Od soboty jesteśmy na wsi u teściów. Mężyk musi załatwić kilka spraw, więc najprawdopodobniej zostaniemy tu do piątku. Zabraliśmy sanki, ale śniegu tyle, co kot napłakał, więc raczej nie bedzie z nich pożytku, niestety. Czarusiowi to nawet nie przeszkadza, bo on udziadków na wsi ma inne zajęcia. Dogląda krówek i świnek, "pilnuje" czy piją wodę, pomagamy dziadkowi zaganiać krówki do obórki, zaglądamy do stodoły, gdzie Czaro uwielbia zjeżdżać na pupie z góry siana, a następnie zanosi jedzonko krówkom. Pierworodny robi również porządki w swojej piaskownicy - wybiera łopatką stare liście, kamyki, śnieg i wrzuca do swojej taczki. Pomaga kilka razy dziennie dziadkowi podkładać do pieca, podając mniejsze kawakłki drewna. Nie lada rozrywką są też koty, które dają się Czarkowi męczyć. Tłumaczę Czaro, że jak będzie tak się z nimi obchodził, to go podrapią. Wykrakałam, wczoraj jeden kot delikatnie zahaczył o pierworodnego pazurami, i co?, Czaro go w odwecie ugryzł! Potem chodził i próbował pozbyć się z buzi kociej sierści. Czasami to juz nie wiadomo, czy sie śmiać, czy płakać...
Teraz o tym, o czym miałam już wcześniej napisać lub pokazać, ale czasu brakło.
Najpierw budowle z klocków drewnianych. Nie rządzą nimi żadne reguły, każda jest inna, niepowtarzalna, czasami przeczą one prawom grawitacji, gdyż np. budowniczy z jednej strony przytrzymuje konstrukcje ręką.
Teraz o tym, o czym miałam już wcześniej napisać lub pokazać, ale czasu brakło.
Najpierw budowle z klocków drewnianych. Nie rządzą nimi żadne reguły, każda jest inna, niepowtarzalna, czasami przeczą one prawom grawitacji, gdyż np. budowniczy z jednej strony przytrzymuje konstrukcje ręką.

Jak się okazuje kolejkami można bawić się nie tylko w domu. W pobliskim centrum handlowym jest sklep dla dzieci, w którym jest ekspozycja kolejek pewnej firmy, którymi to oczywiście można się w sklepie pobawić. Ja najczęściej staram się omijać ten sklep, bo wiem, że Czarusiowi nie wystarczy pobawić się przez 10min. A mi trochę głupio, gdy wchodzę do tego zwykle prawie pustego sklepu, niczego nie zamierzam kupić i mam tam stać i patrzeć jak Czaro sie bawi. A potrafi naprawdę dłuuuugo. Ostatnio moja mama poszła z Czarkiem na zakupy a ja jej zapomniałam powiedzieć o tym sklepie. Czaro jak się okazało nie zapomniał pokazać babci, gdzie on by najchętniej spędził czas. Moja mama średnio radzi sobie z egzekwowaniem poleceń i spędziła w owym sklepie z pierworodnym ponad godzinę, przy okazji kupując mu następne dwie kolejki z seri "Tomek i przyjaciele". Ochroniarz powiedział mojej mamie, że jest pełen podziwu, bo choć pracuje tam długo, to jeszcze nigdy nie widział, żeby jakieś dziecko tak długo się tymi kolejkami bawiło i nie miało jeszcze dosyć. No cóż, gdyby wystawili w sklepie coś innego niż kolejki to pewnie takiego zainteresowania by nie wzbudziło. Przy okazji Czaro zrobił im porządek, bo wszystkie porozrzucane wagony i lokomotywy na makiecie wzorowo poustawiał. Ja nie wiem co to sie dzieje, ostatnio nawet w danonkach są magnesy z pociągami. Kiedys Czaro wszędzie widział krówki i świnki, teraz dla odmiany wszędzie są pociągi...
Od dłuższego czasu świetną rozrywką dla pierowrodnego jest układanie puzzli. Ma układanki z 4,6,9,12 elementów ze zwierzątkami i dwie 15 elementowe z bohaterami ze Stumilowego Lasu. Jak już samodzielne układanie ich w kółko po kilkanaście razy dziennie pierworodnemu się znudziło, to zaczął te z mniejszą ilością elementów układać stroną bez obrazka, lub też wyrzuca wszystkie na raz i z takiej wielkiej kupki szuka pasujących elementów układając po kilka ukladanek na raz. Chyba najwyższa pora, żeby mu kupić puzzle z wiekszą liczbą elementów, bo te są chyba już za łatwe...


Poniżej zdjęcia z klubu "Abawik" w którym niedawno razem byliśmy. Czaro ostatnio bardzo porządnicki sie zrobił, sprząta swoje zabawki i odkłada je na miejsce. Gdy byliśmy w owej salce zabaw, Czaro chciał zaprowadzić domowe porządki i jak zobaczył plastikową piłeczkę na dywanie to musiał ja wrzucić z powrotem do baseniku. A jak wiadomo te piłki wypadaja co chwila i jest ich naprawde sporo. Po dziesieciu minutach takiego syzyfowego sprzątania Czaro skapitulował. No cóż, z czasem się nauczy, że są takie sytuacje w których po prostu nie da się czegoś sprzątnąć:-)))
Czaruś bez problemu pozwala sobie myć ząbki. Sam odkręca pastę, czasem nawet sam swoje małe perełki szczoteczką czyści. Rzadko jednak pozwala sobie do buźki zajrzeć co też tam się dzieje. Dlatego też dopiero teraz zorientowałam się, że pierworodny jest posiadaczem wszystkich zębów mlecznych. Dla mnie najważniesze, że wszystkie są zdrowe:-)
