sobota, 9 lutego 2008

Mamine oczko, u babci, wyjazd i światło

Mama była na kontroli oka po operacji i niestety nie chcieli zdjąć szwów, które tak ją kłują, bo oczko, choć już powinno to sie jeszcze nnie wygoiło. W dodatku każą mamie czytać, a ona każdą literę tym okiem widzi potrójnie:-(Za tydzień nastepna kontrola. Trzymajcie kciuki. Tydzień tak szybko zleciał, zanim się obejżałam już był piątek. A w piątek z Czarusiem pojechaliśmy na cały dzień do mojej babci. Mężyk odwiózł nas rano jak jechał do pracy, więc nie musieliśmy z przesiadkami podróżować autobusami przez pół stolicy:-) Dziadek musiał wyjechać i prosił, żebym z babcią posiedziała. Moja babcia ma trochę nie tak z głową (m.in. częściowy zanik kory mózgowej) i raczej nie powinna zostawać sama. Czaruś się prababci troszkę boi i nie podchodzi ani nie daje sie całować, no cóż nic na siłę. Ogólnie pobyt minął szybko. Czarusiowi ciekawie i interesująco, bo uwielbia podróżować i zwiedzać zakamarki i sprzęty w nie swoim domu:-) Babcia nie mogła się nachwalić prawnuczka i była szczęśliwa, że przyjechaliśmy. Ja natomiast czułam sie tak, jakby mój mózg przemielono przez maszynkę do mielenia mięsa. Babcia bardzo często powtarza to samo co kilka minut przez nawet pół godziny. Ciągle zadaje te same pytanie pomimo wielokrotnie usłyszanej odpowiedzi, przez pół godziny podaje lody które juz dawno zjadłyśmy, obiad podaje od rana, wyłącza wyłączony wentylator, otwiera otwarte okna, mówi, że jej goraco i zakłada sweter i tak do jutra mogłabym wymieniać. Ja wiem, że z babciną głową nie jest najlepiej więc trzeba to jakoś wytrzymać. Ale to naprawdę męczące...
To nie koniec podróży na piątek, bo gdy mężyk skończył pracę i przyjechał po nas, wróciliśmy do domu tylko w celu spakowania bagaży i wieczorkiem wyjechaliśmy do teśćiów na wieś. Gdy dojechaliśmy ja i Czaro szybciutko poszliśmy spać. Czaruś pomimo iż prawie całą drogę przespał, to gdy dojechaliśmy na miejsce był tak zmęczony, że butelka z mlekiem wypadała mu z ręki i oczy same się zamykały. Wszyscy w koło pytają się mnie po co my tak ciągle jeździmy taki kawał drogi (ok.230km), czemu takie małe dziecko ciągniemy, na pewno się przeziębi, no i czy nam się tak chce ciągle jeżdzić? No to odpowiadam: Po pierwsze: jeździmy tak często, bo mężyk jest człowiekiem bardzo rodzinnym, kocha swoich rodziców i brata, którego prawie wychowywał (14 lat różnicy wieku między nimi). Po drugie: Czaruś juz jako noworodek zaliczył kilka większych przejazdów (ok. godziny jazdy w jedna stronę), poza tym w wieku 4 tygodni odbył przeprowadzkę ze stolicy na wieś i w 3 miesiącu życia ze wsi spowrotem do stolicy ale w inne miejsce, do domu moich rodziców, gdzie obecnie mieszkamy. Tak więc prawie od urodzenia Czaro podróżuje bardzo często i jest to dla niego rzeczą normalną. Pozdróże znosi rewelacyjnie, siedzi z tyłu obok mnie w swoim foteliku i albo patrzy się przez okno na przejeżdżające samochody (potrafi tak ponad godzinę) albo śpi. Odkąd sie urodził chorował tylko dwa razy: raz miał trzydniówkę i raz przeziębienie z gorączką. Wiec niech mi nikt nie dziamgoli jaką to krzywdę robimy dziecku ciągle podróżując i będąc zawsze razem i jaki to on biedny, bo na pewno się przeziębi. Po trzecie: Czy mi się chce tak jeździć? Nie, nie chce mi się. Ale to najbliźsi mojego mężyka, który chce mieć wszystkich swoich ukochanych w jednym miejscu. Odwracając sytuację to mnie by było przykro gdybym ja chciała odwiedzić moją rodzinę a mężyk powiedziałby, że jak chcesz to jedź sama, bo mnie się nie chce. Więc to będzie na tyle w tym temacie.
Jak nam mija pobyt u teściów. no cóż, ciekawie:-) Czaro od rana do południa spędzał czas z dziadkiem i Darkiem (brat męża). Spacerował, zwiedzał i jeździł na swoim quadzie (brykę widać a albumie 5-10miesięcy). Gdy Czaro dostał quada miał niecałe 10 miesięcy i tylko paluszkami dotykał do pedału i jeździł. Teraz to zupełnie inna jazda. Synek jest większy, cała noga na pedale i świadomie kontroluje kiedy jechać a kiedy stawać. Ktoś mógłby się zapytać, po co takiemu małemu dziecku kupiliśmy taki samochód? Otóż nie kupiliśmy. Dostaliśmy w promocji pampers (kupowaliśmy pieluchy i chusteczki nawilżające pampersa i zbieralismy jakieś punkty).
Wieczorkiem w całej wsi i w promieniu kilkunastu kilometrów wyłączyli prąd. Całe szczęście, że gdy to nastapiło Czaro siedział obok mnie na kanapie i od razu wziełam go na ręce, nawet się nie wystraszył. A tutaj jak światła nie ma to jest tak ciemno, że nie widać nawet własnej ręki, bo nawet latarnie na drodze się nie palą. Zapachowe ikeiki wreszcie sie na coś przydały i rozstawione wszedzie na meblach oświetlały nam pokój przez ponad pół godziny póki wszystko nie wróciło do normy:-) Jak sie okazało gdzies niedaleko był pożar i strażacy dla bezpieczeństwa wyłączyli. To to na dzisiaj tyle. Gratuluje wytrwałości wszystkim tym, którzy ten post w całości przeczytali. Buziole!!!