Od niedzieli jesteśmy u teściów na wsi. Do stolicy będziemy wracać jutro popołudniu:-). Niestety od niedzielnego wieczorka Czaruś ma katar:-( Cieknie mu z nosa jak z kranu, ledwo z chusteczkami za nim nadążam. Podaję mu kropelki do noska. Wczoraj katar był żółty a dzisiaj jest już przeźroczysty. Nie wiem tylko, czy to reakcja na szczepionkę czy też pierworodny zamierza się rozchorować na święta:-( Pamiętam, że mój tata, który się szczepi co roku we wrześniu, w tym roku po szczepionce dostał prawie 40 stopniowej gorączki.Od wczoraj nie wychodzimy na spacerki, żeby go dodatkowo nie zawiało:-( Poza katarkiem Czaruś czuje się dobrze, nie ma żadnej gorączki ani kaszlu,więc może nam się upiecze:-)Jedynie trudniej mu się w nocy oddycha przez ten zatkany nos, przez co śpi niespokojnie a my w nocy wstajemy i wycieramy mu te smarki:-)Ehhh....
Wracając do tematu teściów-no cóż.....Teść jest do rany przyłóż facet, bardzo go lubię, zaś teściowa...szkoda gadać. Zresztą temat synowych narzekających na swoje teściowe jest chyba stary jak świat i nie czuję się tutaj wyjątkiem:-). W teściowej cenię jej pracowitość, to, że ma jakieś własne zasady życiowe, których w większośći kompletnie nie rozumiem, ale przecież nie muszę. Co mnie zatem w Jej osobie drażni? Ano ciągłe wrzaski na domowników-jakby nie można było tak normalnie powiedzieć o co chodzi, wiecznie zły chumor-wygląda najczęściej jak chmura gradowa a uśmiecha się głównie do sąsiadów-chyba po to,żeby na wsi dobre wrażenie robić. Ja to sobie już dawno odpuściłam jakieś bliższe relacje między nami, bo dla niej już chyba na zawsze pozostałam "paniusią ze stolicy"- a znamy się już ponad 6lat! Pytanie w czym zatem problem? Ano w tym, że jest babcią maszego kochanego Czarusia i chciałbym, żeby ze swoim jedynym wnukiem miała jak najlepsze relacje i żeby Czaruś jak podrośnie z radością jechał do kochanej babci na wieś. Jak narazie pozostaje to tylko w sferze moich dobrych chęci. Nigdy nie nastawiałam synka przeciwko teściowej i nigdy nie zamierzam tego robić! Wręcz przeciwnie-staram się zachęcić Czarusia do kontaktów i zabaw z babcią. Efekt-żaden. Czaruś za babcią nie przepada. a mówiąć dosadniej-wyrywa się i ucieka od niej,gdy ta chce go przytulić lub choćby zbliża się do niego. Zastanawiałam się skąd ta niechęć u pierworodnego?Przecież do teścia i brata męża biegnie, przytula się, bawi, przynosi swoje książeczki do czytania...No cóż, wywnioskowałam swoim rozumkiem, że to musi być wina charakteru teściowej a jak wszyscy wiemy małe dzieci "wyczuwają ludzi".. U nas w domu nikt nie krzyczy, a jak teściowa wpada w furii do pokoju i daje głos to Czaruś aż się kuli w sobie i przytula do mnie, jakbym go miała przed babcią obronić. A jak teściowa póżniej woła Czarusia dziecinnym głosem to synek nie chce podejść, zupełnie jakby wyczuwał sztuczość w głosie. Pierworodny jest jeszcze za mały, żebym mogła mu wytłumaczyć, że babcia Go bardzo kocha, że te wrzaski nie są wcale do Niego, że babci jest przykro, gdy od niej ucieka. Pozostaje tylko czekać, w końcu nic na siłę. Oczywiście nie muszę dodawać, że dostrzegam w oczach teściowej pretensję, że to "paniusia z warszawy" winna jest temu wszystkiemu. Ehh.... wygadałam się i zrobiło mi się lepiej:-) Pozdrawiam i dziękuję za Wasze komentarze!!!
Wracając do tematu teściów-no cóż.....Teść jest do rany przyłóż facet, bardzo go lubię, zaś teściowa...szkoda gadać. Zresztą temat synowych narzekających na swoje teściowe jest chyba stary jak świat i nie czuję się tutaj wyjątkiem:-). W teściowej cenię jej pracowitość, to, że ma jakieś własne zasady życiowe, których w większośći kompletnie nie rozumiem, ale przecież nie muszę. Co mnie zatem w Jej osobie drażni? Ano ciągłe wrzaski na domowników-jakby nie można było tak normalnie powiedzieć o co chodzi, wiecznie zły chumor-wygląda najczęściej jak chmura gradowa a uśmiecha się głównie do sąsiadów-chyba po to,żeby na wsi dobre wrażenie robić. Ja to sobie już dawno odpuściłam jakieś bliższe relacje między nami, bo dla niej już chyba na zawsze pozostałam "paniusią ze stolicy"- a znamy się już ponad 6lat! Pytanie w czym zatem problem? Ano w tym, że jest babcią maszego kochanego Czarusia i chciałbym, żeby ze swoim jedynym wnukiem miała jak najlepsze relacje i żeby Czaruś jak podrośnie z radością jechał do kochanej babci na wieś. Jak narazie pozostaje to tylko w sferze moich dobrych chęci. Nigdy nie nastawiałam synka przeciwko teściowej i nigdy nie zamierzam tego robić! Wręcz przeciwnie-staram się zachęcić Czarusia do kontaktów i zabaw z babcią. Efekt-żaden. Czaruś za babcią nie przepada. a mówiąć dosadniej-wyrywa się i ucieka od niej,gdy ta chce go przytulić lub choćby zbliża się do niego. Zastanawiałam się skąd ta niechęć u pierworodnego?Przecież do teścia i brata męża biegnie, przytula się, bawi, przynosi swoje książeczki do czytania...No cóż, wywnioskowałam swoim rozumkiem, że to musi być wina charakteru teściowej a jak wszyscy wiemy małe dzieci "wyczuwają ludzi".. U nas w domu nikt nie krzyczy, a jak teściowa wpada w furii do pokoju i daje głos to Czaruś aż się kuli w sobie i przytula do mnie, jakbym go miała przed babcią obronić. A jak teściowa póżniej woła Czarusia dziecinnym głosem to synek nie chce podejść, zupełnie jakby wyczuwał sztuczość w głosie. Pierworodny jest jeszcze za mały, żebym mogła mu wytłumaczyć, że babcia Go bardzo kocha, że te wrzaski nie są wcale do Niego, że babci jest przykro, gdy od niej ucieka. Pozostaje tylko czekać, w końcu nic na siłę. Oczywiście nie muszę dodawać, że dostrzegam w oczach teściowej pretensję, że to "paniusia z warszawy" winna jest temu wszystkiemu. Ehh.... wygadałam się i zrobiło mi się lepiej:-) Pozdrawiam i dziękuję za Wasze komentarze!!!