym bratem Darkiem pojechali do Chełma (ok 60 km), żeby wyrobić Dareczkowi paszport. Czaruś zalicza właśnie swoją drzemkę, jedyną zresztą w ciągu dnia. Ja musze pilnować, żeby co godzinę zejść na dół do kotłowni i podłożyć do pieca, bo innaczej zrobię w domu syberię:-). Na początku nie wiedziałam jak tę czynność połączyć z opieką na Czarkiem, który pozostawiony sam sobie na górze strasznie płacze. A na dole, parterze, jest bardzo zimno (nie ma tam grzejników), no i w okolicach kotłowni jest strasznie brudno. Ale znalazłam proste rozwiązanie:-). Zakładam Czarusiowi sweterek, znoszę go na rękach po schodach na dół i wkładam do jego spacerówki, która tam stoi. Następnie podjeżdżam spacerówką pod kotłownię otwieram drzwi szeroko, żeby synek z wózka mnie widział a potem podkładam do pieca. Po tym fakcie wykonuję znowu te wszystkie czynności w odwrotnej kolejności i po kłopocie:-) Czaruś grzecznie znosi to całe dziwactwo choć wydaje się byc tym trochę zmieszany:-)
Pozdrawiam wszystkich czytelników bloga z pięknie zasypanej śniegiem wsi i dziękuję za wasze komentazre:-))))