Rozchorowałam się- zapalenie krtani. Nie mogę normalnie mówić, tylko skrzeczę lub szepczę, a że gaduła jestem, niezwykle mnie ów stan irytuje. Mężyk żartem stwierdził, że w domu jakoś tak ciszej się zrobiło, zaś Czaro uważa, że to jakiś rodzaj zabawy. Gdy szepcze do pierworodnego, on mi szeptem odpowiada, czasem czuję się jakbyśmy razem odbywali obowiązkowe "lekcje ciszy"... Poza tym synek stara się być troskliwy dla mamusi, przykrywa mnie kocykiem, choć wcale nie potrzebuję, chce mnie karmić swoim jedzeniem, i gdy biorę lekarstwa Czaro koniecznie chce mi je sam do buzi wkładać. Na zajęcia do przedszkola dzisiaj nie poszliśmy- wiadomo.
Ekspresowo, bo siły brak, ale wspomnę jeszcze jak to mnie pierworodny w tłusty czwartek prawie o zawał przyprawił. Siedzieliśmy razem w pokoju, Czaro coś tam sobie budował przy stoliku, odwrócił się i zawołał "mamo!". A ja zamarłam, gdy na niego spojrzałam. Na głowie miał...no właśnie co?! Wielką, krwawiącą dziurę w głowie? Niemożliwe, musiałby się uderzyć. Podeszłam, zlokalizowałam na stole talerz z pączkiem, spróbowałam...no tak...dżem!....

(Materiały: "Funky Retro" by Vicki Parker, http://vicki20.blogspot.com/)
Ekspresowo, bo siły brak, ale wspomnę jeszcze jak to mnie pierworodny w tłusty czwartek prawie o zawał przyprawił. Siedzieliśmy razem w pokoju, Czaro coś tam sobie budował przy stoliku, odwrócił się i zawołał "mamo!". A ja zamarłam, gdy na niego spojrzałam. Na głowie miał...no właśnie co?! Wielką, krwawiącą dziurę w głowie? Niemożliwe, musiałby się uderzyć. Podeszłam, zlokalizowałam na stole talerz z pączkiem, spróbowałam...no tak...dżem!....

(Materiały: "Funky Retro" by Vicki Parker, http://vicki20.blogspot.com/)