niedziela, 20 kwietnia 2008

Wychowanie porządnego obywatela to nie taka prosta sprawa.

Doba upracie ma 24 godziny i nie zanosi się niestety na żadne zmiany, nawet w czasie odległym. Zakładając dodatkowo, że jest się takim śpiochem jak ja, który by sprawnie funkcjonować potrzebuje ok.9 godzin snu, nie dziwne, że ciągle brakuje mi na wszystko czasu, który zamiast po prostu płynąć, biegnie jak Tyson Gay na 100 metrów...Ehhh
Od czwartkowego wieczora jesteśmy w domu. W piątek miał miejsce ciąg dalszy maratonu w sprawie załatwaiania spraw różnorakich (jak ja kocham wszystkowiedzące panie w urzędach wrrrr....). Tym razem jednak odbyłam go samotnie, zaś mężyk został z Czarusiem, którego cieplutkie czoło, niewiedzieć czemu, wskazywało na lekki stan podgorączkowy.
Po moim powrocie do domu, ciałko Czarusia osiągnęło juz temperaturę 38 stopni. Co prawda pierworodny od dwóch dni robił kilka luźnych kupek dziennie (pewnie owoce), ale jak już gorączka, to Czaro w wózek i do przychodni. Bo skoro lekarka może go zbadać, to czemu mam się cały weekend zastanawiać - chory czy nie?
W poczekalni Czaro, wzór spokoju i opanowania niczym Mały Budda, zasiadł majestatycznie przy stoliczku i zaczął bawić się samochodzikami. Co jakiś czas z tego letargu wytrącał go tylko niewiele starszy od niego chłopczyk, który ze smoczkiem w buzi biegał wte i nazad, wrzeszcząc i od czasu do czasu rzucając zabawkami. Pierworodny tylko obrzucał delikwenta zdziwionym spojrzeniem, po czym wracał do zabawy. Pominę tu jak wyglądały nieudolne próby matki chłopca, podejmowane w celu przywołania syna do porządku, czyli do takiego dziecięcego zachowania, które w pozostałych oczekujacych na wizytę nie będzie wywoływało natychmiastowej chęci ucieczki jak najdalej. Widać, że kobiecie było głupio, że jej synek zachowuje się tak, jak dzieci oglądane w telewizji na spotach programu superniania, ale też widać było, że nie wie co ma z tym zrobić. Mogę się tylko domyślać, że zachowanie owego dziecka w przychodni jest odzwierciedleniem jego zachowania w domu, które wynika prwdopodobnie z bezradności w postepowaniu matki, z braku (lub nieegzekwowania)ustalonych reguł zachowania się dziecka w różnych miejscach, z braku umiejętności zaiteresowania dziecka "czymkolwiek" i skierowania jego aktywności na inny tor i tak dalej i tak dalej. To nie prawda, że dzieci rodzą się niegrzeczne, po prostu z winy dorosłych, braku odpowiedniego wychowania i prawidłowego wzorca do naśladowania, czasem za takie są uważane. To nieprawda również, że dziecku wystarczy (zwłaszcza tak małemu) powiedzieć lub pokazać coś raz albo kilka razy i ono od teraz zawsze będzie pamiętać. Dzieci nie przysfajają sobie regul postępowania z dnia na dzień, a już tym bardziej nie stają się one uwewnętrznione. Pamięć dziecka to nie to samo co pamięć dorosłego. Każdy kto ma małe dziecko wie, że nauczenie szkraba różnych reguł postępowania to nieraz ciężka orka, trwająca często długo i wymagająca setek powtórzeń oraz morza cierpliwości, tony pomysłów i wiary w to, że kiedyś miło bedzie popatrzeć na efekt, którego przeciez nikt nam na starcie nie zagwarantuje...
Wracając do zdrowia Czarusia. Dostał lekarstwo na biegunkę, skierowanie na badanie moczu na poniedziałek, mam mu podawać też Lacidofil oraz syrop na goraczkę, której od wczoraj juz nie ma na szczęście. Tak więc poza biegunką wszystko ok. Pewnie dzisiaj wyszlibyśmy na spacer, gdyby nie fakt, że od kilku dni ciągle pada.
Mężyk dzielnie uczy mnie jeździć samochodem po obrzeżach stolicy, co wymagałoby zażycia przez niego przed jazdą kilku tabletek valiun.
We wtorek mężyk wyjeżdża do Krakowa i wróci dopiero na weekend. Ja, jako słomiana wdowa, bedę za kółkiem straszyć od poniedziałku na ulicach stolicy. Wykupiłam kilka godzin jazd z instruktorem, bo niewiedzieć czemu, mężyk nie zdecydował się uczyć mnie parkowania między innymi pojazdami swoim samochodem...