Na Święta, które minęły szybko i w wesołej atmosferze, wyjechaliśmy do teściów. Trudno powiedzieć czy dla Czarusia był to jakiś szczególny i wyjątkowy czas. O pisankach w wykonaniu pierworodnego nie było mowy, chyba , że skorupki miałyby być dołączone oddzielnie...Do kościoła ze święconką też z Czarusiem nie poszliśmy, bo bylo strasznie zimno i wiało na potegę. Czarus zadowolił się jednak niedzielnym śniadankiem wielkanocnym. Gdy zobaczył tyle pysznośći na stole przystapił ochoczo do działania i dalej widelcem dziubać i wkładać do buźki wszystko w zasięgu wzroku. Pierworodny również potrafi się dzielić - tak więc wpychał barankowi z cukru do buzi kawałki czekoladowego jajeczka. Gdy baranek stanowczo odmawiał, Czaruś w barbarzyński sposób próbował odgryżć mu głowę. I jak tu pierworodnego nie kochać?
Czaruś dawno u swoich dziadków od strony taty nie był, a to za sprawą choróbska, które tak długo się go trzymało. Tak więc, gdy po tak długiej przerwie zobaczył swoją huśtawkę, postanowił na niej spędzać pół dnia. Bawił sie na niej, jadł, pił, oglądał bajkę a nawet zasypiał. Co chwila tylko wołał, żeby mu inna zabawkę do rączki podać.Nie było siły, żeby go z niej wyciągnąć bo od razu wrzeszczał. Jak nie to nie...:-)



W poniedziałek mieliśmy cudowną zimową pogodę. Co prawda kojarzy się ona z innymi świętami, ale kto by tam zwracał uwage na szczegóły:-) To pierwszy taki śniegowy spacer w życiu pierworodnego (w stolicy takie widoki to rzadkość), tak więc z początku był trochę zmieszany i nie wiedział "czym to się je", ale tylko przez chwilkę...


Wczoraj wieczorkiem wróciliśmy do stolicy a dzisiaj na wieczór znowu jedziemy do teściów i zostajemy na wsi do końca weekendu, czyli prawie do końca miesiąca.
Chciałam wrzucić na bloga jakieś filmiki, ale nie wiem za bardzo jak mam to zrobić, gdyż jeden zajmuje co najmniej 7mb, co zajmie mi polowę pojemności całego bloga, tak więc proszę o radę Drogie Koleżanki, jak Wy to robicie? Buziole!
Czaruś dawno u swoich dziadków od strony taty nie był, a to za sprawą choróbska, które tak długo się go trzymało. Tak więc, gdy po tak długiej przerwie zobaczył swoją huśtawkę, postanowił na niej spędzać pół dnia. Bawił sie na niej, jadł, pił, oglądał bajkę a nawet zasypiał. Co chwila tylko wołał, żeby mu inna zabawkę do rączki podać.Nie było siły, żeby go z niej wyciągnąć bo od razu wrzeszczał. Jak nie to nie...:-)



W poniedziałek mieliśmy cudowną zimową pogodę. Co prawda kojarzy się ona z innymi świętami, ale kto by tam zwracał uwage na szczegóły:-) To pierwszy taki śniegowy spacer w życiu pierworodnego (w stolicy takie widoki to rzadkość), tak więc z początku był trochę zmieszany i nie wiedział "czym to się je", ale tylko przez chwilkę...


Wczoraj wieczorkiem wróciliśmy do stolicy a dzisiaj na wieczór znowu jedziemy do teściów i zostajemy na wsi do końca weekendu, czyli prawie do końca miesiąca.
Chciałam wrzucić na bloga jakieś filmiki, ale nie wiem za bardzo jak mam to zrobić, gdyż jeden zajmuje co najmniej 7mb, co zajmie mi polowę pojemności całego bloga, tak więc proszę o radę Drogie Koleżanki, jak Wy to robicie? Buziole!